Australia. Rok 1900. Młoda, beztroska pisarka i presja rodziny, aby jak najszybciej wyszła za mąż. Jak potoczą się losy Sybylli i czy warto w ogóle je śledzić?
Muszę przyznać, iż gdy pierwszy raz zobaczyłam zwiastun Mojej wspaniałej kariery, nie byłam szczególnie przekonana do tego projektu. W końcu w tej chwili jest dość sporo historycznych tytułów, w których młoda bohaterka chce pokazać światu swoją wartość i wyzwolić się z okowów konserwatywnego społeczeństwa. Niestety wiele z tych seriali traktuje temat po macoszemu. Ewentualnie ostatecznie i tak koncentruje się na wątku miłosnym, gdzieś po drodze zapominając o rozwoju kobiecej bohaterki. I tu pojawiło się moje pierwsze zaskoczenie. Okazuje się bowiem, iż serial Liz Doran jest adaptacją powieści o tym samym tytule, która została wydana w 1901 roku przez młodą australijską pisarkę Miles Franklin. Dodatkowo, lata później, powieść została zekranizowana przez reżyserkę Gillian Armstrong, a film zyskał liczne nagrody. Serial Netfliksa jest więc spadkobiercą dwóch feministycznych dzieł. I chociaż nie wszystko w nim wychodzi, to ostatecznie można go uznać za sympatyczną produkcję ze współczesnym twistem.
Wychowana na australijskiej prowincji Sybylla Melvyn (Philippa Northeast) wiedzie dość beztroskie życie w wielodzietnej rodzinie. Niestety sielanka zostaje zakłócona, gdy zostaje wysłana do swojej babki (Anna Chancellor), aby ta znalazła jej męża. To stanowi pewien problem, bo bohaterka zdecydowanie odmawia zamążpójścia w obawie, iż straciłaby wtedy niezależność i szansę na karierę pisarską. Niestety sytuacja rodzinna może sprawić, iż Sybylla nie będzie miała szczególnego wyboru.
Jednym z najjaśniejszych punktów produkcji jest sama Sybylla. Tego typu bohaterka mogłaby łatwo irytować, a zamiast tego szczęśliwie otrzymaliśmy naprawdę sympatyczną postać. Owszem, jest ona ekscentryczna i nieco nieokrzesana, ale bije z niej szczera ciekawość świata i troska o ludzi wokół niej. Sybylla ma swoje cele w życiu i jest zdeterminowana, aby je osiągnąć. Jednocześnie nie patrzy na innych z góry, o ile tylko okazują szacunek jej samej i jej wartościom. Philippa Northeast świetnie odnalazła się w tej roli i potrafiła zawrzeć w swojej kreacji dużo uroku.
Fot. materiały prasowePoza samą Sybyllą miło też się ogląda jej relacje z innymi postaciami. Zarówno grający Franka Hawdena Jake Dunn, jak i wcielający się w Harry’ego Beechama Christopher Chung mają z bohaterką świetną chemię. Szkoda tylko, iż serial zepchnął Beechama na drugi plan.
I tutaj wychodzi na wierzch największa wada produkcji. choćby gdy przedstawia naprawdę ciepłą i zabawną historię, to nie wszystkie wątki są odpowiednio rozwinięte. Jednym z nich jest kwestia samego pisania. Każdy, kto kiedyś próbował stworzyć chociażby opowiadanie, wie iż jest to proces, który może obfitować w wiele poprawek i bólów głowy. W serialu jednak wszelkie kreatywne zmagania są powierzchowne, a opowiadania okazują się idealne już za pierwszym razem. Jedyne problemy wynikają z tego, iż Sybylla jest kobietą, na co australijski rynek wydawniczy początku ubiegłego wieku nie jest gotowy. Nie jest to oczywiście zły wątek. Po prostu miło by było, aby twórcy serialu, którzy sami przecież pracują kreatywnie, pokazali, iż pisanie jest nieco bardziej skomplikowane, niż tylko przelanie myśli na papier.
Fot. materiały prasoweZobacz również: 1670 – recenzja 3. sezonu. Hop, hop ku lepszemu
Moja wspaniała kariera wprowadza też kilka uwspółcześnionych wątków względem oryginału. Każdy z nich zaczyna się ciekawie, ale niestety większość nie dostarcza w pełni satysfakcjonującej konkluzji. Co więcej, w pewnym momencie odniosłam wrażenie, iż twórcy wpadli na naprawdę fajny pomysł… I po chwili zorientowali się, iż gdyby pociągnęli go dalej, to za bardzo namieszaliby w materiale źródłowym, więc gwałtownie się z niego wycofali, konfundując zarówno widza, jak i główną bohaterkę. Ogólnie serial zdecydowanie skorzystałby na przynajmniej jeszcze jednym odcinku. W ten sposób pewne finałowe decyzje wybrzmiałyby lepiej, a niektórzy bohaterowie otrzymaliby nieco więcej czasu w swoje historie.
Natomiast jedną z ciekawszych rzeczy, które ma do zaoferowania Moja wspaniała kariera jest sam temat małżeństwa. Jak na lekką historię z wątkiem romantycznym, serial przedstawia dość chłodną wizję ślubów. W świecie Sybylli związki małżeńskie zawiera się ze względu na presję rodziny czy kwestie finansowe, a miłość i tak potrafi pociągnąć na samo dno. Nie oznacza to, iż historia naśmiewa się z romansów. Po prostu niektóre postaci muszą zrozumieć, iż samo życie uczuciem to za mało i czasem trzeba skupić się na sobie.
Moja wspaniała kariera to przyjemny serial o życiu i miłości w prowincjonalnej Australii na przełomie wieków. choćby jeżeli nie wszystkie wątki wybrzmiały tak, jak powinny, to sympatyczni bohaterowie i lekka, szczera historia umilą czas każdemu, kto da szansę tej produkcji.
Fot. wyróżniająca: materiały prasowe


















