Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo do dziś sama nie wierzę, jak bardzo życie potrafi zaskoczyć niestety, nie zawsze pozytywnie. Mój mąż zostawił mnie dla mojej siostry. Wyprowadził się do niej. A trzy lata później, uwierzysz, porzucił i ją dla jej najlepszej przyjaciółki.
Byliśmy małżeństwem przez siedem lat. Nasz związek nie był idealny, wiadomo, ale też nie było dramatu zwykle życie: praca, mieszkanie, rodzina, niedzielne obiady u rodziców. Moja siostra, Aleksandra, była u nas bardzo często. Zawsze się kręciła blisko nas, ale nigdy mi to nie przeszkadzało coś zupełnie naturalnego, wspieraliśmy się. Czasami wpadała na obiad, innym razem dzwoniłam do niej po pomoc, bo długo pracowałam. Nigdy choćby przez myśl mi nie przeszło, iż mogłoby coś ich łączyć.
Pewnego całkiem zwyczajnego czwartku, jeszcze przed świtem, powiedział, iż wychodzi do pracy i tyle go widziałam. Nie wrócił na obiad, nie pojawił się wieczorem, zresztą choćby na drugi dzień zniknął. Odezwał się dopiero po trzech dniach, bez żadnych przeprosin, bez wyjaśnień. Po prostu powiedział: Nie wrócę. Potrzebuję dystansu. Myślałam, iż to jakaś kryzysowa akcja, nocował może u kumpla. Ale nie. Już w tamtym tygodniu rodzina szepnęła mi coś, czego nikt nie miał odwagi mi powiedzieć wprost: wyprowadził się do Oli.
Dosłownie w trzy dni plotka zmieniła się w fakt, wszyscy już wiedzieli rodzice, wujkowie, sąsiedzi. Ola przestała odbierać telefony. On też nie miał odwagi stanąć ze mną twarzą w twarz. Kilka dni później weszłam do mieszkania i zobaczyłam, iż niektórych jej rzeczy już nie ma zabrała je, kiedy mnie nie było. Żadnej rozmowy, żadnego tłumaczenia. Wszyscy uznali temat za zamknięty.
Zamieszkali parę ulic dalej. Potem zaczęli pokazywać się razem na rodzinnych spotkaniach, na które ja już nie chodziłam. Ola mówiła, iż miłości nie da się wybrać, a życie po prostu tak się układa. On z kolei tłumaczył, iż już ze mną nie czuł się szczęśliwy. A ja zostałam sama, z poczuciem wstydu i bólu. Na szczęście nie mieliśmy dzieci kolejne złamane serca byłyby ponad moje siły.
Minęły trzy lata. Próbowałam sobie jakoś wszystko poukładać, żyć dalej. Oni przez cały czas byli razem. Albo tak mi się wydawało, bo pewnego dnia ktoś mi powiedział, iż już ze sobą nie mieszkają. Wyprowadził się. Do kogo? Zgadnij! Do najlepszej przyjaciółki Oli Krystyny, która od początku była z nami, znała całą historię, wspierała, a teraz… została jego nową partnerką.
Ola była kompletnie rozbita psychicznie. On znowu zmienił dom, tłumaczenia i wersje wydarzeń. Tym razem winił ją, mówił, iż i z nią nie był szczęśliwy, iż się wycofał, bo była pogubiona. Ale już nikt nie dawał wiary w jego słowa.
Dziś nasza rodzina dalej jest poszarpana. Nie rozmawiam z siostrą. Ona unika swojej byłej przyjaciółki, a mój były mąż nie powiedział choćby przepraszam. Nigdy nie przyznał się do winy, nie poniósł żadnej odpowiedzialności za to, co zrobił.
No i powiedz mi czy to jest karma, czy co?





