Mój pierwszy związek zakończył się spotkaniem przed sądem rejonowym w Warszawie. Oczywiście nie będę rozstrzygał, kto był winny, tak naprawdę zawsze są dwie strony medalu.
Druga żona, Anna Kowalska, znalazła sobie adoratora zamożnego przedsiębiorcę, który przyjechał z Poznania i otworzył niedaleko naszego domu niewielką kawiarnię. Początkowo próbowała ukrywać swoje relacje z Janem Nowakiem, ale z czasem przestała się kryć chodzili razem do restauracji, a choćby widywałem ich w naszym osiedlowym parku.
W końcu Anna przyszła do mnie, poinformowała, iż zamierza złożyć pozew o rozwód i zażądać połowy naszej nieruchomości na Saskiej Kępie. Sądziła, iż zacznę się denerwować i rozpaczać, ale mieszkanie kupiłem za własne, ciężko zarobione złotówki po latach pracy. Ona przez dwa lata mieszkała w tym lokum, jednak nie włożyła w nie ani jednej złotówki. Teraz nagle poczuła się uprawniona do połowy mojej własności.
Przyjąłem to ze spokojem. Nie próbowałem choćby jej powstrzymać. Po prostu czekałem, aż sąd odrzuci jej roszczenie i będzie musiała pokryć koszty procesu. Miałem już doświadczenie pierwsza żona, Magdalena, zabrała mnie na sądowe potyczki, które trwały prawie cztery lata, pełne awantur podczas rozpraw.
Magdalena ostatecznie uzyskała połowę majątku, bo znalazła dobrego prawnika z Krakowa. Zostałem wtedy pozbawiony mieszkania, które dostałem po ojcu jego dom na Pradze przeszedł do Magdy.
Jednak tym razem postąpiłem rozsądniej. Przed ślubem z Anną, wyremontowałem mieszkanie na Mokotowie, które zarejestrowałem na mojego brata, Szymona. Wiem, iż mogę mu ufać bezgranicznie. Kiedy Anna domagała się połowy, okazało się, iż formalnie nie posiadam nic, co mogłoby być przedmiotem podziału. Po pierwszym małżeństwie nauczyłem się, żeby nie pozwolić żadnej kobiecie ograć mnie drugi raz życie nauczyło mnie ostrożności i rozsądku.












