Dziennik, 12 sierpnia
Przyjechałem dzisiaj do wsi, by odwiedzić moją ciocię. W tym małym podkarpackim miasteczku od dawna nie mam już nikogo rodzice odeszli wcześnie, kuzyni porozjeżdżali się po świecie, została tylko ciocia Halina.
Gdy wszedłem znajomą furtką na podwórko, zobaczyłem, jak ciotka Halina wychodzi z domu.
A czemu nie zadzwoniłeś, nie uprzedziłeś, iż będziesz? zawołała i od razu przytuliła mnie mocno do piersi. A Dorota z dziećmi nie przyjechali?
Nie, nie dali rady. Zostali w Krakowie odpowiedziałem.
Ciocia Halina prędko przygotowała obiad, po którym usiedliśmy przy herbacie. Po chwili, gdy rozmowa już zeszła na codzienne sprawy, ciocia wyciągnęła z szafy stary papier.
Patrz, co znalazłam w kufrze w piwnicy powiedziała nagle i wręczyła mi kartkę.
Gdy przebiegłem wzrokiem po jej treści, poczułem dziwny niepokój. Była to opinia lekarska, napisana mnóstwo lat temu, kiedy miałem siedem lat i ciężko zachorowałem. Wynikało z niej, iż po tamtej chorobie w przyszłości nie będę mógł mieć dzieci. Dawno zapomniany dokument, wydany jeszcze mojej mamie, o którym nie miałem pojęcia.
Nie przejmuj się tak, Bartku poklepała mnie po ręce ciocia Halina. To było tak dawno. Może dawno już ci się poprawiło. Sam zobacz, masz dwójkę dzieci, nie znalazły się tutaj przez przypadek!
Zostałem wtedy u cioci na noc. Spałem niespokojnie przecież jeżeli ten papier mówił prawdę, to ja… wychowywałem cudze dzieci. Próbowałem znaleźć wyjaśnienie. W żonie byłem zawsze pewien…
Moja mama zmarła, zanim skończyłem dziesięć lat, a ojciec gwałtownie znalazł sobie nową żonę. Dlatego często spałem właśnie u cioci Haliny. Była młodszą siostrą mamy i stała się dla mnie niemal matką.
Po służbie wojskowej zdecydowałem, iż nie chcę wracać do rodzinnej wsi. Pracy tam nie było, a z ojcem nie układało mi się za dobrze. Przeniosłem się do Krakowa, zatrudniłem jako kierowca autobusu i zamieszkałem w akademiku. Po kilku latach przeszedłem na busiarza, a gdy trochę odłożyłem, mogłem w końcu pozwolić sobie na malutkie mieszkanie.
Później poznałem Dorotę. O tym, iż zostanę ojcem, powiedziała mi jeszcze przed ślubem. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Po trzech latach urodziła się nam córka, a zaraz potem synek.
Po czterdziestce, gdy udało mi się uskładać trochę oszczędności (jakieś kilkanaście tysięcy złotych), odszedłem z pracy kierowcy i założyłem własną działalność transportową. Mały biznes się rozrastał, a ja byłem dumny z siebie firma dawała stały dochód, a rodzina kwitła.
Kiedy dowiedziałem się tego wszystkiego od cioci Haliny, nie mogłem wrócić do domu od razu. Pojechałem do Warszawy na badania niestety, lekarze potwierdzili, iż tamta diagnoza była słuszna. Wróciłem przygnębiony, nie poznawałem sam siebie.
Bartku, wróciłeś! Zjesz coś? powitała mnie Dorota.
Nie odpowiedziałem sucho i położyłem na stole wyniki badań.
Co to jest? spytała zaskoczona.
To dokument, który mówi, iż w tym życiu nie mogłem mieć dzieci.
Dorota usiadła z wrażenia.
To na pewno jakaś pomyłka…
Nie kłam już więcej powiedziałem stanowczo. jeżeli nie powiesz prawdy, zniknę stąd raz na zawsze.
Dobrze, wszystko ci powiem zgodziła się cicho.
Z jej opowieści dowiedziałem się, iż jeszcze w liceum spotykała się ze swoim kolegą, a po szkole ich spotkania trwały dalej. Ale potem odszedł do jej przyjaciółki.
Wtedy poznałam ciebie wyznała. Niedługo później zorientowała się, iż jest w ciąży. Nie była pewna, kto rzeczywiście jest ojcem, ale nie widziała innego wyjścia. Bała się mówić rodzicom ślub był dla niej ratunkiem.
Z pierwszym dzieckiem mogę ci to wybaczyć przerwałem jej. Ale jak wytłumaczysz syna?
Wtedy rozpłakała się. Ty często jeździłeś w długie trasy, rzadko bywasz w domu. Któregoś razu spotkałam znowu tego znajomego. Zaprosił mnie na kolację i poszłam. Nigdy już z nim więcej nie byłam, ale tej zdrady nie mogę sobie wybaczyć. Naprawdę kocham tylko ciebie.
Po jej wyznaniu siedziałem długo w milczeniu, trzymając się za głowę.
Bartku, proszę cię, nie odchodź! Nie wytrzymam bez ciebie!
Nie mogę na ciebie patrzeć odpowiedziałem i wyszedłem.
Dorota wybiegła za mną, płakała, ale nie odwróciłem się. Zamknąłem za sobą drzwi i nie wracałem do domu.
Pogrążyłem się w pracy, siedziałem całymi dniami w biurze, w weekendy uciekałem do cioci na wieś. Noce były najtrudniejsze.
Patrzyłem w sufit i myślałem: całe życie poszło na marne. Po co to wszystko? Jak dalej z tym żyć?
Rano miałem w głowie same sprzeczności. Gdybym wtedy, po wojsku, wiedział, iż nie będę mógł mieć dzieci, pewnie nigdy bym nie założył rodziny. Nie poczułbym, czym jest ojcostwo. Przecież tyle szczęśliwych dni przeżyłem dzięki temu, iż nic nie wiedziałem.
W niedzielę przyjechały do mnie dzieci.
Tato, nie wiem, co stało się z mamą, ale odwróciłeś się od nas. Nie chcesz nas już widzieć? zapytała córka od progu.
Co ty mówisz, córeczko przecież was przez cały czas kocham. Po prostu z mamą bardzo się pokłóciliśmy.
Tato, wracaj do mamy. Ona płacze dniami i nocami. Boję się o nią wtrącił się syn.
Tato, nie obrażaj się już na mamę! A przy okazji będziesz dziadkiem! ucieszyła się córka.
Przytuliłem ją i, ściskając mocno, powiedziałem:
To naprawdę dobra wiadomość!
Tato, nie pojedziemy bez ciebie powiedział poważnie syn. Dość już tych nieporozumień. Naprawdę, można się rozstać po tylu wspólnych latach przez coś takiego?
Uśmiechnąłem się lekko przekonali mnie.
Dobrze… zbieramy się do domu.
Dziś wiem jedno: czasem brak wiedzy pozwala przeżyć prawdziwe szczęście. Każdy dzień z dziećmi był dla mnie największym darem, choćby jeżeli życie napisało inny scenariusz niż przypuszczałem. Cenię te wspomnienia i już wiem, iż najważniejsza jest miłość, a nie to, co zapisane w dokumentach.






