Czterdziestoletnia Zuza wchodzi w relację ze starszym od niej o kilka lat Kubą, który wychowuje sześcioletniego syna Franka. Pełniąc rolę macochy, kobieta niespodziewanie nawiązuje z chłopcem niezwykle głęboką i istotną dla obu stron relację. Problem zaczyna się wtedy, gdy uczucie łączące ją z partnerem zaczyna wygasać.
„Te konotacje ufundowali nam bracia Grimm”
Brzmi jak zarys filmowego scenariusza? Dokładnie nim jest, tylko, iż ta historia wydarzyła się naprawdę, a podobny los może dotykać coraz większą część społeczeństwa. Według obecnych szacunków w Polsce może żyć już choćby milion rodzin patchworkowych, czyli tworzonych przez partnerów wychowujących dzieci z wcześniejszych relacji.
Ważną rolę w tym układzie pełni macocha - kobieta opiekująca się dziećmi swojego partnera lub męża, które nie są jej biologicznym potomstwem. Funkcja ta jest jednak naznaczona stereotypami, powielanymi przez lata w dziełach kultury, chociażby baśniach, w których głównymi czarnymi charakterami są „złe macochy”.
- Te konotacje ufundowali nam bracia Grimm ponad dwieście lat temu i to uprzedzenie pokutuje do dziś, mimo iż świat całkowicie się zmienił - zauważa Adam Porębowicz, reżyser i scenarzysta filmu „Macocha” (2025).
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Kadr z filmu Adama Porębowicza „Macocha”
Ten film zdobył 7 nagród
Adam Porębowicz, 41-letni niezależny reżyser z Warszawy, krókometrażowym filmem „Macocha” chciał obalić negatywny mit, jaki wytworzył się wokół funkcji macochy.
- Zaskoczyło mnie, iż temat tego, co tak naprawdę oznacza być macochą, pozostaje adekwatnie nieopowiedziany - ani w kinie, ani w literaturze. To powszechne doświadczenie, które wciąż funkcjonuje jako tabu - ocenia.
Jego porodukacja wywołuje poruszenie widzów. Została nagrodzona już siedem razy, w tym na:
- Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia",
- Ogólnopolskim Konkursie Filmów Niezależnych OKFA w Koninie,
- Festiwalu Filmowym "Hommage a Kieślowski" w Sokołosku
- Bana Film Festiwal w Pleszewie, gdzie zodbyłą Grand Prix.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Rozmowa z Adamem Porębowiczem
Film „Macocha” powstał po tym, gdy twoja koleżanka - która potem stała się współscenarzystką - opowiedziała ci na towarzyskim spotkaniu swoją historię. Co wywarło w niej na tobie największe wrażenie?
Dorota Chrobak podzieliła się nią ze mną prywatnie, bez żadnego zamiaru tworzenia scenariusza. Jej przeżycia wyjątkowo mocno poruszyły mnie emocjonalnie. Najbardziej uderzyła mnie niesprawiedliwość wpisana w relacje patchworkowe oraz poczucie bezsilności, z jakim mierzy się kobieta w roli macochy. Te emocje stały się punktem wyjścia do opowiedzenia historii. Moje pokolenie to w dużej mierze pokolenie patchworku - wszyscy mamy za sobą pozamykane i na nowo otwierane związki, w których musimy się odnaleźć. Zaskoczyło mnie, iż temat tego, co tak naprawdę oznacza być macochą, pozostaje adekwatnie nieopowiedziany - ani w kinie, ani w literaturze. To powszechne doświadczenie, które wciąż funkcjonuje jako tabu.
Słowo „macocha” budzi pejoratywne skojarzenia - przywodzi na myśl złe bohaterki baśni. Chciałeś przełamać ten schemat?
Te konotacje ufundowali nam bracia Grimm ponad dwieście lat temu i to uprzedzenie pokutuje do dziś, mimo iż świat całkowicie się zmienił. Obserwuję moich rówieśników - dla wielu z nich taka relacja to codzienność. Trudno dziś mówić o macochach czy ojczymach jako o wstrętnych ludziach, którzy życzą źle swoim pasierbom. Chcieliśmy zdemitologizować ten obraz i zmienić negatywne postrzeganie tej roli na bardziej neutralne, a choćby pozytywne.
Szacuje się, iż w Polsce żyje w tej chwili od kilkuset tysięcy do choćby miliona rodzin patchworkowych. Uważasz, iż jako społeczeństwo potrafimy się w tej rzeczywistości odnaleźć?
Trudno mi mówić o ogóle i statystykach. Mogę odnieść się jedynie do konkretnych przykładów ze swojego otoczenia - jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej. Na pewno jest to sytuacja bardzo dynamiczna. W pokoleniu naszych rodziców rozwody nie były tak oczywiste; raczej walczono o relacje, choćby te nieudane. Moje pokolenie to zmieniło. To wciąż stosunkowo nowy proces, który dzieje się na naszych oczach, dlatego trudno o jednoznaczną diagnozę. Wszystko zależy od konkretnego człowieka. Jako społeczeństwo wciąż musimy przepracować i lepiej zrozumieć te doświadczenia.
Główna bohaterka twojego filmu po rozstaniu z partnerem prosi o możliwość dalszego widywania się z jego dzieckiem, choć biologicznie nie jest z nim spokrewniona. Jej postawa może wielu dziwić, a choćby szokować.
Odbiór filmu zależy w dużej mierze od wrażliwości widza. Dla części odbiorców ta sytuacja faktycznie może wydawać się dziwna - prawdopodobnie dlatego, iż sami nie dążyliby do podtrzymania takiego kontaktu. Ja jednak opowiadam historię konkretnej osoby. Zuza weszła w relację z tym małym chłopcem tak głęboko, iż między nimi zrodziło się coś wyjątkowego - coś, czego po prostu nie chciała stracić. Bardzo zależało jej na tym dziecku. Myślę, iż to uniwersalny mechanizm w relacjach międzyludzkich: jeżeli kogoś naprawdę pokochasz i zbudujesz z nim więź, walczysz o to, by tej osoby nie stracić. I Zuza podjęła tę walkę.
Pełny wywiad przeczytasz kilkając w poniższy link.
https://zpleszewa.pl/kultura/macocha-czyli-matka-na-smieciowce-rezyser-przelamuje-tabu-to-dla-nich-codziennosc/0g4DrPJsSfX5WHxjhND4















