Jak zostać w jednym miejscu, gdy świat pcha cię do przodu? Mitski w nowym albumie Nothing’s About to Happen to Me próbuje zatrzymać się we wspomnieniach. Gdy wszyscy oprócz ciebie idą naprzód, zostajesz sam z duchami przeszłości. Te nieustannie przypominają o samotności, na którą sam się skazałeś.
Cała akcja albumu rozgrywa się w niegdyś zadbanym domu, w którym Mitski mieszkała ze swoim partnerem. Teraz budynek stoi w ruinie, a artystka wtula się we wszystko, co kiedyś owite było słodkimi wspomnieniami. Dawna miłość doprowadziła Mitski do maniakalnego stanu. Śpiewa o tym, co poszło nie tak, o melancholii, która ją ogarnia, oraz o zwierzętach odwiedzających ją w niemal opuszczonym domu. Te stworzenia jeszcze mocniej uświadamiają jej, iż nie można wrócić do tego, co było. W swojej stagnacji Nothing’s About to Happen to Me opowiada także o samotności, której Mitski nie potrafi się pozbyć.
fot. Dead Ocean RecordsZobacz również: Gorillaz – The Mountain – recenzja albumu. Celebracja ludzi i tradycji
Stany emocjonalne artystki są teatralnie spotęgowane do skrajności. W warstwie muzycznej Nothing’s About to Happen to Me słychać inspiracje trasą koncertową promującą poprzedni album, The Land Is Inhospitable and So Are We. Wszystkie utwory nagrał zespół towarzyszący jej podczas trasy. W piosenkach takich jak In a Lake czy Rules utrzymuje się podniosły, teatralny klimat. W trakcie trwania płyty nastrój jednak nieco się zmienia, co – zaskakująco – działa na jej korzyść. zwykle taki chaos dezorientuje i sprawia, iż doświadczenie słuchania staje się mniej spójne. Tutaj funkcjonuje on jako świadomy zabieg artystyczny. Album pokazuje skrajności, w jakie popada Mitski w swoim opuszczonym domu.
Na płycie słychać wiele inspiracji wcześniejszymi wydawnictwami artystki. In a Lake oraz Where’s My Phone brzmią tak, jakby zostały wyjęte z Bury Me at Makeout Creek. Niektóre kompozycje wypadają jednak dość zwyczajnie, co może być efektem kierunku obranego na poprzednim albumie oraz sukcesu utworu My Love Mine All Mine. I’ll Change for You opublikowano przedpremierowo i słuchając go, miałam w głowie jedną myśl: „Ta piosenka mogłaby grać w windzie”. Podobne odczucia towarzyszyły mi przy niektórych utworach z poprzedniej płyty. To jedna z wad nowego kierunku, który obrała artystka.
Zobacz również: Ethel Cain – Perverts – recenzja albumu
Kilka lat temu Mitski zapowiedziała, iż kończy ze smutnymi produkcjami. Jednych to ucieszyło, innych nie – ja należę do tej drugiej grupy. Artystka ma niezwykły talent do pisania tekstów, które trafiają prosto w serce i z którymi łatwo się utożsamić. Mój ulubiony album, Lush, pełen jest poruszających, obrazowych i smutnych tekstów. Choć zasmuciła mnie jej deklaracja, wciąż w niektórych utworach słychać przebłyski dawnego stylu oraz wersy, z którymi można się identyfikować. Przykładem mogą być słowa z If I Leave:
If I leave, somebody else will love you
But nobody else could forgive me
Quite as often as you
Fenomen Mitski polegał na tym, iż potrafiła dotrzeć do milionów ludzi utożsamiających się z jej tekstami. Lush, Bury Me at Makeout Creek, Puberty 2 oraz Retired from Sad, New Career in Business zdobyły ogromną popularność właśnie dlatego, iż ich utwory rezonowały z głęboko skrywanymi emocjami słuchaczy. Piosenki Mitski przez cały czas są niezwykle osobiste, jednak teraz artystka stworzyła postać, która bazuje na jej przeżyciach. Nie jest ona już Mitsuki Laycock, ale po prostu Mitski, lekko koloryzowaną wersją siebie. Traci ona przez to na intymności, która przyciągnęła fanów na początku jej kariery.
Zobacz również: Mitski – The Land Is Inhospitable and So Are We – Recenzja płyty
Nie oznacza to jednak, iż nowe kompozycje pozbawione są walorów artystycznych. Album brzmi bardziej jak Mitski niż jej poprzednia płyta. Dla długoletnich słuchaczy jest to powrót do znajomego brzmienia, dla nowych – świeża odsłona artystki z elementami znanymi z The Land Is Inhospitable and So Are We.
Tym razem mamy również do czynienia z wyraźnie zarysowaną fabułą, zapowiadaną już od stycznia. Mitski postawiła na równie chaotyczny i tajemniczy marketing, jak sama muzyka. Zagadkowe strony internetowe oraz publikowane bez kontekstu nagrania wideo mocno podkreśliły estetykę albumu. Wszystkie wydarzenia koncentrowały się wokół Tansy House – miejsca, które w narracji płyty jest domem, w którym artystka siedzi pośród wspomnień. Fabuła początkowo wydawała się niejasna, ale wraz z premierą albumu całość nabrała sensu. Fani czuli się w czasie oczekiwania na premierę jak detektywi. Mitski specjalnie chowała odpowiedzi na ich pytania, a gra na jaką pisali się fani, potęgowała ekscytację albumem.
Zobacz również: The Cure – Songs of a Lost World – recenzja płyty. Rzecz o przemijaniu
Nothing’s About to Happen to Me to chaotyczny album opowiadający równie chaotyczną historię o dawnej miłości i samotności, z którą walczy artystka. Momentami słychać inspiracje wcześniejszymi płytami Mitski, co – jako fanka jej dawnych płyt – jest dla mnie miłym zaskoczeniem. I’ll Change for You wyraźnie próbuje jednak powtórzyć sukces My Love Mine All Mine. Niestety, dla mnie oba utwory brzmią jak muzyka rodem z windy. Mimo to historia przedstawiona przez Mitski jest intrygująca, a album zdecydowanie wart przesłuchania w całości, nie tylko we fragmentach.
fot. główna: grafika własna











