Moralność pani Dulskiej należy do teatralnej klasyki. Tagifarsa Gabrieli Zapolskiej wielokrotnie była wystawiania na deskach wielu teatrów w całej Polsce. W samym Teatrze Telewizji spektakl pojawił się kilkukrotnie. Czy niezbędna jest kolejna inscenizjacja? Czy z Moralności pani Dulskiej da się coś jeszcze wycisnąć?
Cytując klasyka: jeszcze jak! Moralność pani Dulskiej w reżyserii Agnieszki Glińskiej i Franka Przybylskiego to prawdziwa perełka teatru telewizji! W tej wersji wszystko jest na swoim miejscu: fantastycznie poprowadzeni aktorzy, choreografia, praca kamery i… piosenki! Tak, piosenki! Jak się okazje teatralny klasyk w wersji musicalowej ma się bardzo dobrze. Utwory dodają dynamiki i są współczesnym puszczeniem oczka do widzów. Gwarantuję wam, iż po obejrzeniu spektaklu będziecie nucić pod nosem niektóre z piosenek.
Kadr ze spektaklu Moralność Pani DulskiejZacznijmy jednak od początku. Moralność Pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej to zdecydowanie jedna z najlepszych i najcelniejszych satyr na polskie mieszczaństwo, jaka kiedykolwiek powstała. Chociaż premiera utworu odbyła się w 1906 roku, to, jak się okazuje, w 2026 tekst jest przez cały czas zaskakująco aktualny. Społeczna hipokryzja, podkreślana frazesami typu: „kobieta powinna przejść przez życie cicho i spokojnie”, „dla kobiety nie ma jak dom”, czy moje ulubione: „skromność to skarb dziewczęcia”, wybrzmiewa niemal z każdego dialogu. Tutaj należy zaznaczyć, iż Agnieszka Glińska i Franek Przybylski posługiwali się w swojej inscenizacji wyłącznie słowami z dzieła Zapolskiej, bez żadnych dodatków czy ulepszaczy.
Jedynie teksty do piosenek zostały dopisane przez reżyserów. Warto jednak podkreślić, iż nie odbiegają one od twórczości Zapolskiej. Są też mostem między XX a XXI wiekiem. Trudno nie znaleźć w nich odniesień do tego, co się dzieje wokół nas. Wystarczy spojrzeń na duet Anieli Dulskiej z Juliasiewiczową, które śpiewają o tym, jak łatwo można się wzbogacić na wynajmowaniu mieszkań czy finałową piosenkę, która w zabawny sposób zachęca do bycia Dulską. Jednymi z ciekawszych są też utwory Zbyszka, Hesi i Meli, które pozwalają nam spojrzeć na rodzeństwo z nieco innej perspektywy. Piosenka Tadrachowej o praniu brudów zabawnie obnaża ten proces, a sama nuta od razu wpada w ucho. Jest też pierwszy moment muzyczny, który należy do Anieli Dulskiej, w którym podkreśla, iż utrzymuje cały dom na głowie i od razu wskazuje na hipokryzję bohaterki – i to jest popis Kingi Preis!
Kadr ze spektaklu Moralność Pani DulskiejWspomniałam o wspaniałej choreografii, ale mówiąc o niej nie da się jej rozdzielić z pracą kamery. Za zdjęcia odpowiadał Maciej Edelman. Operator zdecydował się na long shoty, które płynnie przechodzą z bohatera na bohatera. Kamera zdaje się płynąć po przestrzeni małego mieszkania w kamienicy. Robi to niesamowite wrażenie, współgra z kolorową i specyficzną scenografią, a przede wszystkim skupia uwagę na poszczególnych bohaterach. Sam Maciej Edelman przyznał, iż jego pomysł zupełnie by nie wypalił, gdyby nie kooperacja z aktorami, którzy opanowali choreografię Weroniki Pelczyńskiej. Sposób ich poruszania się, działań czy tego co robią w tle tworzy ciekawy, dynamiczny obraz, od którego ciężko się oderwać.
Pod względem aktorskim Moralność pani Dulskiej wypada rewelacyjnie i zupełnie nie da się tu do niczego przepić. Najjaśniejszą gwiazdą spektaklu jest oczywiście Kinga Preis w roli Anieli Dulskiej. Z jednej strony jest przerysowana, a z drugiej, oglądając przedstawienie, każdy z nas pewnie dojdzie do wniosku, iż zna właśnie kogoś takiego jak Aniela. Michał Balicki (Zbyszko), Martyna Byczkowska (Hesia) i Weronika Krystek (Mela) stworzyli trzy zupełnie różne osobowości, ale udało im się pokazać specyficzną więź, która łączy rodzeństwo. Maja Wolska świetnie odnalazła się w roli Hanki ale było mi jej trochę za mało. Jako jedyna nie miała też swojej piosenki, co sprawiło, iż postrzegałam ją w kategorii postaci mocno pobocznej. Maria Kania jako Juliasiewiczowa wręcz błyszyczy i napędza akcję. Świetnie wypada też Małgorzata Bela, w krótkiej, ale zapadającej w pamięć, roli Lokatorki.
Kadr ze spektaklu Moralność Pani DulskiejSpecjalnie na koniec zostawiłam dwóch bohaterów. Jak zaznaczyłam wcześniej, Kinga Preis jest zdecydowanie królową Moralności pani Dulskiej, ale w spektaklu pojawia się dwóch drugoplanowych bohaterów, którzy zostali świetnie poprowadzeni. Mowa tu o Olafie Lubaszenko w roli Pana Dulskiego oraz Annie Smołowik, która wcieliła się w Tadrachową. Każdy kto zna utwór Zapolskiej wie, iż mąż Anieli wypowiada tylko jedno zdanie: „A niech was wszyscy diabli!”. To postać, która niemal cały czas jest w tle, widzi wszystko, co się dzieje pod jego dachem, ale zdaje się odpływać (chociaż w tym przypadku bardziej by pasowało: odlatywać), milcząco przyzwalając żonie na wszystko. Z kolei Anna Smołowik, jak tylko pojawia się na ekranie to kradnie całą uwagę. Nie da się oderwać od niej wzroku.
Zabiegiem, który wpływa na dynamikę Moralności pani Dulskiej jest tempo, w którym aktorzy wypowiadają swoje kwestie. Tekst momentami płynie naprawdę bardzo szybko, a bohaterowie zachowują przy tym nienaganną dykcję. Spektakl momentami zwalnia, ale są to tylko przerwy na oddech (zarówno dla aktorów, jak i widzów) i po chwili znowu pędzi. I co tu dużo kryć, to się naprawdę sprawdza! Poza zawrotną prędkością, która też wpływa na emocje bohaterów, dochodzi tu także do wielu krzyków – jak najbardziej uzasadnionych, bo każda z postaci w pewnym momencie dochodzi do momentu, w którym czara się przelewa. W pewnym momencie Aniela aż traci głos, co również ma fabularne uzasadnienie.
Miałam wiele obaw przed kolejną inscenizacją Moralności pani Dulskiej, ale okazało się, iż tekst jest na tyle plastyczny, iż przy świetnie dobranej ekipie i ze świeżymi pomysłami, da się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Oglądając spektakl bawiłam się wybornie i jestem przekonana, iż będę do niego wielokrotnie wracać, a wspaniałe piosenki i dodanie do Moralności pani Dulskiej nuty musicalowej to absolutny strzał w dziesiątkę!
Fot. główna: kadr ze spektaklu Moralność pani Dulskiej








