W 2023 roku Andrzej Turowski opublikował obszerne, dwutomowe opracowanie Radykalne oko, w którym I wojnę światową potraktował jako najważniejsze wydarzenie w historii XX-wiecznego modernizmu. To ona, pisał, zapoczątkowała półwiecze katastrof, a awangardę naznaczyła poczuciem kryzysu oraz destrukcji. W jego książce jest też obecna kolejna wojna światowa, która przyniosła ostateczny kres modernistycznym poszukiwaniom. Pamięć o wojennej traumie zajęła zaś miejsce utopii.
Andrij Bojarov, odwołując się do książki Andrzeja Turowskiego, wystawę poświęcił Lwowowi między dwoma wielkimi wojnami. Po zakończeniu pierwszej z nich miasto znalazło się w granicach II Rzeczypospolitej. Lwów utracił status stołeczności, jakim cieszył się w czasach autonomii galicyjskiej, ale – jako trzeci pod względem wielkości – pełnił wciąż funkcję ważnego ośrodka politycznego, gospodarczego i naukowego. W pamięci jego mieszkańców pozostały jednak polsko-ukraińskie walki o miasto w 1918 roku, a za wschodnią granicą leżała nowopowstała Ukraińska Socjalistyczna Republika Sowiecka (jako część ZSRR). Cieszyła się ona ograniczoną, ale jednak formalną autonomią, która pozwoliła w latach 20. prowadzić skuteczną politykę ukrainizacji, tworzenia nowej tożsamości kulturowej – ukraińskiej i sowieckiej zarazem. Sprawiło to, iż Lwów, określany w II połowie XIX i na początku kolejnego stulecia mianem „ukraińskiego Piemontu”, zaczął tracić na znaczeniu. Miastu, chociaż przez cały czas ważnemu, groziła prowincjonalizacja, artystycznie zaś dla polskich środowisk ważnymi miejscami stały się Kraków, Warszawa i Łódź, a dla ukraińskich Charków, Kijów i Odessa. Ten kontekst polityczny i społeczny jest najważniejszy dla wyjaśnienia życia artystycznego we Lwowie w latach 20. I 30. XX wieku, ale też dla znaczenia wystawy przygotowanej przez krakowskie Muzeum Narodowe.
Czytając Radykalne oko, Andrij Bojanov zwrócił także uwagę na istotne spostrzeżenie jego autora, iż I wojna światowa ujawniła „odrębne obszary męskiego i kobiecego doświadczenia”. Bohaterkami jego wystawy stały się zatem twórczynie, które odgrywały istotną rolę w życiu artystycznym miasta (i nie tylko) w dwudziestoleciu międzywojennym. Powstała pierwsza w Polsce ekspozycja poświęcona wyłącznie twórczości kobiet we Lwowie w latach 1918-1939. Jednak jej kurator dodał jeszcze jeden kontekst: wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. Ona sprawia, iż twórczość, a także same losy artystek z międzywojnia stają się niepokojąco aktualne.
Wystawę otwiera przejmujący kolaż Margit Sielskiej My nie chcemy wojny. Powstał w latach 30. XX wieku, w których coraz bardziej powszechny stał się lęk przed nowym zbrojnym konfliktem. Artystka wykorzystała w nim twarz Madonny, która spogląda na bezmiar leżących martwych ciał i cmentarnych krzyży, dodając jeszcze czerwoną strugę przypominającą rozlaną krew. To praca przywołująca traumy związane z niedawnymi zaciekłymi walkami w latach 1914-1918, których m.in. Galicja była areną, i jednocześnie przestrzeżenie przed możliwą kolejną wojną.
Kolaż Margit Sielskiej jednocześnie podsumowuje ekspozycję i łączy się w swym uniwersalistycznym przesłaniu z kolejną, trwającą od 2014 roku wojną, której najbardziej krwawą, totalną odsłonę rozpoczęła pełnoskalowa agresja Rosji 24 lutego 2022 roku. Jej bezpośrednio na wystawie dotyczą dwie współcześnie powstałe prace wideo. Jedna to My-Musical (2022–2023), zapis działań muzyczno-scenicznych zrealizowanych przez artystów i osoby uciekające z terenów ogarniętych wojną, które znalazły schronienie we Lwowie (liczbę wewnętrznych przesiedleńców szacuje się łącznie na ok. 4,6 mln). Wspólne tworzenie stało się dla nich formą radzenia sobie z traumą, byciem uchodźcą, osobą pozbawioną stałego lokum. Druga praca to film wideo Oli Hajdasz (Ola Gaidash) stworzony we współpracy z Olhą Marusyn Krótki katalog obiektów muzealnych skradzionych z ukraińskich muzeów podczas inwazji rosyjskiej w 2022 roku (2023) w którym studenci i wykładowcy amsterdamskiego Sandberg Institute w improwizowanym performansie przedstawili utracone dzieła. Opowiedzieli o nich dzięki gestów, przywracając utracone muzealia.
Lwów, określany w II połowie XIX i na początku kolejnego stulecia mianem „ukraińskiego Piemontu”, zaczął tracić na znaczeniu. Miastu, chociaż przez cały czas ważnemu, groziła prowincjonalizacja.
Dzięki obu pracom przeszłość staje się czymś namacalnym, bliskim. Jednocześnie, jak zauważyła Luiza Nader pisząc o krakowskiej wystawie na łamach pisma „re/visions”, próbuje się ona „przeciwstawić wielkim narracjom, a także narodowym definicjom historii, sztuki i kultury. Zamiast tego, stara się wysunąć na pierwszy plan pojęcia lokalności i specyfiki miejsca”. Przede wszystkim jednak odwołuje się ona do jednostkowych losów. Głównymi bohaterkami ekspozycji w krakowskim muzeum są reprezentantki dwóch pokoleń artystek, wywodzących się z różnych środowisk, odwołujących się do rozmaitych trendów artystycznych, ale też – czego jednak nie można pominąć – o własnych, odrębnych autoidentyfikacjach narodowych.
Pierwsze z tych pokoleń przyszło na świat na przełomie lat 70. i 80. XIX wieku. Jest w tym gronie urodzona w 1877 roku malarka Ołena Kulczycka, ale także malarki Maria Wodzicka i Józefa Kratochwila-Widymska – obie rocznik 1878. Wreszcie o cztery lata o nich młodsza rzeźbiarka Luna Drexler. Jest też na Lwowiankach kolejne pokolenie, które przyszło na świat na przełomie XIX i XX wieku. Do niego przynależą m.in. urodzone w 1895 roku fotografka Wanda Diamand i rzeźbiarka Janina Reichert-Toth, oraz o rok od nich starsza malarka Jarosława Muzyka. W tym gronie znalazły się wreszcie pisarka i krytyczka Debora Vogel oraz malarka Margit Reich-Sielska – obie rocznik 1900.
Różnice wieku między jedną a drugą grupą mogą wydać się mało istotne (bo też nie są duże), ale przyszło im dorastać w odmiennych warunkach politycznych i społecznych, w tym dotyczących praw kobiet i ich dostępu do edukacji artystycznej. Jedne z nich wreszcie przeżyły pierwszą wojnę światową jako dorosłe osoby, dla innych lata 1914–1918 to był dopiero czas dorastania. Wystawia jednocześnie pokazuje lwowskie środowisko jako wspólnotę, mimo różnic politycznych, ideologicznych czy też narodowościowych, które w dwudziestoleciu międzywojennym dzieliły Lwów. Miasto „bezustannej komunikacji, mieszania się różnych elementów, czyli miejsce, które ciągle się odnawia” – jak pisało o nim ważne, wydawane w latach 30. lewicowe pismo „Sygnały”.
Największym odkryciem wystawy jest twórczość, zdjęcia i filmy ukraińskiej dziennikarki i pisarki Sofiji Jabłonskiej (Sofia Jablonska). Jej filmy powstałe podczas podróży w latach 1933–1939 do państw Azji i Dalekiego Wschodu pokazują jej uważność w obserwacji poznawanego przez nią świata.
Artystki zgromadzone na wystawie współtworzyły sieć instytucji artystycznych, które w znacznej mierzy określały życie artystyczne i intelektualne we Lwowie. Luna Drexler w 1917 roku założyła Polskie Towarzystwo Antropozoficzne. Była też jedną z twórczyń powołanego w tym samym roku Związku Artystek Polskich, a należały do niego także Józefa Kratochwila-Widymska, Janina Reichert-Toth i Maria Wodzicka. Jarosława Muzyka nie tylko znalazła się wśród założycieli powołanego w 1931 roku Stowarzyszenia Ukraińskich Artystów Niezależnych (Asocijacija Niezałeżnych Ukrajinskich Mytciw – ANUM), ale została jego przewodniczącą. Wanda Diamand i Janina Mierzecka były członkiniami Lwowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Obie też działały w Klubie Filmowym Awangarda.
Wystawa przypomina o tej sieci wzajemnych powiązań, relacji artystycznych i towarzyskich. Jednocześnie, co dobrze pokazuje sama ekspozycja, wspólnym mianownikiem dla twórczości lwowskich artystek było samo miasto. Bohaterki wystawy odwoływały się zaś do bardzo różnych tradycji artystycznych. Luna Drexler bliska była secesji, by później pod wpływem Antoine’a Bourdelle’a, u którego studiowała w Paryżu, zacząć tworzyć prace dużo bardziej syntetyczne i oszczędne. W sztuce z przełomu XIX i XX wieku zakorzenione były też prace Ołeny Kulczyckiej. Inne, jak Janina Reichert-Toth czy Jarosława Muzyka poszukiwania pierwszych awangard łączyły z tradycją dawnej sztuki lub z twórczością ludową, tworząc syntezę modernizmu z przeszłością, tak częstą w twórczości lat 20 i 30 ubiegłego stulecia. Jedynie Margit Sielska wraz z całym środowiskiem Artesu wpisywała się w aktualne poszukiwania w sztuce tego czasu. Jest jednak obraz niezwykły, przełamujący wyobrażenia o podziałach artystycznych. Ten jedyny na wystawie przykład abstrakcji powstał w latach 30. i jest autorstwa Olgi Blus-Lewickiej, matki Leopolda Lewickiego, ważnego członka pierwszej Grupy Krakowskiej. Zajmowała się ona haftem oraz szyciem, co widać w płótnie przypominającym układ tradycyjnej ludowej płachty, zszytej z różnokolorowych kawałków tkanin. Stworzyła, wspierając poszukiwania syna, pracę nowatorską, a jednocześnie zakorzenioną w lokalnej, ukraińskiej tradycji.
W krakowskim Muzeum Narodowym udało się połączyć dwie perspektywy: środowiskową, czyli zarys życia artystycznego we Lwowie, i indywidualną, najczęściej ukazywaną na przykładzie pojedynczych dzieł. Znalazły się wśród nich niezwykłe, intrygujące prace, poczynając od wspomnianego już kolażu Margit Sielskiej. Pracy będącej dzisiaj jedynym znanym przykładem realizacji przez artystkę formułowanego w latach 30. przez lewicowych artystów programu „faktorealizmu”. Sztuki zaangażowanej, w której realistyczna forma miała łączyć ją z aktualnymi treściami społecznymi (jest to zresztą jedyny kolaż jej autorstwa znajdujący się w zbiorach muzeów ukraińskich).
Wymazana awangarda. „W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie” w Muzeum Sztuki w Łodzi
Piotr Policht
Przypomniano na wystawie zdjęcia Janiny Mierzeckiej z cyklu Ręka pracująca (1935), powstałe jako dokumentacja do książki jej męża Henryka Mierzeckiego, poświęconej zmianom i uszkodzeniom skóry rąk powstałym na skutek działalności zawodowej. Mimo swego pierwotnego utylitarnego przeznaczenia do dziś robią wrażenie swym radykalizmem formy, bliskim poszukiwaniom fotografii związanej z Nową Rzeczowością. Podobnie bliski temu nurtowi jest obraz Marii Wodzickiej Koncert (1932). Wreszcie, na wystawie można posłuchać utworów ukraińskiej kompozytorki Stefanii Turkewycz, która w swej twórczości łączyła klasyczne tradycje dziewiętnastowiecznej symfoniki z modernistycznymi poszukiwania. Co ważne, jej kompozycje, jak Sonata na skrzypce i fortepian (1935) nie stały się muzycznym tłem dla innych obiektów, lecz, co przez cały czas nie jest częste na muzealnych wystawach, funkcjonują na tych samych prawach co obrazy czy rzeźby.
Jednak największym odkryciem tej wystawy jest twórczość, zdjęcia i filmy ukraińskiej dziennikarki i pisarki Sofiji Jabłonskiej (Sofia Jablonska). Jej filmy powstałe podczas podróży w latach 1933–1939 do państw Azji i Dalekiego Wschodu – na wystawie są prezentowane ich fragmenty – pokazują jej uważność w obserwacji poznawanego przez nią świata, a jednocześnie unikanie jego egzotyzacji, popadania w sztampowe klisze. Towarzyszy im wybór autoportretów, na których bardzo świadomie przedstawiała siebie jako niezależna, aktywna osoba.
Uchodźcy ze świata sztuki. „Awulsja” Zhanny Kadyrovej w Galerii Arsenał w Białymstoku
Piotr Kosiewski
Druga wojna światowa – to drugie wydarzenie wyznaczające granice czasowe krakowskiej ekspozycji – przyniosła ostateczny kres miasta w kształcie, także narodowym, w jakim przez stulecia ono funkcjonowało. Debora Vogel, jej mąż Szulim Barenblüth oraz ich syn Aszer giną podczas akcji likwidacyjnej we lwowskim getcie w sierpniu 1942 roku. Wandzie Diamand udało się wyjechać do Warszawy. Jednak tam w 1943 roku zostaje aresztowana przez gestapo i zamordowana. Z lwowskiego getta do Warszawy ucieka z rodzicami najmłodsza bohaterka krakowskiej wystawy, urodzona w 1913 roku Erna Rosenstein. Niestety podczas poszukiwania kolejnego miejsca ukrycia jej ociec i matka zostają brutalnie zamordowani przez polskiego szmalcownika. Artystka ocaleje i potem przez lata w swej twórczości wracać będzie do tragicznej nocy, w której zginęli jej rodzice. Obrazy Erny Rosenstein, w tym obecne na wystawie Świt i Północ (oba z 1979 roku), są jednym z najbardziej przejmujących artystycznych świadectw Holocaustu.
W 1944 roku ze Lwowa wyjeżdża Stefania Turkewycz – ostatecznie na stałe osiada w Wielkiej Brytanii. Na Zachodzie pozostaje też Sofija Jabłonska. Po zmianach granic do Polski wyjeżdża Janina Mierzewska. Podobnego wyboru dokonuje Janina Reichert-Toth oraz jej mąż Fryderyk. Udają się do Krakowa, gdzie pracują przy konserwacji ołtarza Wita Stwosza wywiezionego podczas wojny przez Niemców do Norymbergi. Ona przez cały czas potem tworzy, jednak nigdy już nie będzie się zajmowała rzeźbą monumentalną na taką skalę, jak miało to miejsce we Lwowie.
W powojennym Lwowie pozostaje Margit Reich-Sielska (w czasie wojny ze wglądu na żydowskie pochodzenie musiała się ukrywać). Ona i jej mąż Roman Sielski byli jedynymi członkami Artesu, którzy nie opuścili miasta. Potem, przez dekady, zajmowali ważne miejsce w życiu intelektualnym Lwowa. Podobnego wyboru dokonują zaangażowane w ukraińskie życie kulturalne Ołena Kulczycka i Jarosława Muzyka, ale także Polki Józefa Kratochwila-Widymska i Maria Wodzicka. Jednak funkcjonowały one już w innym mieście i w innym otoczeniu społecznym, instytucjonalnym, wreszcie artystycznym.
Odklejka i brutalna rzeczywistość. Rok 2025 w Europie Środkowo-Wschodniej
Vera Zalutskaya
Część prac prezentowanych w Krakowie pochodzi z ukraińskich zbiorów publicznych. Ich obecność w Polsce jest także formą ochrony przed wojną. Jednak Lwowianki przede wszystkim – obok niedawnej ekspozycji W oku cyklonu w łódzkim Muzeum Sztuki, dają możliwość poznania dorobku ukraińskiego modernizmu. W Polsce dość dobrze znamy twórczość powstającą współcześnie w Ukrainie, jednak teraz, jak zauważył na łamach „Szumu” Piotr Policht w tekście poświęconym łódzkiej wystawie, „najwyższa pora sięgnąć do źródeł ukraińskiej nowoczesności”.
Międzywojenny Lwów, ale też wcześniejszy okres tego miasta, jest tu dobrym przykładem – twórczość artystów i artystek kluczowych dla ukraińskiej sztuki tego czasu jest w Polsce niemalże całkowicie nieznana. Jednak nie tylko chodzi o poznanie tego dorobku. Kluczowa jest inna kwestia, czy uzyskana m.in. dzięki tym ekspozycjom wiedza, ale też kontakty, zmienią sposób opowiadania o niej przez polskie instytucje.
















