Mogłabym być jego córką – recenzja książki. Pożądanie, samotność i konsumpcjonizm

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Jennette McCurdy, nastoletnia gwiazda programu Nickelodeon, kilka lat temu wstrząsnęła opinią publiczną na całym świecie swoją autobiograficzną książką Cieszę się, iż moja mama umarła. Dziewczyna opowiedziała w niej nie tylko o toksycznej relacji z matką, ale również cenie jaką musiała zapłacić za spełnienie marzeń o aktorstwie. Teraz McCurdy powraca ze swoją pierwszą powieścią.

Do napisania Mogłabym być jego córką Jennette McCurdy zainspirowały własne doświadczenia, czyli relacja autorki ze starszym mężczyzną. Niemniej podkreśla, iż był to tylko punkt odniesienia, a książka jest czystą fikcją. Cieszę się, iż moja mama umarła była pozycją mocną i szokującą, więc z dużym zainteresowaniem podeszłam do pierwszej powieści McCurdy. I muszę od razu przyznać, iż mam bardzo mieszane uczucia i chyba liczyłam na coś innego. Przede wszystkim miałam problem z główną bohaterką – Waldo, którą ciężko było mi polubić oraz nie potrafiłam zrozumieć wielu jej zachowań.

Mogłabym być jego córką opowiada o Waldo, siedemnastolatce, która zakochuje się w swoim nauczycielu od pisania. Mężczyzna docenia jej prace, a dziewczyna postanawia zrobić wszystko, aby go zdobyć. Kieruje nią pożądanie – brudne i surowe, oraz potrzeba bliskości. Dość gwałtownie wywiązuje się między nimi romans, toksyczna i specyficzna relacja, w której z każdej strony powiewają same czerwone flagi. Pan Korgy nie dość, iż jest nauczycielem Waldo i dzieli ich znaczna różnica wieku, to jeszcze ma żonę i małe dziecko, których oczywiście nie chce zostawić. Nastolatka jest butna, pewna siebie i wyzywająca, ale cały czas warto mieć z tyłu głowy, iż to wciąż jeszcze dziecko.

Wspomniałam wcześniej, iż nie przepadam za Waldo. Dziewczyna pochodzi z rozbitej i biednej rodziny. Nie ma ojca, a jej matka jest bardziej zainteresowana podbojami miłosnymi niż własną córką. Waldo ma jedną przyjaciółkę, ale i tutaj brak bliskości i zaufania. Ponadto dziewczyna ma ogromny problem z zakupoholizmem. Każde niepowodzenie czy spadek nastroju są wymówkami do kolejnych zakupów, często rzeczy zupełnie jej niepotrzebnych (tutaj zawsze się zastanawiałam skąd ona ma na to wszystko pieniądze). Waldo nie ma hobby ani szczególnych zainteresowań, ale obsesyjnie dba o swój wygląd i przede wszystkim pożąda pana Korgy’ego. Rozumiałam zainteresowanie dziewczyny nauczycielem, bo to był ktoś kto ją nareszcie dostrzegł, poza tym Waldo ewidentnie cierpi na daddy issues. Niemniej jej zblazowanie i brak jakichkolwiek planów na przyszłość były dla mnie irytujące.

Zobacz również: Dziecko Rosemary – recenzja książki. Sekta z sąsiedztwa

Mogłabym być jego córką jest książką bezpardonową i nastoletni bunt wybrzmiewa niemal z każdej strony. Waldo jest bohaterką denerwującą, ale nie da się nie oddać McCurdy, iż wyposażyła ją w cały wachlarz emocji i być może ktoś będzie w stanie zobaczyć w niej siebie. Pod maską twardej i pewniej siebie nastolatki, Waldo jest krucha i samotna. Opętana młodzieńczym pożądaniem, robi wszystko, aby wyrwać z Korgy’ego chociaż okruchy bliskości. Początkowo godzi się na rzadkie spotkania i pozycję kochanki, dla której mężczyzna ma bardzo mało czasu. Czeka wiernie na każdy telefon i choćby o ile ma inne plany, rzuca wszystko, aby tylko móc się spotkać z nauczycielem. Wraz z rozwojem wydarzeń rośnie w niej jednak gniew i frustracja, które w pewnym momencie osiągają punkt kulminacyjny.

Bezkompromisowość McCurdy średnio do mnie przemawia. Wulgarny język urasta tutaj do poziomów absurdalnych, podobnie jak zachowanie nastolatki. Sceny seksu, opisy wszelki wydzielin i obrzydliwe komentarze są tutaj na porządku dziennym i są dla mnie po prostu zbędną kontrowersją. Waldo kojarzy mi się z głupawą nastolatką, która rozdmuchuje swoje problemy, używa wulgarnego języka i wszystko to tłumaczy trudną sytuacją w domu. I tak, rozumiem, iż nie było jej łatwo, ale już bardziej stereotypowo nie dało się chyba pokazać dziewczyny z dysfunkcyjnej rodziny. Korgy jest nieodpowiedzialnym mężczyzną, wiecznym dzieckiem, który w romansie z uczennicą odnalazł „to coś” co zatracił w przeszłości. Waldo opisuje go również w sposób dość grubiański, co naprawdę sprawia, iż ciężko zrozumieć jej pożądanie.

Mogłabym być jego córką jest książką niewygodną. Nie należy niestety do powieści szczególne udanych. McCurdy ciągnie zbyt wiele srok za ogon, jej styl jest męczący, a dobrnięcie do końca powieści jest bardzo satysfakcjonujące. Autorka zdecydowanie lepiej wypada w Cieszę się, iż moja mama umarła, a jej debiut fabularny okazał się też po prostu diabelnie nudny i niesmaczny. Najciekawszy był dla mnie opis mechanizmu konsumpcjonizmu, w którym tonęła Waldo. Jednak to za mało, żeby móc uznać Mogłabym być jego córką za naprawdę dobrą książkę.


Okładka książki Mogłabym być jego córką

Autor: Jennette McCurdy
Wydawca: Prószyński Media
Premiera: 5 maja 2026
Oprawa: miękka
Stron: 304
Cena katalogowa: 54,90 zł


Fot. główna: materiały prasowe – kolaż (Prószyński Media)

Idź do oryginalnego materiału