Moje przygody z Supermanem to nowa interpretacja historii Człowieka ze stali. Jak sugeruje sam tytuł, produkcja mocno skupia się na towarzyszach ostatniego Kryptończyka. Lois Lane i Jimmy Olsen są tutaj centralnymi postaciami w równym stopniu co Clark, a momentami bywają choćby ważniejsi.
Niektórzy twierdzą, iż Moje przygody z Supermanem to produkcja przeznaczona dla nieco młodszego widza. Być może coś w tym jest, bo nie uświadczymy tutaj krwi czy nagości, ale daleki jestem od nazywania tego serialu kreskówką dla dzieci. Scen akcji i świetnie wyreżyserowanych walk nie brakuje, a poruszane tematy oraz problemy bywają naprawdę poważne. Dostajemy też sporo humoru, który owszem, czasem jest prosty, ale nigdy prostacki czy dziecinny. Uważam, iż z seansu mogą czerpać przyjemność zarówno starsi nastolatkowie, jak i dorośli fani marki.
Trzeci sezon kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzedniej części. Po inwazji Brainiaca ludzie utracili część zaufania do przybyszów z Kryptonu i w Metropolis panuje napięta atmosfera. Sytuację natychmiast próbuje wykorzystać Lex Luthor, który nie może znieść myśli o poleganiu na kosmitach i zaczyna tworzyć alternatywy.
Napisałem „kosmitach” w liczbie mnogiej, ponieważ już w drugim sezonie wprowadzono postać Supergirl, która w nowych odcinkach pełni niezwykle istotną rolę. Kara jest nowa na Ziemi i próbuje przyzwyczaić się do życia na naszej planecie. Jej ciekawość, lekka nieporadność i ogromne serce czynią ją niezwykle ciepłą i sympatyczną postacią. Jest to tym bardziej godne podziwu, jako iż w tej rzeczywistości została wychowana przez Brainiaca, aby podbijać i niszczyć planety dla kryptońskiego imperium. Miło było patrzeć, jak teraz robi wszystko, by pomagać innym, a jej szczere i bezpośrednie wypowiedzi nieraz mnie rozbawiły.
Bohaterowie zresztą zawsze byli bardzo mocną stroną tej produkcji. Każdy z nich jest na tyle podobny do swojego komiksowego pierwowzoru, iż nie mamy wątpliwości, kogo oglądamy na ekranie. Jednocześnie mają też jednak wystarczająco dużo indywidualności, by stanowić własne, charakterystyczne dla tego konkretnego serialu wersje znanych postaci.
Fot. Kadr z serialuW tym sezonie szczególnie urzekł mnie wątek Lois, która chce żyć chwilą i cieszyć się teraźniejszością, podczas gdy Clark marzy o stabilizacji, domu, psie i dzieciach. Lois jest więc rozdarta między miłością do partnera a obawami o przyszłość. To realistyczne problemy, które mogą dotknąć każdego z nas, a podobnych motywów jest w tym sezonie więcej.
To, co osobiście trochę mi przeszkadzało, to tempo akcji i liczba wątków. Sezon liczy 10 odcinków po niespełna 30 minut, a pokazano w nim Cyborg Supermana, podróże w czasie, przeszłość Kryptonu i jeszcze sporo więcej. Przez to momentami miałem wrażenie, iż akcja strasznie pędzi, by wszystko zmieściło się w ograniczonym czasie ekranowym.
Technicznie jest bardzo dobrze. Kreska została wystylizowana na anime, co dla jednych będzie plusem, z kolei innym może przeszkadzać. Ja osobiście uważam, iż pasuje do klimatu serialu. Animacja jest płynna, a sceny walki dobrze oddają impet ciosów i dynamikę ruchów.
Sam styl rysunków jest dość prosty, szczególnie jeżeli mówimy o tłach, ale całość cieszy oko i nie razi po oczach żadnymi większymi błędami. Pod tym względem produkcja utrzymuje poziom poprzednich sezonów.
Fot. Kadr z serialuTrzeci sezon serialu Moje przygody z Supermanem uznaję za udaną kontynuację. Momentami akcja wręcz galopuje, a liczba wątków potrafi przytłoczyć, ale trzeba uczciwie przyznać, iż finalnie wszystkie zostają domknięte. Motyw przewodni trzeciej części, czyli rodzina, został zrealizowany bardzo dobrze i potrafi chwycić za serce. Postacie są tak świetne jak zawsze, a warstwa wizualna trzyma poziom. Mówiąc krótko: warto obejrzeć.
Fot. główna. Materiały promocyjne (HBO)
















