Mój przyjaciel i ja mamy po 60 lat. Postanowiliśmy zamieszkać razem i wynająć drugie mieszkanie.

newskey24.com 7 godzin temu

Omówiłyśmy wszystko szczegółowo i postanowiłyśmy zamieszkać razem. Dlaczego nie? Znalazłyśmy tyle zalet w naszym pomyśle:

Obie jesteśmy samotne. Sześćdziesiątka na karku to już nie czas, kiedy łatwo poznać mężczyznę, a jeżeli komuś się poszczęści, zawsze można rozwiązać sprawę mieszkania. Dzieci i wnuki mieszkają daleko. Rodzina tylko by się cieszyła, iż ich babcie się nie nudzą. Gdy byłyśmy młode, wynajmowałyśmy razem mieszkanie. Miałam wtedy małe dziecko, ale dogadywałyśmy się nieźle, mimo iż obie miałyśmy trudne charaktery. Nie było miejsca na nudę sprzątałyśmy razem, gotowałyśmy i planowałyśmy różne wyjścia kulturalne, żeby nie siedzieć ciągle w domu.

Stabilność finansowa. Nasze wydatki będą podzielone, a z wynajmu drugiego mieszkania dostaniemy dodatkowy przychód. Zawsze wyjdziemy na plus! Opieka na co dzień. jeżeli któraś z nas zachoruje, zawsze drugiej pomoże.

Wspólne mieszkanie wydawało się mieć same korzyści!

A potem przyszła rzeczywistość.

Pierwsza sprzeczka dotyczyła wyboru mieszkania. Każda z nas wolała zostać u siebie, a każda miała na to mocne argumenty. Byłam gotowa ustąpić ze swojego mieszkania, ale upierałam się, żeby przyjaciółka nie myślała, iż zawsze jej będę ustępować.

Druga kłótnia rozegrała się o ilość rzeczy. Kiedy już zgodziłam się przenieść do niej, zaczęła mówić, iż mam za dużo gratów. Nie było gdzie tego wszystkiego upchnąć, a zostawić ich w mieszkaniu się bałam nigdy nie wiadomo, na jakich lokatorów się trafi.

Znalazłyśmy wyjście wynajęłyśmy garaż i tam zniosłyśmy garnki, talerze i różne domowe szpargały. gwałtownie znalazłyśmy najemców, a potem zaczęła się prawdziwa zabawa. Na początku miałam wrażenie, iż przyjaciółka narusza moje granice. Czułam się jak gość, ale później zaczęłam odpuszczać.

Wspólne życie nie wypaliło, bo zabrakło równości. Ona przyzwyczajona była do trzymania chemii domowej w jednym miejscu, ja w innym. Cały czas czułam, iż muszę się do niej dostosować, bo to ona tu rządzi.

Okazało się też, iż lubimy jeść zupełnie inne rzeczy. Zaczęłam milczeć i zaufałam gustom przyjaciółki. Z czasem przywykłam, zupełnie zapomniałam o własnych upodobaniach. Wyszedł też na jaw kolejny problem mam bardzo lekki sen, a ona lubi zasypiać przy włączonym telewizorze. Hałasy potrafiły mnie wyprowadzić z równowagi, a stoperom do uszu nie zawsze dawałam radę.

Wady zaczęły przysłaniać zalety wspólnego życia. Starałyśmy się znosić trudności i szukać kompromisów. Aż wreszcie przyszedł moment krytyczny: zauważyłam, iż na mój widok przyjaciółka zaczyna się denerwować. Niby robiłam wszystko, jak chciała, ale coś jej ciągle przeszkadzało.

Przestała się do mnie odzywać. Mijały dni, potem tydzień Cały czas myślałam, czym ją mogłam urazić. W końcu nie wytrzymałam po prostu się rozpłakałam przy niej. Ona też zaczęła płakać, przyznała, iż nie wie, czemu jest ciągle zdenerwowana. Wtedy zrozumiałyśmy każdy człowiek musi mieszkać na swoim i żyć według własnych zasad. Lepiej spotykać się często niż mieszkać razem.

Zerwałyśmy umowę najmu, relacje od razu nam się poprawiły.

Idź do oryginalnego materiału