"Młody Sherlock" to idealna telewizyjna rozrywka i świeże podejście do kultowej postaci – recenzja

serialowa.pl 2 godzin temu

Wydawałoby się, iż kilka jest w świecie kultury postaci, które zostałyby już tak ograne na wszystkie sposoby, jak Sherlock Holmes. Czy da się jeszcze powiedzieć o nim cokolwiek ciekawego? „Młody Sherlock” udowadnia, iż tak.

„Młody Sherlock” to 8-odcinkowy serial, który właśnie zadebiutował w serwisie Prime Video (widziałem przedpremierowo całość). Wydaje się, iż tłumaczyć tu chyba niczego nie trzeba, bo tytuł mówi wszystko – oto przed nami historia genialnego detektywa Sherlocka Holmesa, zanim jeszcze ten stał się genialnym detektywem. Produkcja została oparta na serii książek Andrew Lane’a, który oczywiście wykorzystał kultowe postaci stworzone przez Arthura Conana Doyle’a. Wydawałoby się, iż postać Holmesa przerobiono już na tyle sposobów, iż nic nowego nie da się o nim powiedzieć. Publika wciąż jednak pragnie Sherlocka, a patrząc na popularność zwiastuna nowego serialu, pragnie go jeszcze bardziej, gdy stoi za nim Guy Ritchie.

Młody Sherlock – Guy Ritchie wraca do postaci detektywa

Brytyjskiego reżysera i producenta nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, ale pozwólcie, iż i tak to zrobię. Ritchie to twórca kilku filmowych klasyków, jak „Porachunki” czy mój ukochany „Przekręt”. W tym wypadku najważniejsze jest jednak to, iż to człowiek, który w 2009 na nowo odkrył Sherlocka dla świata, gdy wyreżyserował film „Sherlock Holmes” (a w 2011 roku jego sequel). Produkcja, w której tytułową rolę grał Robert Downey Jr., a jako Watson partnerował mu Jude Law, nie spotkała się z wybitnie ciepłym przyjęciem ze strony krytyków, ale pokochali ją widzowie, co pozwoliło na osiągnięcie komercyjnego sukcesu. Dlatego też przez lata mówiło się o tym, iż Ritchie mógłby wrócić do postaci do kultowego detektywa – i w końcu to zrobił, choć chyba nie tak, jak wielu się spodziewało.

„Młody Sherlock” (Fot. Prime Video)

Zamiast trzeciego filmu dostaliśmy serial, który można byłoby nazwać prequelem. „Młody Sherlock” jest sygnowany nazwiskiem Ritchiego, bo to wciąż ma dużą siłę oddziaływania (przykładem może być choćby zeszłoroczna „Strefa gangsterów”), ale niesprawiedliwe byłoby mówienie, iż to wyłącznie jego serial. Showrunnerem jest tutaj bowiem Matthew Parkhill („Deep State”), a Ritchie to „tylko” człowiek, który ten serial wymyślił, a później został jego producentem wykonawczym. No i wyreżyserował pierwszy odcinek, co oczywiście ułatwia promocję serialu, gdyż można mówić o produkcji w reżyserii Guya Ritchiego. A iż to tylko ułamek prawdy? To i tak dużo w dzisiejszych czasach.

Prawdy będzie oczywiście poszukiwał młody Sherlock Holmes, w którego wciela się tutaj Hero Fiennes Tiffin (seria „After”). On i Ritchie współpracowali już wcześniej przy filmie „Ministerstwo Niebezpiecznych Drani”, ale teraz przed młodym aktorem stoi znacznie trudniejsze zadanie. I od razu mogę powiedzieć, iż temu zadaniu podołał, tytułowy bohater budzi tutaj sporo sympatii, może właśnie dlatego, iż jest inny niż mogliśmy się do tego przyzwyczaić. Podejście do postaci Sherlocka Holmesa, który przecież został już przez popkulturę przemielony na wszystkie możliwe sposoby, jest tutaj bardzo odświeżające.

Młody Sherlock – o czym jest serial na Prime Video?

Tylko w XXI wieku oprócz wersji Roberta Downeya Jr. mieliśmy przecież współczesną odsłonę Sherlocka w wydaniu Benedicta Cumberbatcha. Był też Sherlock w Nowym Jorku (Jonny Lee Miller w „Elementary”), Sherlock na emeryturze (Ian McKellen w filmie „Mr. Holmes”) czy Sherlock pełniący rolę detektywistycznego mentora dla swojej młodszej siostry (Henry Cavill w „Enoli Holmes”). Coraz trudniej zatem o jakąkolwiek świeżość i pokazanie na ekranie czegoś, czego widownia nie miała okazji już poznać. I także z tego powodu „Młody Sherlock” jest tak miłym zaskoczeniem.

Tytułowy bohater jest tu jeszcze wyjątkowo nieopierzony, popełnia błędy i brak mu tej ogłady i spokoju, z których będzie znana jego starsza wersja. Sherlock Holmes w wydaniu Fiennesa Tiffina to w gruncie rzeczy jeszcze dzieciak – genialny, ale jednak dzieciak. Niezrozumiany przez świat, popełniający błędy i czasem pozwalający górować emocjom. Na przestrzeni całego sezonu będzie można odnieść wrażenie, iż to chłopak – tak można wciąż o nim mówić – który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Teraz nie pozostało mu nic innego, jak tylko zaakceptować te okoliczności i spróbować się w nich odnaleźć. Przy okazji na jaw wyjdą też dawne traumy, które mocno uczłowieczą Sherlocka w oczach widzów i pozwolą nam zobaczyć w nim kogoś więcej niż tylko genialnego detektywa, którym kiedyś się stanie.

„Młody Sherlock” (Fot. Prime Video)

Teraz jeszcze mu do niego daleko, a w „Młodym Sherlocku” możemy zobaczyć, jak tytułowy bohater rozwiązuje swoją pierwszą sprawę. Sprawę, która będzie miała dla niego także osobiste znaczenie, bo gdy na uniwersytecie w Oksfordzie dojdzie do morderstwa, krnąbrny i nieopierzony Holmes stanie się jednym z głównych podejrzanych. Oczywiście gwałtownie okaże się, iż cała sprawa jest znacznie bardziej zagmatwana. Będziemy mieli tutaj do czynienia z międzynarodową konspiracją, w centrum której znajdzie się właśnie Sherlock i jego rodzina – zmarła przed laty siostra, zamknięta w szpitalu psychiatrycznym matka (Natascha McElhone, „Californication”) i nieobecny przez większość życia syna ojciec (Joseph Fiennes, „Opowieść podręcznej”). Na ekranie pojawią się również dobrze znani widzom z innych produkcji Mycroft (Max Irons, „Condor”) i Moriarty (Dónal Finn, „Koło czasu”).

Relacja tego ostatniego z Sherlockiem może być dla widowni szczególnie zaskakująca, bo oto w serialu Prime Video panowie są swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Ciekawie obserwuje się ich przyjaźń, wiedząc, iż z czasem staną się swoimi najzacieklejszymi wrogami. Podświadomie szukamy więc pierwszych pęknięć między nimi – te zaczynają być widocznie na przestrzeni kolejnych odcinków – i zastanawiamy się, co doprowadzi do tego, iż Moriarty zostanie nemezis Sherlocka. Dynamika między nimi jest naprawdę interesująca i pod nieobecność Watsona w dużej mierze napędza cały serial. „Młody Sherlock” sprawdza się jednak jeszcze na kilku na innych poziomach. Poprawka, „Młody Sherlock” sprawdza się na każdym poziomie, co czyni go dla mnie jedną z najprzyjemniejszych serialowych niespodzianek w ostatnich miesiącach.

Młody Sherlock – czy warto oglądać serial Prime Video?

Sama kryminalna zagadka jest bardzo wciągająca, a przy tym nie została przekombinowana, o co nie byłoby trudno, biorąc pod uwagę, jak często skręca w rejony, których niekoniecznie się spodziewamy. Swoje robi także wiktoriański klimat, humor – będący ważnym elementem serialu, ale nie infantylizujący całej historii – i fakt, iż scenografię wypełniono charakterystycznymi, ale nie przerysowanymi postaciami. Bo oprócz wspomnianych już wcześniej nie można pominąć jeszcze mocno zaangażowanego w całą sprawę Bucephalusa Hodge’a (Colin Firth, „Schody”) i nieoczywistej postaci młodej chińskiej księżniczki Gulun Shou’an (Zine Tseng, „Problem trzech ciał”), która wprowadzi tutaj sporo zamieszania.

„Młody Sherlock” (Fot. Prime Video)

Skoro „Młody Sherlock” to serial Guya Ritchiego, przynajmniej po części, to oczywiście zasadne pozostaje pytanie, ile zostało w nim ze stylu słynnego reżysera. Wszystkich fanów Brytyjczyka należy zatem od razu uspokoić – całkiem sporo, co widać już choćby po czołówce. Już filmowy Sherlock Ritchiego szedł trochę na przekór klasyce, był dość mocno unowocześniony, by przyciągnąć także widzów, których niekoniecznie porywa postać detektywa – geniusza z fajką i w kaszkiecie. Serial Prime Video stawia więc w dużej mierze na akcję – wszelkie sceny walk stoją na naprawdę wysokim, mimo iż czasem można byłoby zrezygnować ze slow motion – przeplataną ciętymi dialogami i humorem. Tak, naprawdę czuć, iż za wszystkim stoi Ritchie i iż to klimaty, w których czuje się najlepiej, jego artystyczna strefa komfortu.

„Młody Sherlock” pozostaje tym samym serialem stricte rozrywkowym, ale naprawdę chciałbym, żeby właśnie tak wyglądała w dzisiejszych czasach telewizyjna rozrywka – wymagała od widza uwagi, pozwalając mu jednocześnie na cieszenie się seansem bez analizowania każdego drobnego detalu. W skrócie, „Młody Sherlock” to po prostu rozrywka niegłupia, dająca ogromną frajdę z seansu. Okazało się, iż choćby z postaci tak oklepanej jak Sherlock Holmes da się jeszcze wycisnąć coś, czego nie będzie można uznać za zwykłe odcinanie kuponów. Czekam na więcej.

Młody Sherlock jest dostępny w serwisie Prime Video

Idź do oryginalnego materiału