Moja rodzina czeka, aż wreszcie zniknę z tego świata. Myślą już o przejęciu mojego mieszkania, ale ja już wcześniej zabezpieczyłam się na wszelki wypadek.
Zdarzyło się, iż mam dokładnie 60 lat i mieszkam sama. Nie mam dzieci, nie mam męża choć kiedyś byłam zamężna. W wieku 25 lat połączyła mnie miłość z Stanisławem. Niestety, małżeństwo legło w gruzach po tym, jak zdradził mnie z kochanką i wprowadził ją pod mój dach. Nie mogłam tego znieść, spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się do rodziców. Tylko dwa miesiące po rozwodzie dowiedziałam się, iż jestem w ciąży.
Szczerze mówiąc, nie chciałam mówić o tym byłemu mężowi. Nie dzwoniłam do niego, postanowiłam wychować dziecko sama. Kiedy urodziłam syna, lekarze przynieśli mi niepomyślną wiadomość: Wasze dziecko przyszło na świat bardzo słabe, a do tego ma nieuleczalną chorobę. Szanse, iż przeżyje do 1112 roku życia, są niewielkie.
Nie wiedziałam, co robić, dokąd zmierzać. Karmiłam Michała piersią, opiekowałam się nim każdego dnia, ale w głowie miałam tylko jedną myśl iż mój mały bohater niedługo opuści ten świat.
Michał dorósł do 15 lat, a tydzień później zmarł razem z ojcem. Straciłam dwóch najdroższych ludzi.
Wujek Władysław zostawił mi swoje mieszkanie duże, w samym centrum Warszawy. Po latach samotności nie miałam zbyt wielu mężczyzn w życiu. Chciałam mieć jeszcze jedno dziecko, ale bałam się, iż los znów się powtórzy, więc nie ryzykowałam. Gdy skończyłam 45 lat, kupiłam laptopa, by utrzymywać kontakt z bliskimi i śledzić wiadomości.
Rodzina niedługo odkryła, iż mieszkam sama, i zaczęła odwiedzać mnie po kolei, przynosząc upominki i drobne gratki. Zawsze pytali, czy mam testament, a kiedy okazało się, iż nie mam żadnego, zaczęli narzekać na moją sytuację finansową. Niektórzy zaczęli się choćby wtrącać w życie innych krewnych, by wyjść w moich oczach lepszymi i bardziej szanowanymi. Ja już wiem, komu zostawię mieszkanie przyjacielowi, którego córka Zuzanna zawsze pomaga mi bezinteresownie.
A rodzina? Chcą po prostu lokum. W pewnym momencie zerwałam z nimi kontakt, choć nie powstrzymało to ich przed dalszym wtrącanie się.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie kuzyn Zdzisław i zuchwale zapytał, czy jeszcze żyję i komu zamierzam oddać mieszkanie. Byłam tak oburzona, iż zablokowałam wszystkim krewnym możliwość pisania i dzwonienia do mnie.










