Tylko pod osłoną anonimowości można wyznać takie rzeczy, jak te, które dziś zapisuję w swoim dzienniku. Gorycz narasta we mnie do tego stopnia, iż już dłużej nie mogę tego znieść. Domyślam się, iż zostanę za to oceniony, ale wierzę, iż ojcowie którzy dorastali samotnie ze swoimi dziećmi, zrozumieją mnie doskonale.
Wychowujesz syna, starasz się, jak tylko możesz, po rozwodzie z matką dziecka, chcesz, by nie poczuł się gorszy z powodu rozbitej rodziny. Pracujesz na dwa etaty, pilnujesz garnków po powrocie do domu, żeby zawsze miał co zjeść, kupujesz te wszystkie komórki, płacisz za szkołę, i aż tu nagle…
Tato, Jagoda będzie mieszkać z nami.
Z kim? W naszym czterdziestoczterometrowym mieszkaniu na Pradze? Ta dziewczyna będzie spać z moim synem w jednym pokoju? Będzie jadła z nami? Prała swoje ubrania razem z naszymi? I co, będą teraz dwie gospodynie?
Mój syn był zachwycony, gdy powiedział mi tę „nowinę”, czekając chyba, aż zacznę skakać z euforii i pędzić, by opróżnić szafę dla Jagody. A kiedy niby?
Jagoda to miła dziewczyna, ale czy to znaczy, iż od razu muszę chcieć, by ktoś zamieszkał z nami na stałe? Dorośli? Niech biorą kredyt na mieszkanie albo wynajmują osobne lokum! Czy naprawdę mają tak oszczędzać, żeby nie płacić za czynsz? Zdrowie ojca się nie liczy?
Taka była moja myśl. Jednak pozwoliłem Jej wejść. Mój syn ma przecież prawo do tego mieszkania by przyprowadzać kogo zechce. Kłamię, obiecałem sobie, iż będę szczery. Przyjaciele uznali, iż przesadzam: „Nie myślisz o szczęściu syna, co z ciebie za ojciec?”
Teraz wracam do domu i wszystko mnie irytuje. Od razu od progu. Buty dziewczyny na korytarzu, brudna kuchenka znaczy Jagoda coś gotowała. Ale z czyich zakupów? Przecież ja nie marnuję pieniędzy, zakupy są na planowane posiłki. Co zrobić, gdy nagle podczas gotowania okazuje się, iż nie ma mąki? No i te wieczne kolejki do łazienki
Muszę przyznać, iż chcę, by Jagoda wyprowadziła się z mojego mieszkania. Nie potrzebuję dodatkowej pomocy domowej.
I wtedy wpadłem na pomysł: a może by tak przyprowadzić jakąś kobietę? Po co przez tyle lat ukrywałem się z moimi związkami, skoro on teraz ma własne sprawy? Przecież mam swoje miejsce, niech zobaczy jak żyje się w czwórkę na niecałych 45 metrach.
Oto taki nietypowy wpis. Jako ojcu młodego syna ciężko mi wyobrazić sobie swoją przyszłość w tej roli, dlatego jestem ciekaw, co o tym myślą inni.
Co byście zrobili na moim miejscu? Może wasze dzieci już są w tym wieku i znaleźliście się w podobnej sytuacji? Dogadaliście się z partnerką czy partnerem swojego dziecka? Czy ojciec ma prawo poprosić Jagodę, by się wyprowadziła?
Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, iż chociaż kocham syna i chcę jego szczęścia, muszę też dbać o własną przestrzeń i komfort. Granice są ważne choćby w rodzinie.










