Moja była żona chciała mnie pozwać o połowę naszego domu w Warszawie, ale nie przewidziała, iż wcześniej zabezpieczyłem się na taką sytuację

polregion.pl 1 miesiąc temu

Mój rozwód z byłą żoną zakończył się spotkaniem w sądzie w Warszawie. Nie będę rozstrzygał, kto jest winny w małżeństwie zawsze obie strony mają swoje za uszami.
Prawda jest taka, iż druga żona, Anna Nowicka, znalazła sobie adoratora. Ten facet był dobrze ustawionym przedsiębiorcą, który przyjechał do Warszawy lata temu i otworzył pod Śródmieściem małą kawiarnię. Na początku próbowała trzymać ten romans w tajemnicy, ale z czasem przestali się ukrywać zupełnie.
W końcu przyszła do mnie z informacją, iż składa pozew o rozwód i chce żądać połowy mieszkania. Myślała, iż się zdenerwuję, będę się zamartwiać, ale mieszkanie kupiłem za własne, ciężko zarobione złotówki. Ex nie miała żadnego udziału w zakupie tego mieszkania, poza tym, iż przez dwa lata w nim pomieszkiwała. Teraz śmiała wysuwać swoje roszczenia.
Zachowałem spokój. Nie próbowałem jej przekonywać, żeby nie poszła do sądu. Czekałem spokojnie, aż przegra sprawę i poniesie koszty sądowe. Miałem już niemiłe doświadczenia z pierwszą żoną, Katarzyną Kowalską. Sąd ciągnął się ponad trzy lata, bo nie mogliśmy dojść do porozumienia. Każda rozprawa kończyła się awanturą.
Ostatecznie Katarzyna osiągnęła swój cel pozwała mnie o połowę mojej własności. Miała świetnego adwokata. Zostałem bez mieszkania po ojcu, które odziedziczyłem, a na które ona miała chrapkę.
Z Anną Nowicką jednak postąpiłem znacznie rozsądniej. Zanim wzięliśmy ślub, miałem już własne mieszkanie, które sam wyremontowałem, ale jego właścicielem na papierze był mój brat Marek. To jedyna osoba, której mogę ufać na sto procent. Gdy przyszło do rozwodu, okazało się, iż oficjalnie nie mam żadnego majątku. Po pierwszej porażce żadna kobieta nie wyprowadzi mnie już w pole.

Idź do oryginalnego materiału