Mój syn przyprowadził dziewczynę do naszego mieszkania i nie wiem, jak ją wyprosić

polregion.pl 10 godzin temu

Wyobraź sobie, iż mój syn przyprowadził dziewczynę do naszego mieszkania i teraz kompletnie nie wiem, jak się jej pozbyć, serio.

Takie wyznania to tylko po cichu, najlepiej w tajemnicy nie jestem z tego dumna, ale dzisiaj już nie wytrzymuję, muszę się wygadać. Pewnie zostanę zjechana, ale może i zrozumiana przez inne mamy, którym dzieci nagle dorosły na ich oczach.

Wychowujesz dziecko, robisz wszystko, żeby było szczęśliwe choćby jak po rozwodzie z jego ojcem masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, to i tak zostajesz dla niego. Pewnie wiesz, jak to jest dwie prace, w domu na okrągło coś do roboty, gotowanie to dodatkowy etat, kupujesz kolejne telefony, płacisz za szkoły A potem:

Mamo, Natalia wprowadzi się do nas.

Kto?! Do naszego krakowskiego 44 metrowego mieszkania?! Przecież ona będzie spać z moim synem w jednym pokoju, będzie jadła z nami, prała rzeczy, a może teraz będą dwie gospodynie?

Zobacz, on taki zadowolony przyszedł z tą wspaniałą nowiną, patrzy na mnie uśmiechnięty, jakby oczekiwał, iż zaraz z euforii wyściskam Natalię i od razu zacznę opróżniać dla niej szafki.

No dobra, dziewczyna jest w porządku, ale to nie znaczy, iż chcę kogokolwiek jeszcze w tym naszym lokum. Dopiero zaczęli życie na poważnie? Niech biorą kredyt hipoteczny w złotówkach, niech wynajmują cokolwiek! Co to za oszczędności, żeby nie wynajmować mieszkania czy naprawdę warto oszczędzać kosztem zdrowia psychicznego własnej matki?

Tak się czułam, ale… pozwoliłam jej zamieszkać. W końcu syn też ma prawo do tego mieszkania. Chciałam być w porządku, bo tak się powinno. Kumpele oczywiście swoje wiedzą: Ty o szczęście syna nie dbasz, co z Ciebie za matka!.

No i teraz wracam do domu i wszystko mnie wkurza. Już od progu kolejne buty w przedpokoju, brudny blat w kuchni, no wiadomo, Natalia gotowała. I co z tego, iż zużyła moje zakupy? Ja przecież nie wydaję pieniędzy na byle co. Jak gotujesz i nagle nie masz mąki do pierogów, to potem latasz do sklepu. A na łazienkę teraz wiecznie trzeba czekać.

Przyznaję, mam serdecznie dość chcę, żeby Natalia się wyprowadziła. Ja tu nie potrzebuję dodatkowej gospodyni, naprawdę.

I przyszło mi ostatnio do głowy: a co, jeżeli to ja bym sobie kogoś przyprowadziła? Czemu przez tyle lat chowałam faktyczne życie uczuciowe tylko przez wzgląd na mojego syna? Skoro on może, to dlaczego nie ja? Może niech zobaczy, jak się mieszka w czwórkę na 44 m2?

Taką oto niewygodną wiadomość dostałam i przyznam, iż jako matka jeszcze małego chłopca nie umiem sobie siebie w przyszłości wyobrazić w takiej sytuacji. Chętnie posłucham, co Wy o tym sądzicie.

Jak to jest u Was, Kochani? Czy Wasi dorośli już synowie czy córki przyprowadzali kiedyś swoje połówki do domu? Dogadaliście się z nimi? Czy mama ma prawo poprosić Natalię o wyprowadzkę?

Idź do oryginalnego materiału