
Kochany bohater w nowej odsłonie / Źródło: wikimedia commons
Słynny bohater z dzieł sir Arthura Conana Doyle’a był inspiracją dla wielu twórców od samego momentu publikacji pierwszego opowiadania. Rzadko jednak autorzy fikcji fanowskiej skupiali się na jego młodzieńczych losach. Teraz wreszcie możemy dowiedzieć się, jak wyglądało życie detektywa przed zdobyciem sławy.
Pierwszy zwiastun nowej produkcji pojawił się na początku lutego i rozbudził zapał w sercach odbiorców. Premiera miała miejsce miesiąc później – 4 marca. Serial został nakręcony na zlecenie platformy Amazon Prime i tam też jest dostępny do obejrzenia. Za produkcję odpowiada Guy Ritchie, uznany reżyser, dysponujący dużym doświadczeniem. Największą popularnością cieszą się jego filmy gangsterskie, podszyte nietuzinkowym humorem. Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek artystyczny Ritchiego można było przewidywać, iż nowa opowieść o Sherlocku Holmesie zostanie utrzymana w podobnym klimacie. Tak się też rzeczywiście stało.
Serial reklamuje się wizją młodego Sherlocka Holmesa działającego w Oxfordzie. Opowieść rzeczywiście tam się rozpoczyna, ale w trakcie, bohaterowie zwiedzają wiele innych miejsc w całej Europie. Mówienie o „bohaterach” jest bardziej adekwatne, bo choć tytuł produkcji jasno odwołuje się do najbardziej znanej postaci z książek Doyle’a, to już w pierwszym odcinku poznajemy inne osoby, których rola wraz z rozwojem akcji wzrasta.z czasem wzrasta.
Większość czasu spędzamy w towarzystwie młodego Sherlocka oraz jego nowego kompana, Jamesa Moriarty’ego. Jest to bardzo interesujący zabieg fabularny, który wbrew pozorom opiera się w znacznej mierze na strukturze oryginalnych powieściopowieści o genialnym detektywie. zwykle Sherlock przeżywał swoje przygody wraz z Johnem Watsonem, który jednak w tej produkcji się on nie pojawia. Jego miejsce zajmuje właśnie Moriarty, grany przez Dónala Finna. Nowi przyjaciele muszą wspólnie oczyścić swoje dobre imię z zarzutów o kradzież starożytnych zwojów, co wciąga ich w intrygę, której rozmiarów nie przeczuwają.
Szkielet fabularnej konstrukcji
Intryga kryminalna pojawia się już w pierwszym odcinku i gwałtownie angażuje widza. Docenić należy poziom jej złożoności, bowiem na początku każdego odcinka wydaje się, iż bohaterowie zaraz rozwiążą sprawę, która oczywiście okazuje się bardziej skomplikowana niż się to na początku wydawało. Twórcy nie stosują irytującej strategii kończenia epizodu w trakcie sceny akcji i rosnącego napięcia, zamiast tego do dalszego oglądania zachęcają nas poprzez umiejętne rozwijanie historii.
Trzeba przyznać, iż tempo akcji bywa nierówne. Błyskawicznie zdobywa ona nasze zainteresowanie już w pierwszych odcinkach, by z czasem trochę zwolnić. Podyktowane jest to chęcią pogłębienia charakterów głównych postaci, mimo wszystko niektóre fragmenty zdają się zbyt przeciągnięte. W pewnym momencie historia staje się zabawą w kotka i myszkę, kiedy to bohaterowie podróżują po najróżniejszych miejscach by zdobywać kolejne elementy układanki. Fabuła serialu jest naprawdę obszerna i wielowątkowa. Akcja przeskakuje między różnymi miejscami i okresami, jednak zostało to zrobione z wyczuciem. W żadnym momencie nie ma chaosu wynikającego z kiepskiego prowadzenia narracji.
Największą bolączką serialu wydaje się być tytułowy bohater. Sherlock Holmes, grany przez Hero Fiennes Tiffina, jest bohaterem niezbyt interesującym. Nie wyróżnia się żadną cechą, przez co nie jest to postać zapadającą w pamięć. Problem zdaje się leżeć nie tyle w grze aktorskiej, ile głównie w samym scenariuszu. Najbardziej niezrozumiałą decyzją wydaje się być uczynienie go osobą przeciętną pod niemal każdym względem. Przede wszystkim, rzuca się w oczy brak słynnych umiejętności dedukcji, które tak bardzo kojarzone są z tym bohaterem. Sherlock jest bystry, to fakt, ale jego spostrzeżenia nie robią większego wrażenia na widzu. Bohater sprawnie łączy kropki fabularnej zagadki, ale czyni to bez większego polotu. Brak tu tej hipnotyzującej i nieubłaganej logiki, którą widać w wypowiedziach literackiego pierwowzoru.
Jak to robili inni
Braki te szczególnie rzucają się w oczy w zestawieniu z inną produkcją, „Sherlockiem”, z 2010 roku. W serialu BBC bohater był niezwykle charyzmatyczną osobowością. Obcując z nim, widz miał wrażenie, iż podgląda przy pracy prawdziwego geniusza, który z najmniejszego śladu pozostawionego na miejscu zbrodni jest w stanie wyciągnąć kolejną poszlakę. Różnice w interpretacji tej postaci wynikają po części z konstrukcji fabularnej obu seriali. W starszej produkcji Sherlock przekazuje widzowi rzeczy, których ten nie jest w stanie dostrzec samodzielnie. Takie zagranie fabularne może mieć negatywne konsekwencje – odbiorca może podejrzewać, iż coś mu umyka, a bohater posiada wiedzę zakulisową.
Jednak w „Sherlocku” wszystko zostaje ostatecznie wytłumaczone z ową żelazną, nieodpartą logiką, której duch unosi się nad dziełami Doyle’a. Bohater tłumaczy nam jak zdobył wszystkie informacje, które wydają się być dla niego niedostępne. Na podstawie tego, co widz mógł zobaczyć, detektyw wyprowadza błyskotliwe wnioski, które doprowadzają do rozwikłania tajemnicy. Obserwujemy proces zbierania danych na miejscu zbrodni, a kiedy sami czujemy się bezsilni wobec zagadki, główny bohater opowiada nam o tym, czego sami nie zdołaliśmy dostrzec. Na podobnym schemacie działa wiele podcastów kryminalnych, w których najpierw sprawa zostaje przedstawiona neutralnie, a dopiero potem dowiadujemy się na czym skupili się śledczy. Popularność tego typu rozrywki jasno wskazuje na to, iż taki schemat jest przyjemny w odbiorze dla naszego mózgu – stymuluje go do pracy, a potem odpowiada na zadane pytania.
Tego typu konstrukcji nie uświadczymy w „Młodym Sherlocku”. Nie musi to z góry oznaczać, iż ta produkcja jest gorsza. Jednak niezastosowanie jej pociąga za sobą pewne konsekwencje. Oglądając serial widz ma wielokrotnie wrażenie, iż bohaterowie poruszają się jak po sznurku. Brak tu momentu niepewności, w którym odbiorca sam może dociekać rozwiązania zagadki wraz z bohaterami. Młody Holmes nie jest też tak przenikliwy. Jego rola sprowadza się do wypowiadania myśli, które już wcześniej pojawiły się w głowie widza i reagowania na nie.
Fabuła serialu jest dość przewidywalna i oparta na wielu popularnych tropach. Od pewnego momentu widz jest już w stanie trafnie odgadnąć motywacje poszczególnych postaci i ich dalsze losy. Znacznie lepiej wypadają pomniejsze zagadki wplecione w główną historię. Nie opierają się one na prostych konstrukcjach i dzięki temu pobudzają ciekawość. widza.
Dla kogo to adekwatnie jest?
Przyznać trzeba, iż „Młody Sherlock” wniósł pewien powiew świeżości do świata miłośników postaci wykreowanych przez Arthura Conana Doyle’a. Przekazanie pieczy nad produkcją doświadczonemu reżyserowi i osadzenie jej w młodości bohatera było strzałem w dziesiątkę. Serial zebrał pozytywne noty, zarówno od krytyków jak i widzów.
Nie jest to jednak typ produkcji zapadającej na długo w pamięć i rozgrzewającej atmosferę na forach dyskusyjnych – nie taki był jej cel. Serial powstał jako prosta historia przygodowa dla umilenia czasu podczas coraz krótszych wiosennych wieczorów. Swój zamiar realizuje naprawdę dobrze, przykuwa uwagę widza w pierwszym odcinku i nie pozwala się oderwać aż do ostatniego.
To produkcja godna polecenia dla osób poszukujących wciągającej rozrywki przebranej w historyczne stroje i odwołującej się do znanych i lubianych postaci. Dla fanów wszystkiego, co powiązane z Sherlockiem Holmesem – interesująca odskocznia pozwalająca spojrzeć w innym świetle na ulubionych bohaterów. Nie należy się po niej spodziewać pogłębionych analiz filozoficzno-socjologicznych, a raczej tych samych, wytartych już nieco motywów, skomponowanych razem w przystępną i przyjemną w odbiorze całość.
Stanisław PIOTROWSKI
