Moon Knight powrócił! Co więcej, wypełnił wszystkie luki, jakich wielbiciel postaci mógł oczekiwać po pierwszym tomie wydanym przez Egmont. W tym komiksie bohater to nie tylko Marc Spector – wreszcie widzimy dysocjacyjne zaburzenia osobowości w praktyce, gdy do głosu dochodzą Steven i Jake!
Pierwszy tom zachwycił mnie swoją kreską, dynamiką i oczywiście fabułą. Jedyne, czego mi brakowało, to skupienie na podzielonej osobowości bohatera. Co znalazłam w komiksie Moon Knight. Tom 2? Dokładnie to, czego mi tak brakowało – nieustanny dialog trzech stron skomplikowanej postaci.
W drugim tomie w pełni rozkręca się wojna z nowojorskimi wampirami, którym Moon Knight zalazł za skórę. Nie tylko je tępi – przypadkiem złamał monopol stada, tworząc własny wampirzy duet w drużynie Misji Midnight. Nie tylko wampiry mają jednak na oku współpracowników Pięści Khonshu. Ktoś tropi i morduje jego wspólników z dawnych lat. Ten natłok spraw wymusza na Marcu Spectorze zejście z piedestału i włącza do akcji inne strony jego osobości – Steven Grant prowadzi wywiad wśród nowojorskich elit, a Jake Lockley po drugiej stronie drabiny społecznej.
Fot. Wydawnictwo EgmontKomiks jest niezwykle dynamiczny, także dzięki przejściom między osobowościami postaci. Wciąż dominuje Marc Spector, ale wreszcie widzimy wszystkie strony Moon Knighta, które sprawnie dialogują. Ten zabieg jest też świetnie pokazany graficznie i wypada szalenie satysfakcjonująco. Cała wampirza wojna i tropienie tajemniczego mordercy oglądamy z trzech różnych perspektyw – i chociaż nie są sobie równe, jest to interesująca zmiana w stosunku do pierwszego tomu.
Dobrym tropem jest także włączenie perspektywy z zewnątrz. W tle wydarzeń przewijają się inni antybohaterowie, opowiadający o Moon Knighcie. Kiedy przywódca wampirów szuka człowieka, który zdejmie ten pionek z planszy, nikt nie chce podjąć się zadania. Dlaczego? Bo widzą w Moon Knighcie postać tak przerażającą i pozbawioną zahamowań, iż nie zamierzają się zbliżać. To dający do myślenia kontrast z wątkiem terapii Marca, podczas której wchodzimy głębiej w tę postać.
Te psychologiczne rozważania są dobrze zbalansowane z akcją i bardziej intymnymi relacjami bohaterów. Mimo szybkiego tempa fabuły znajdują się tutaj też osobiste momenty – rozmowa z córką czy początek romantycznej relacji. Moon Knight. Tom 2. łączy wszystkie te elementy z niezwykłą gracją i wyczuciem, przez co komiks czyta się gwałtownie i z przyjemnością mimo grubości.
To chyba aktualnie moja ulubiona seria z linii Marvel Fresh. To dopiero dwa tomy, ale są dość obszerne i łączą zeszyty z różnych wydań. Nie tylko trzymają poziom, ale wciąż składają obietnice na więcej, a ja zwyczajnie nie mogę się doczekać kolejnych wydań. Absolutny must read!
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.
