Mixtape – recenzja (XSX). Cudza nostalgia w mojej głowie

pograne.eu 15 godzin temu

Sporo ostatnio w społeczności graczy – nazwijmy to umownie – „dyskusji” na temat tego, co jest, a co nie jest grą. Myślałby człowiek, iż tylu latach rozwoju branży i dziesiątkach, jeżeli nie setkach produkcji w znacznej mierze poświęcających rozgrywkę na rzecz opowieści i zapewnieniu graczowi unikalnemu doświadczenia (ot, na przykład Her Story, by daleko nie szukać), kolejny taki tytuł nie będzie niczym dziwnym. Mixtape okazał się natomiast tytułem wielce kontrowersyjnym – jedni pokochali go za potężną dawkę nostalgii, inni znienawidzili za wysokie noty w recenzjach i znikomą liczbę gameplayu, jeszcze kolejni doszukiwali się choćby żydowskiego spisku. Czym jednak faktycznie jest Mixtape?

Spis Treści

  • Rozgrywka
  • Fabuła
  • Bohaterowie
  • Strona artystyczna
  • Podsumowanie

Zawartość gry w grze

Zacznijmy od parszywie przełożonego na język polski słonia w pokoju – klasycznej rozgrywki faktycznie jest tutaj, co kot napłakał. Złośliwcy nazwaliby ten rodzaj gry interaktywnym filmem, zaśmiewając się przy tym, iż w zasadzie wystarczy odłożyć kontroler na 4 godziny i Mixtape przejdzie się sam. To hasło budzące wiele emocji (i przy okazji klików), ale z prawdą ma kilka wspólnego. Owszem, zginąć się nie da, a niektóre z sekwencji na szynach pokroju jazdy na deskorolce naszego udziału nie wymagają, ale na nim zyskują.

Strzelania i bicia po mordach może nie ma, ale doniesienia o grze przechodzącej się samej są mocno na wyrost.

Mixtape to bowiem gra-doświadczenie, z której wyniesiecie dokładnie tyle, ile będziecie chcieli. jeżeli podejdziecie do gry z tezą, iż to samograj, samograja dostaniecie. Z kolei, o ile postanowicie wyluzować i dać się porwać doświadczeniu, czeka Was kilka godzin przyjemnego spędzania czasu z wirtualnymi przyjaciółmi na stawianiu się autorytetom, bumelowaniu w okolicznych lasach czy po prostu zabijaniu nadmiaru wolnego czasu gdziekolwiek i jakkolwiek to tylko możliwe.

Uczniowska balanga Millenialsów

Mixtape to w pewnym sensie growy odpowiednik Uczniowskiej balangi z 1993 roku. Koncepcja jest ta sama: kończy się rok szkolny, drogi trójki przyjaciół – protagonistki Stacy Rockford, Cassandry Morino i Van Slatera – niedługo się rozejdą, a organizowana przez okoliczne dzieciaki wielka balanga i przygotowania do niej stanowią dla bohaterów okazję zarówno do wspomnień, jak i rozmyślań między innymi nad własną tożsamością i przyszłością. Dla wielu starszych graczy będzie to z pewnością potężna, nostalgiczna podróż do lat dziewięćdziesiątych (mniej więcej w tym okresie toczy się akcja gry) i ich własnych rozterek w przededniu wejścia w dorosłość. Młodsi – w tym ja – również powinni być w stanie nawiązać na tym polu więź z bohaterami – zmieniła się technologia, ale problemy wciąż pozostają mimo wszystko te same lub przynajmniej bardzo podobne.

Bo to gra o życiu jest…

Należy przy tym nadmienić, iż Mixtape to typowy slow burner. Nie nastawiajcie się, iż gra porwie Was od pierwszych minut, ba, sam początkowo byłem mocno zniechęcony i dopiero po jakimś czasie przeprosiłem się z nieśpiesznym tempem rozwoju wydarzeń. Mixtape przybiera bowiem formę kolażu wspomnień, poprzez które powoli poznajemy bohaterów i relacje między nimi. Jest ich sporo, toteż łatwo o poczucie, iż historia stoi w miejscu, a my kręcimy się po tych samych pomieszczeniach, przyglądając się przedmiotom i rozgrywając kolejne, pozornie niezwiązane ze sobą retrospekcje. Wszystko to punktuje bliżej finału – wtedy okazuje się, iż faktycznie zżyliśmy się ze Stacy, Cassandrą i Slaterem, ich problemy stały się poniekąd naszymi problemami, a wizja rozłąki wydaje się… przykra. Mixtape nie wywołuje może rzeki łez, zamiast tego wprowadzając w zadumę nad tym, kim byliśmy i kim się staliśmy.

Młodzież musi się wyszumieć

Spora w tym zasługa naprawdę nieźle napisanych postaci – gówniarskich, często o mało wyszukanym poczuciu humoru, trochę zapatrzonych w siebie i nierozumiejących do końca swoich uczuć, po prostu niedojrzałych jak na siedemnastolatków przystało. Świetnie współgra to z pewną dawką magii wnoszonej do życia Stacy przez muzykę – kiedy ta jest zdołowana i zapuszcza przykry kawałek, świat przybiera czarno-białe barwy, a ona sama dryfuje w przestrzeni. Gdy z kolei rozpiera ją radość, w słuchawkach wybrzmiewa przyjemna nuta, dosłownie staje się lekka niczym piórko. Tego typu sekwencje nie tylko pozwalają na zajrzenie do wnętrza umysłu głównej bohaterki, ale też po prostu gwarantują fajne sekwencje wizualne.


Artystyczna składanka

Strona artystyczna Mixtape to zresztą jego najmocniejsza strona. Całość jest mocno stylizowana na film animowany – delikatnie kanciaste, ale szczegółowe modele postaci, jaskrawe, pastelowe kolory i animacje bohaterów utrzymane w 12 FPS (spokojnie, sama gra trzyma stałe 60 ramek) zapewniają świetne doświadczenie wizualne, choć trzeba przyznać, iż nie przypadnie ono do gustu każdemu, zwłaszcza w kontekście umyślnie rwanych animacji. Wyjątkowo ważna dla samej przygody jest ponadto licencjonowana ścieżka dźwiękowa, na której znajdziemy utwory między innymi Devo, The Cure czy Joy Division. Stanowi ona rdzeń doświadczenia – do każdego z rozdziałów przypisano bowiem konkretny kawałek z ułożonej przez bohaterki składanki (stąd tytuł gry) jak najlepiej odpowiadający wydarzeniom. Teoretycznie nic odkrywczego, ale sposób podania i łamanie czwartej ściany przy zapowiedziach kolejnych kawałków robią robotę.

Cudza nostalgia w mojej głowie

Czego by o Mixtape nie powiedzieć, trzeba mu przyznać jedno – budzi emocje, a to jedna z najważniejszych rzeczy w sztuce. Bynajmniej nie jest to klasyczna gra i bardziej mu faktycznie do interaktywnego doświadczenia (by nie powiedzieć filmu), ale osobiście nie widzę w tym absolutnie nic złego. Zwłaszcza iż to, co Mixtape oferuje to naprawdę przyjemna, niekiedy smutna, innym razem głupkowata opowieść o przyjaźni i poszukiwaniu własnego miejsca na świecie. Sam początkowo byłem do gry bardzo negatywnie nastawiony, ale z każdym kolejnym rozdziałem pałałem do Mixtape coraz większą sympatią. To krótka i prosta, ale zapadającą w pamięć przygoda, które odbycie nie kosztuje zbyt wiele, bo kupić można ją za 60 zł.

Przeczytaj także

Life is Strange: Reunion – recenzja (PC). Domknięcie, na które czekaliśmy dekadę


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostęp do gry dziękujemy firmie Monday PR.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Idź do oryginalnego materiału