Mój ostatni związek rozpadł się z hukiem, a finał rozgrywał się jakżeby inaczej na sali sądowej w Warszawie. Kto winny, a kto nie? Cóż, w związkach jak w polskich korkach wszyscy biorą udział, więc wszyscy mają udział w winie.
Ale prawda jest taka, iż moja druga żona, Grażyna, wpadła po uszy w romans. Jej wybranek? Kto by pomyślał, taki sobie biznesmen, który kiedyś dawno temu zjechał z Krakowa i założył u nas kawiarnię nie byle jaką, bo z kawą z ekspresu i bezy z limonką (czuć było rozmach!). Na początku Grażyna próbowała się kryć telefon na wibracjach, podejrzane spacery, ale w końcu przestała się choćby starać udawać. Przechodzili obok mnie w Starym Browarze choćby się nie kłopocząc udawaniem!
W końcu przyszła do mnie, spojrzała jak prawniczka-szefowa i bez zbędnych wstępów oznajmiła, iż składa pozew o rozwód i chce pół naszego mieszkania. Chyba liczyła, iż osiwieję z nerwów i popadam w rozpacz ale skąd! Mieszkanie kupiłem przecież za własne, zapracowane złotówki. Grażyna, co najwyżej, mogła się pochwalić, iż przez dwa lata suszyła w nim włosy. Srogo się przeliczyła, prosząc sąd o swój udział w mojej kawalerce.
Zachowałem spokój godny mistrza zen. choćby nie próbowałem jej odwodzić cóż, niech idzie do sądu. Czekałem tylko, aż to ona zostanie z rachunkiem za opłatę sądową. Już miałem wprawę po poprzedniej żonie tamto postępowanie trwało trzy lata i przy każdej rozprawie panowała atmosfera jak na starych derbach Lecha z Legią.
Pierwsza żona, Zdzisława, była uparta jak stara Skoda w grudniu. Znalazła prawnika, który śnił o karierze w TVN24, i niestety dopięła swego. Sąd podzielił na pół choćby to, co odziedziczyłem po ojcu mieszkanie poszło z dymem.
Ale z Grażyną postanowiłem, iż drugi raz nie dam się nabić w butelkę. Zanim jeszcze jej się oświadczyłem, całe moje mieszkanie (pięknie odmalowane przeze mnie własnoręcznie weekendy spędzone na drabinie, to była męska robota!) przepisałem na brata, Jana. Jankowi ufam bardziej niż babci, kiedy pilnuje pierogów. Gdy przyszedł czas rozwodu, okazało się, iż oficjalnie nie mam nic poza kanapą i psem, ale pies i tak wolał spać u sąsiadów.
Po pierwszym małżeństwie nauczyłem się, iż w Polsce miłość przemija, a nieruchomości lepiej zapisać rodzinie. Teraz żadna Basia, Halina czy choćby Gertruda nie rozłoży mnie na łopatki!
