Mój związek z byłą żoną zakończył się wizytą w sądzie. Nie zamierzam wskazywać palcem, kto był bardziej winny uważam, iż w relacji odpowiedzialność zawsze spoczywa na obu stronach.
Moja druga żona, Małgorzata, znalazła pocieszenie u innego mężczyzny. Wybrała sobie lokalnego przedsiębiorcę, Pana Artura, który lata temu przeprowadził się do Krakowa, a potem otworzył tutaj małą kawiarnię przy ulicy Karmelickiej. Początkowo próbowała ukrywać swój romans, jednak z czasem przestało ich to obchodzić i przestali się kryć.
Pewnego dnia przyszła do mnie zdecydowana i powiedziała wprost: składa pozew o rozwód i zamierza walczyć o połowę naszego mieszkania. Liczyła, iż zacznę się przejmować i denerwować całą sytuacją, jednak mieszkanie w Krakowie kupiłem wyłącznie za własne, ciężko zarobione złote. Małgorzata nie dołożyła się do zakupu ani grosza, mieszkała tam jedynie przez dwa lata. A mimo tego śmiała rościć sobie prawa do części tej nieruchomości.
Przyjąłem to ze spokojem, nie odciągałem jej od decyzji o sądzie, czekałem tylko, aż przegra sprawę i będzie musiała pokryć koszty sądowe. Po doświadczeniu z pierwszą żoną, Barbarą, wiedziałem, iż lepiej trzymać nerwy na wodzy. Tamta sprawa sądowa ciągnęła się w nieskończoność trwała ponad trzy lata, bo nie potrafiliśmy dojść do kompromisu. Każde spotkanie przed sędzią kończyło się awanturą i wzajemnymi oskarżeniami.
Barbara w końcu postawiła na swoim miała świetnego adwokata i pozwała mnie o połowę majątku. Straciłem mieszkanie na ul. Kościuszki, które odziedziczyłem po ojcu. Było mi bardzo ciężko, ale tamta lekcja nauczyła mnie czujności.
Z Małgorzatą postąpiłem zdecydowanie mądrzej. Przed ślubem miałem już własne mieszkanie w Krakowie, sam zrobiłem remont, ale zabezpieczyłem się przepisałem je na mojego brata Pawła, który jest dla mnie jak skała i wiem, iż nigdy mnie nie zawiedzie. Kiedy przyszła pora na rozwód, okazało się, iż nie mam żadnego majątku, a Małgorzata może rościć sobie prawa tylko do rzeczy, które wyjechały z nią z naszej kuchni.
Po tym wszystkim zrozumiałem jedno: człowiek uczy się na błędach. Po pierwszym małżeństwie nauczyłem się, iż w Polsce trzeba myśleć o przyszłości już dziś i ufać tylko najbliższym. Dzięki temu żadna kobieta nie zdoła mnie już oszukać, a ja mogę spać spokojnie i patrzeć w przyszłość bez obaw.












