Moja babcia mnie wychowała – jestem jej wdzięczny, ale jej troska miała swoją cenę: historia o rodzinie, trudnych wyborach i miłości silniejszej niż wszystko

twojacena.pl 3 dni temu

Wiesz co, całe życie wychowywała mnie moja babcia. Jasne, jestem jej za wiele rzeczy wdzięczny, ale z biegiem lat widzę, iż jej troska chyba nie do końca była bezinteresowna

Miałem zaledwie pięć lat, kiedy mój tata którego naprawdę kochałem postanowił, iż rodzina to jednak nie dla niego. Zostawił nas dla jakiejś młodszej dziewczyny. Na domiar złego, mieszkaliśmy w jego mieszkaniu, więc zaraz po rozwodzie kazał mi i mamie się wynosić.

Nie mieliśmy wyjścia przeprowadziliśmy się do babci Janiny, mamy mojej mamy. Tata był tak odpowiedzialny, iż znalazł milion wykrętów, żeby nie płacić alimentów. Tak naprawdę z mamą zostałyśmy bez złamanego grosza i wylądowałyśmy w kawalerce babci na Pradze. To były ciężkie czasy. Babcia dostawała ledwo ponad tysiąc złotych emerytury, mama łapała każdą fuchę, wyjeżdżała za granicę, a ja po szkole wracałam do pustego domu i musiałam robić wszystko sama.

Jak już byłam starsza, zaczęłam czasem opuszczać lekcje i chodzić na budowę, bo nie chciałam, żeby mama czy babcia się tak męczyły. O nauce nie było wtedy mowy. Serce mi się krajało, jak widziałam, iż ledwo starcza nam na chleb i rachunki. W końcu wymyśliłam, iż po podstawówce rzucę szkołę i pójdę do pracy na stałe. I wtedy pojawiła się siostra babci ciotka Nina. Powiedziała, iż zabierze mnie do siebie pod Poznań, iż pomoże mi w nauce i iż mi pomoże utrzymać. Ciocia Nina nie miała swoich dzieci, więc bardzo chciała, żebym do niej przyjechała. Mama i babcia długo rozmawiały i w końcu się zgodziły.

I tak trafiłam do cioci Niny. Mama i babcia odwiedzały mnie od czasu do czasu. I wiesz co, nagle moje życie wywróciło się na lepsze. Ciocia dostawała całkiem przyzwoitą emeryturę miałam wszystko, czego potrzebowałam, mogłam się spokojnie uczyć. Nauczyła mnie gotować pierogi i choćby szydełkować. Dzięki niej skończyłam podstawówkę z czerwonym paskiem i dostałam się na studia prawnicze w Warszawie.

Ciocia Nina opowiadała każdemu, iż jak tylko skończę studia, zapisze mi w testamencie swoje mieszkanie. Że jestem dla niej jak własna córka i chce, żebym była szczęśliwa. Ale los lubi robić niespodzianki: na trzecim roku studiów poznałam Agnieszkę.

Była piękna, mądra, wrażliwa Od razu się zakochałam, a ona we mnie też. Wiedziałam, iż chcę się z nią związać. Kiedy ciocia Nina się o nas dowiedziała, wywołała burzę. Powiedziała, iż Agnieszka na pewno chodzi tylko o kawałek podłogi, a nie o uczucie, i iż jak nie zerwę z Agnieszką, to żadnego mieszkania po niej nie dostanę.

Wszystko powiedziałam Agnieszce. Wiesz, co mi wtedy powiedziała? Że jeżeli mieszkanie jest dla mnie ważniejsze, to odejdzie, ale ona mnie tak kocha, iż mogłaby ze mną mieszkać choćby w maleńkim pokoiku na Ursynowie, ważne, żebyśmy byli razem. No i zaryzykowałam. Wybrałam miłość. Ciocia Nina urwała ze mną kontakt. Zostałam bez mieszkania, ale z kobietą, którą kocham najbardziej na świecie.

I wiesz, właśnie minęła dziesiąta rocznica naszego ślubu. Mamy dwójkę dzieciaków, codziennie się śmiejemy, a ta nasza miłość pozostało większa niż kiedyś. Każdego dnia wiem coraz bardziej, iż podjęłam wtedy najlepszą decyzję w życiu.

Idź do oryginalnego materiału