Olga Stanisławówna stała przed dyrektorem szkoły, ściskając pomięte dokumenty. „Halina Kazimierzówna, błagam! Nie wyrzucaj mnie! Mam dwoje dzieci, kredyt hipoteczny!” — Jej głos drżał. — Naprawię to, rzetelnie!”
„Olgo Stanisławo, sfałszowałaś dyplom ukończenia studiów. To poważne naruszenie, które…”
„Miałam zamiar dokończyć studia! Słowo honoru! Tylko rok do obrony w pedagogicznym!” — przerwała nauczycielka klas początkowych, a łzy spływały jej po policzkach. — „Daj mi szansę!”
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 15 w Lublinie spojrzała ze współczuciem na młodą kobietę. Olga pracowała u niej od trzech lat, dzieci ją uwielbiały, rodzice chwalili. Ale prawo to prawo.
„Dobrze. Masz miesiąc na przedstawienie autentycznego dyplomu. W przeciwnym razie…”
„Dziękuję! Stokrotne dzięki!” — Olga rzuciła się ku drzwiom, ale na progu się odwróciła. — „Skąd pani wiedziała?”
„Z kuratorium przyszła kontrola dokumentacji wszystkich pracowników. Przypadkowo wykryto nieścisłość.”
Olga wybiegła i omal nie wpadła na Bogusława Wojciecha, nauczyciela wychowania fizycznego. Wysoki, siwowłosy mężczyzna po pięćdziesiątce przytrzymał ją za łokieć.
„Co się stało, Olgo Stanisławo? Jesteś blada jak ściana.”
„Bogusławie Wojciechu, wszystko stracone!” — zaszlochała. — „Wyrzucają mnie!”
„Ale za co?”
Olga zawahała się. Przyznać się ze wstydem. Bogusław był człowiekiem zasad, z nienaganną opinią, uczył w szkole od dwudziestu lat.
„Dokumenty nie były w porządku” — wybełkotała niejasno.
„A co konkretnie? Może mogę pomóc?”
Podniosła na niego zapłakane oczy. Bogusław odnosił się do niej po ojcowsku, częstował czekoladkami, pytał o dzieci. Po rozwodzie Olgi tak brakowało męskiego wsparcia.
„Dyplom… Mam problem z dyplomem.”
„Zgubił się pewnie?”
„Tak” — skłamała, chwytając się tej deski ratunku. — „Zaginął przy przeprowadzce. A duplikat robią długo, straszna biurokracja.”
Bogusław zamyślony podrapał się po brodzie.
„Gdzie pani studiowała? W którym roku kończyła?”
„W Wyższej Szkole Pedagogicznej w Warszawie” — odparła Olga bez mrugnięcia okiem. W rzeczywistości ukończyła tam tylko trzy lata, potem wyszła za mąż, urodziła dzieci i nie wróciła na uczelnię.
„Wie pani co, mam znajomego w archiwum tej uczelni. Może pomoże przyspieszyć duplikat. Jak pani tam figurowała? Nazwisko panieńskie czy po mężu?”
Olga poczuła, jak grzęźnie w bagnie kłamstwa coraz głębiej.
„Panieńskie. Olga Stanisława Kowalczyk.”
„Dobrze, porozmawiam z Zenonem Mikołajem. Kieruje tam archiwum. Znamy się jeszcze ze studiów.”
„Jesteś… taki dobry dla mnie” — szepnęła Olga. — „Nie wiem, jak ci dziękować.”
„Co tam! Jesteśmy przecież kolegami po fachu. Trzeba sobie pomagać.”
Wieczorem Olga błąkała się po kuchni jak zwierzę w potrzasku. Siedmioletni Maksym odrabiał lekcje przy stole, pięcioletnia Natalia bawiła się lalkami w kącie.
„Mamo, czemu płaczesz?” — spytał chłopiec, odrywając wzrok od zeszytu.
„Nic, synku. Po prostu zmęczona po pracy.”
„A tata przyjdzie?”
„Nie, Maksymku. Tata mieszka teraz osobno, pamiętasz?”
Olga spojrzała na dzieci i poczuła ucisk w sercu. Dla nich sfałszowała dyplom. Potrzebowała pracy, jakiejkolwiek, byle płacili godziwie. A w szkole były dodatkowo świadczenia socjalne.
Następnego dnia Bogusław podszedł do niej na przerwie.
„Olgo Stanisławo, skontaktowałem się z Zenonem Mikołajem. Sprawdził archiwa.”
Serce zabiło jej mocniej.
„I co?”
„Rzecz dziwna. Pańskiego nazwiska nie ma w spisie absolwentów. Może pomyłka w roku? Albo nazwa wydziału?”
Olga poczuła, jak ziemia uchodzi spod nóg. Musiała coś wymyślić.
„Wie pan, Bogusławie Wojciechu, pewnie się pomyliłam. Po rozwodzie taki stres, pamięć szwankuje. Może to była inna uczelnia? Przypomnę sobie i powiem.”
„Oczywiście, niech pani się nie martwi. Głowa po wstrząsach kiepsko działa, to normalne.”
Spojrzał na nią z taką troską, iż zrobiło się jej jeszcze wstydniej. Bogusław był wdowcem, żona zmarła trzy lata wcześniej. Dzieci nie mieli. Koledzy mówili, iż bardzo to przeżył, wyjechał choćby samotnie na wczasy za granicę, by oderwać myśli.
„Bogusławie Wojciechu, mogę cię zaprosić na obiad? W podzięce za pomoc?”
„Co znowu, Olgo Stanisławo! Nie trzeba wydawać pieniędzy.”
„Ależ nie, chcę. Tyle się o mnie martwisz, pomagasz. A ja choćby nie wiem o tobie nic poza tym, iż uczysz wf-u.”
Bogusław zawahał się.
„Jeśli już, to w szkolnym bufecie. Ich kotlety mielone są wyśmienite.”
Przy obiedzie rozmawiali. Okazało się, iż Bogusław pasjonuje się wędkar
Przez lata dzieliła ich ciężka wina, ale teraz, gdy patrzył na nią z takim oddaniem w oczach, wydawała się dawno przebaczona, tylko ich dwoje wirując wśród blasku świec.