Mała buteleczka, szybki łyk, pozornie niewinny gest. Dla wielu osób to „tylko małpka”. Dla innych początek bardzo trudnej drogi, która może prowadzić do uzależnienia, rozpadu życia i walki o każdy trzeźwy dzień.
Ilona Felicjańska, była modelka, która sama przez lata zmagała się z chorobą alkoholową, nie ukrywa przerażenia skalą popularności tzw. małpek. Według statystyk w Polsce codziennie sprzedaje się od 1,3 do choćby 3 mln małych butelek alkoholu. Część z nich kupowana jest już przed południem.
Felicjańska podkreśla, iż problem nie polega wyłącznie na ilości alkoholu w jednej butelce. Najgroźniejszy jest mechanizm. Mała pojemność daje złudzenie bezpieczeństwa. Człowiek mówi sobie: „to tylko trochę”, „to nic wielkiego”, „przecież wszyscy piją”. Tymczasem alkohol bardzo gwałtownie działa na system nagrody i może stać się sposobem na stres, lęk, zmęczenie, brak odwagi czy zły nastrój.
– Jesteśmy wprowadzani w błąd, iż to nie szkodzi, iż to jest fajne, iż to jest zabawa. A ja z pełną świadomością mogę powiedzieć, iż nie tylko nadużywanie nam szkodzi. Szkodzi już pierwszy kieliszek, bo za chwilę może być kolejny i w końcu będzie za dużo – mówi Ilona Felicjańska w rozmowie z agencją Newseria.
Była modelka zwraca uwagę, iż „małpka” nie jest produktem stworzonym do celebrowania spotkania czy wspólnego spędzania czasu. To alkohol przeznaczony do szybkiego wypicia. Często w samotności, po drodze, przed pracą, w przerwie, w ukryciu. Dlatego, jej zdaniem, ten produkt szczególnie mocno uderza w osoby, które już mają problem z alkoholem.
Dla osób uzależnionych mała butelka bywa sposobem na zaspokojenie głodu alkoholowego. Daje też złudne usprawiedliwienie: „to przecież tylko jedna mała butelka”. Felicjańska mówi jednak wprost, iż w przypadku choroby alkoholowej nie ma bezpiecznego „tylko trochę”.
– Przychodzi taki moment, gdy osoba uzależniona pije już nie dlatego, iż lubi, tylko dlatego, iż musi. Nie jest w stanie przeżyć kolejnych dni albo choćby godzin bez alkoholu. To jest produkt, który po prostu zabija – podkreśla.
Ilona Felicjańska nie mówi o tym z dystansu. Sama przeszła przez chorobę alkoholową i wie, jak podstępny jest to przeciwnik. Przyznaje, iż miała w życiu kilka upadków i dziś jasno stawia granicę: nie może i nie chce napić się już nigdy.
Jak mówi, trzeźwość wymaga codziennej pracy. Z jednej strony duchowej, związanej z modlitwą, pokorą i prośbą o prowadzenie. Z drugiej strony bardzo konkretnej, fizycznej i psychicznej. Choroba alkoholowa, jak każda choroba, wymaga zasad, czujności i konsekwencji.
– To bardzo podstępna choroba. Będąc w ciągłym piciu, absolutnie nie zauważamy problemu. Wydaje nam się, iż zachowujemy się tak jak wszyscy inni, bo przecież wszyscy piją – mówi Felicjańska.
Jej historia jest ostrzeżeniem, ale też świadectwem. Uzależnienie nie zaczyna się od dna. Często zaczyna się od małego gestu. Od jednego kieliszka. Od jednej „małpki”. Od przekonania, iż wszystko jest pod kontrolą.
A później kontrolę przejmuje alkohol.







