"Monarch: Dziedzictwo potworów" wraca z 2. sezonem i nowymi bestiami – recenzja serialu Apple TV

serialowa.pl 1 godzina temu

Jak wypada powrót serialu „Monarch: Dziedzictwo potworów” na Apple TV? Recenzujemy 2. sezon kolejnej odsłony filmowego uniwersum Monsterverse.

Spragnieni wielkich potworów na małym ekranie? Po niespełna trzech latach przerwy na Apple TV debiutuje dziś 2. sezon „Monarch: Dziedzictwa potworów” (widziałem przedpremierowo wszystkie 10 odcinków), a my sprawdzamy, czy na gigantyczne bestie pozostało miejsce w coraz ciaśniejszej ofercie streamingowej. Legendarna Godzilla schodzi jednak na dalszy plan; tym razem ekran łokciami rozpychać będzie się sam King Kong, ale to nie jedyny stwór, z którym przyjdzie się nam oswoić.

Monarch: Dziedzictwo potworów sezon 2 – co nowego?

Od naszej ostatniej serialowej wizyty w Monsterverse minęło trochę czasu, wobec czego warto w dużym skrócie przypomnieć, co takiego spotkało naszych bohaterów w finale pierwszej serii. Nie zdziwiłbym się, gdybyście na przestrzeni ostatnich lat zapomnieli, iż do żywych wróciła uwięziona w Axis Mundi (ten świat między światami, w którym czas płynie inaczej, a potwory żyją sobie beztrosko) Keiko (Mari Yamamoto), podczas gdy w wymiarze ugrzązł jej stary druh – Lee Shaw (Kurt Russell).

„Monarch: Dziedzictwo potworów” (Fot. Apple TV)

Początek 2. sezonu zabiera nas na Wyspę Czaszki Konga, czyli dokładnie tam, gdzie kolosalny goryl zaliczył cameo pod koniec części pierwszej. Wśród grupki naszych bohaterów pojawia się kwestia wyruszenia na pomoc Lee Shaw, którą prowokuje Cate Randa (Anna Sawai), tym razem jeszcze wyraźniej osadzona w emocjonalnym centrum fabuły. Misja ratunkowa powodzi się, ale przynosi też pewne niespodziewane konsekwencje. Otóż z Axis Mundi wraz z ludźmi wydostaje się coś jeszcze.

Tym czymś jest zupełnie nowy i podobnie gargantuiczny potwór zwany Tytanem X – bioluminescencyjna bestia będąca czymś w rodzaju krzyżówki między Cthulhu i Gyaradosem z „Pokémonów”. To właśnie ów mackowate monstrum upodobane w morskim trybie życia stanie się największym problemem nie tylko firm Monarch i Apex, ale i ludzkości żyjącej w strachu przed kolejnym G-Day.

Monarch: Dziedzictwo potworów sezon 2 – nowe potwory

Do traumatycznego wydarzenia na wzór debiutu Godzilli w 2014 roku dopuścić nie chcą przede wszystkim nasi liczni protagoniści, czyli towarzyszący wspomnianym wyżej: May (Kiersey Clemons), Kentaro (Ren Watabe), Hiroshi (Takehiro Hira), a także Tim (Joe Tippett), który od samego początku 2. sezonu przeżywa swoje własne redemption arc wewnątrz struktur Monarch. Problem w tym, iż Tytan X nie bardzo chce być złapany, a techkorporacje widzą w nim… szanse na zysk.

„Monarch: Dziedzictwo potworów” (Fot. Apple TV)

Shaw i Keiko w morskim stworze widzą zaś wspomnienie z przeszłości (tak, chronologia fabuły znów będzie poszatkowana bardziej niż San Francisco po ataku Godzilli). Otóż równolegle z narracją „właściwą” dostajemy liczne retrospekcje z młodym Shawem (Wyatt Russell), młodym Billem Randą (Anders Holm) i uwikłanej z nimi w trójkąt miłosny wcale-nie-tak-znacznie-młodszej-niż-dziś Keiko (przypomnijmy, iż w tym uniwersum przeciwstarzeniowo nie działa pobyt w SPA, ale w Axis Mundi).

Jedne z najlepszych scen w całym 2. sezonie spędzimy bowiem pośród bardzo religijnej i jeszcze bardziej zamkniętej lokalnej społeczności czczącej bóstwo, które dekady później okaże się Tytanem X we własnej osobie. Liczne przeskoki między przeszłością i teraźniejszością będą najważniejsze do poznania charakterystyki stwora, zaś postaciom ludzkim przydadzą się, by lepiej zrozumieć siebie samych.

Podobnie jak w debiutanckiej odsłonie, 2. sezon „Monarch” traktuje swoich bohaterów z powagą godną rasowego dramatu. To, czy wątki rodzinne łączą się z wątkami potwornymi płynnie (i czy przypadkiem nie lepiej byłoby zrealizować dwóch seriali oddzielnie), pozostaje kwestią osobną, niemniej twórcy raz jeszcze za cel wzięli sobie emocjonalność naszych dzielnych obrońców planety przed tytanami.

Monarch: Dziedzictwo potworów – jak wypada sezon 2?

Na tym polu całkiem nieźle wypada wielopokoleniowa droga rodziny Keiko, którą ta nieświadomie wytyczyła lata wstecz. Historia bohaterki, która w nierzadko komiczny sposób próbuje odnaleźć się w realiach współczesności (po przydługim czasie spędzonym między światami), koresponduje z problematycznym wątkiem dwóch rodzin Hiroshiego, a co za tym idzie tożsamości Cate. Swego rodzaju dominantą staje się powracający motyw nieobecnego rodzica, co udaje przekuć się w zgrabne sceny emocjonalne.

„Monarch: Dziedzictwo potworów” (Fot. Apple TV)

Mniej wigoru mają w sobie bohaterowie planu drugiego, ale nie można odmówić scenariuszowi tego, iż przy tak sporym zagęszczeniu postaci, pozbawia się fabularnej sprawczości także i tych, których imion nie zawsze się pamięta. Showrunner Chris Black bynajmniej nie tworzy wybitnych opowieści i w całkiem spory nawias bierze większość decyzji podejmowanych przez bohaterów, za to pretekstowość z jaką fabuła mknie na przód, nie wyklucza seansu względnie bezbolesnego.

Miejsca, w których 2. sezon „Monarch” wypada słabiutko, to te, w których serial Apple TV pada ofiarą duchowego poprzednika, jakim całkiem nieoczekiwanie stał się kapitalny „Obcy: Ziemia„. Po seansie niedawnego projektu od stacji FX wiele z motywów – choćby tych zakładających krytykę kapitalizmu czy zetknięcia się nauki z naturą – zostało niefortunnie powtórzonych i to ze zdecydowanie gorszym efektem końcowym.

Czy 2. sezon „Monarch” jest jednak w stanie zapewnić rozrywkę medium telewizyjnemu? Cóż, potwory nie okładają się co odcinek (na widowiskowe, choć w ostatecznym rozrachunku całkiem rozczarowujące starcie będziecie musieli poczekać do finału), więc wkład widza jest dość mocno uzależniony od stopnia jego zaangażowania w filmowe uniwersum. Bohaterowie – choćby jeżeli okazjonalnie intrygujący – nie zapewnią wam tych samych wrażeń. Równowagi w przyrodzie jest coraz mniej, a w tym serialu jest niestety podobnie.

Monarch: Dziedzictwo potworów sezon 2 – kolejne odcinki w piątki na Apple TV

Idź do oryginalnego materiału