Pamiętam, iż za dawnych lat mieszkałam wspólnie z mamą Marią i moją młodszą siostrą Jadwigą. Nasza babcia Zofia, mieszkająca niedaleko, często nas odwiedzała, przynosząc domowe wypieki. O ojcu nie pamiętam nic, ale ojca Jadwigi Jana wciąż mam w pamięci.
Na początku panował w naszym domu spokój, choć mój mążojczym, Jerzy, początkowo był miły. Z czasem jednak zapomniano o mnie, a Jerzy nie szczędził mi przemocy, często podnosząc pięść. Płakałam, ale nie chciałam obarczyć matki swoimi łzami. Dopiero gdy pewnego dnia Maria zobaczyła własnymi oczami, jak mnie bije, wybuchła między nimi kłótnia, po której Jerzy zniknął z naszego życia na dobre.
Od tej chwili zostaliśmy we trójkę ja, Jadwiga i mama i żyliśmy szczęśliwie. Babcia Zofia często zajmowała się Jadwigą, kiedy ja szła do szkoły. Po ukończeniu liceum postanowiłam kontynuować naukę w Krakowie, chociaż marzyłam o studiach za granicą. Nie mogłam jednak zostawić rodziny.
Pewnego dnia mama zaproponowała, byśmy sprzedały dwa mieszkania nasze i babci i zakupili wspólnie trzypokojowe lokum w centrum miasta, aby mieć miejsce dla wszystkich. Zgodziłyśmy się, a w nowym mieszkaniu każdy miał swój pokój: ja w jednym, Jadwiga w pokoju babci, a Maria w trzecim. Wszystko układało się pomyślnie.
Tu też poznaliśmy sąsiada, pana Staszka, rówieśnika mamy, który po rozwodzie szukał towarzystwa. Od tej chwili poświęcał uwagę Marii, która znów rozkwitała.
Później mama przywiozła do domu mojego wujka Wojciecha. Ten postanowił wynająć swoje mieszkanie, co początkowo wydawało się dobre. Z czasem jednak zaczął nas obrażać, zwłaszcza mnie, i wyrażał wyraźną niechęć. Nieustannie kłóciliśmy się, a mama stała po jego stronie.
Czułam się coraz bardziej niekomfortowo, więc postanowiłam przeprowadzić się do Warszawy, by studiować. Mama nie sprzeciwiła się temu. Widząc, iż nie musi już wybierać między mną a wujkiem, odetchnęła z ulgą, choć ja nie odczułam ulgi. Zastanawiam się, jak można poświęcić własne dziecko na rzecz innego mężczyzny.




