Mój związek z poprzednią żoną zakończył się spotkaniem na sali sądowej w Warszawie. Nie chcę wskazywać winnych, bo w małżeństwie zawsze udział mają obie strony.
Faktem jest, iż moja druga żona, Katarzyna, znalazła sobie kochanka. Był to dobrze prosperujący przedsiębiorca, który przybył do naszego miasta przed laty, a potem otworzył tu małą kawiarnię na Nowym Świecie. Początkowo próbowała ukrywać swoją relację z tym mężczyzną, ale z czasem przestała się w ogóle kryć.
W końcu pojawiła się w naszym domu, oświadczając, iż zamierza wnieść pozew o rozwód i chce odebrać mi połowę mieszkania. Katarzyna myślała, iż zacznę się denerwować i martwić, ale mieszkanie zostało kupione wyłącznie przeze mnie, za moje ciężko zarobione złotówki. Ona nie dołożyła ani grosza, a jej jedyny związek z tym miejscem był taki, iż mieszkała tam przez dwa lata. Teraz śmiała domagać się swojego prawa do tego lokum.
Przyjąłem jej wystąpienie z całkowitym spokojem. choćby nie próbowałem odradzać jej wizyty w sądzie. Czekałem, aż poniesie klęskę w sprawie i zostanie obciążona opłatą sądową. Zresztą miałem już złe doświadczenia z poprzednią żoną, Joanną. Tamta sprawa ciągnęła się przez ponad trzy lata. Nie potrafiliśmy dojść do porozumienia, a każda rozprawa kończyła się awanturą.
Joanna znalazła w końcu dobrego prawnika i dopięła swego, pozywając mnie o połowę mojego majątku. Przez to zostałem bez mieszkania odziedziczonego po ojcu, które odebrała mi po długiej batalii w sądzie.
Za drugim razem wykazałem się większą rozwagą. Przed ślubem już posiadałem mieszkanie, które sam wyremontowałem, ale formalnie zapisałem na mojego brata, Michała osobę, której ufam bez reszty. Gdy przyszło do rozwodu z Katarzyną, okazało się, iż nic nie jest moją własnością. Wyciągnąłem wnioski ze swojego pierwszego, nieudanego małżeństwa, i żadna kobieta nie była już w stanie mnie oszukać. Teraz wspominam tamte czasy z ulgą i pewnym smutkiem, ale wiem, iż te doświadczenia uczyniły mnie silniejszym.












