Miliarder i prezes zarządu, Julian Czarnecki, właśnie wychodzi z kolejnego niekończącego się spotkania w biurowcu na Mokotowie. Siedział tam z ludźmi przekonanymi, iż ratują świat, podczas gdy on marzył tylko, by się wydostać. Wsiadł do swojego opancerzonego BMW, rzucił krótkie instrukcje kierowcy i zaczął bezmyślnie przeglądać telefon w korku, który sparaliżował Warszawę w popołudniowym szczycie. […]