Podczas Great September jednym z paneli była rozmowa twórców podcastu Podcastex z Michałem Wiśniewskim, liderem grupy Ich Troje. Łódzka grupa obchodzi w tym roku trzydziestolecie swojego debiutu Intro. Wojciech Miśkiewicz miał okazję porozmawiać z muzykiem między innymi nie tylko o początkach zespołu, ale też wpływie formacji na polską scenę oraz nostalgii w obecnej popkulturze.
Wojciech Miśkiewicz: Trzydziestolecie Ich Troje, czy trzydziestojednolecie, nie ominęło Łodzi. Wracasz na taką imprezę nie jako początkujący artysta, ale już jako osoba o dużym bagażu doświadczeń. Nie tylko scenicznych, ale też życiowych. Czy to jest dla ciebie taka trochę klamra, podsumowanie tego, co w swoim życiu przeżyłeś?
Michał Wiśniewski: Fajnie, iż ludzie są mnie ciekawi, iż poświęcają swój czas, bo to jest najcenniejsza rzecz, którą mamy w życiu. Czy to ma jakąś wartość? Oczywiście, iż ma wartość. Nie dla wszystkich na pewno, ale ja osobiście dalej szukam wiedzy. Jadąc co pięć lat na konwent Star Treka, jako fan tego universum, rozmawiam z aktorami, rozmawiam z reżyserami, słucham anegdot i uczę się od nich. Zawsze coś dla siebie z tego wyciągnę. Jestem interesujący ludzi, którzy osiągnęli sukces, a ponieważ częścią składową sukcesu jest również porażka, to tym bardziej jestem interesujący tych, którzy przez to przechodzą. Więc bardzo się cieszę, iż duża publika tu była. Myślę, iż coś dla siebie wynieśli, mimo tego, iż część osób uważa, iż mój zespół, jego wartość jest jedynie dla Polski C czy D. Dla mnie to jest bez znaczenia, bo ja mogę grać dla Polski H i J i będę z tego czerpał dużo radości.
W.M. Był taki serial, każdemu znany Czterdziestolatek. Tam było, iż 40 lat minęło jak jeden dzień. Czy te twoje lata z Ich Troje też minęło jak jeden dzień? Czy to była taka chwilami bardziej walka, choćby niechęć do tego, co się robi? Większe czy mniejsze trudności w życiu zawsze mamy, nieważne co robimy.
M.W. Bycie artystą to jest w ogóle istny rollercoaster. I to nie tylko dlatego, czy ty jesteś bardziej popularny w danym momencie czy mniej, ale przecież życie pisze własne scenariusze. Zostawi cię jutro kobieta albo chłopak lub wydarzy się cokolwiek innego. I już całe twoje życie się wywraca do góry nogami. Wychodzisz do twojej publiczności w zupełnie innym nastawieniu. Więc to nie są tylko te czynniki czysto artystyczne, które o czymś decydują, tylko te po prostu życiowe i zmieniają ciebie jako człowieka. Myślę, iż to jest rzecz, o której bardzo dużo możesz sobie posłuchać na naszych sweterkowych płytach. Tam, gdzie jest ta piosenka poetycka, gdzie jest trochę filozofii, trochę psychologii i trochę takiego bezczelnego, bezpośredniego komentarza w stronę świata. W tym przypadku Andrzeja Wawrzyniaka, który jest autorem i muzyki i słów. Ale gdybym się z tym nie identyfikował w 100%, to by tego nie było.
W.M. 25 lat temu, kiedy wychodziła płyta 4, byliście najpopularniejszym polskim zespołem. Graliście i na dużych galach telewizyjnych i na największych obiektach, plenerach. To był czas, kiedy ty osobiście na scenie, mimo tego co się działo, tej popularności, pieniędzy, czułeś się najbardziej samotny? Nie czułeś sie odosobniony ze swoją twórczością na scenie?
M.W. Chyba nigdy nie miałem czasu przerobić pewnych rzeczy. Nie wiem czy byłem samotny, byłem pijany. Czy przez samotność? Pewnie w jakimś sensie tak. Niczego jednak nie zawaliłem w tamtym czasie. Po prostu straciłem kupę swojego życia na alkohol. Czy żałuję? Nie, niczego nie żałuję w swoim życiu. Ale też nie mam specjalnie czego wspominać, bo wszystko jest dokładnie udokumentowane, jak sam zdajesz sobie sprawę. Pozostała masa zdjęć, masa nagrań, dokumentów.
W.M. Chociażby Gwiazdor Sylwestra Latkowskiego?
M.W. Na przykład. Te miano, ślady będą mi do końca życia przypominały, gdzie byłem, gdzie jestem, a mnie pozostanie tylko gdzie będę.
W.M. Na przełomie wieków w tej, wtedy jeszcze bardzo mocno biednej, posiadającej mnóstwo kompleksów Polsce, pojawiacie się wy z pełnym performancem na wzór zachodnim. Myślisz, iż ta odwaga i rozmach były tym głównym czynnikiem, który pokazał nie tylko wam, ale przede wszystkim nam Polakom, iż w Polsce można tworzyć na najwyższym poziomie? Nie odwoływać się do ojczyzny czy też do jakichś wyższych wartości jak w PRL-u, tylko po prostu się bawić, cieszyć się tym, co jest na co dzień.
M.W. To prawda, ale my przecież nie wyważaliśmy otwartych drzwi. My zrobiliśmy coś, co już wszędzie miało miejsce i tak naprawdę przełamaliśmy ten obciach tego, iż prawdziwa muzyka to musi się rodzić w bólu i w nędzy. Mam nadzieję, iż to odkrywamy w słowie i to słowo opakowane w muzykę, daje nam łatwiej przyswajalny do obcowania, do identyfikowania się przekaz. Natomiast w początkach Ich Troje, w 1996 roku, jak zobaczysz sobie zabawy sylwestrowe i show telewizyjne, nigdy nie zobaczysz żadnych tancerzy na imprezach telewizyjnych. My wprowadziliśmy to w Polsce, znaczy przełamaliśmy, bo przecież to funkcjonowało od lat na świecie. My stwierdziliśmy, iż oni będą po prostu dla nas cudownym, wspaniałym, żywym tłem. I nagle się okazało, iż każdy to wykorzystuje i dzisiaj robi to również na przykład hip-hop. Inscenizacja okazuje się po prostu czymś, co jest dodatkiem dla kolejnego zmysłu, czyli nie tylko dla słuchu, ale i dla wzroku. I to tyle. Dzisiaj to już żaden obciach.
W.M. Wrócę do waszego pierwszego krążka i utworu Prawo, z tekstem autorstwa Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. To pierwszy polski utwór wprost odwołujący się wprost do środowiska LGBT. Wtedy nie do końca zostało to zrozumiane. Po 30 latach ten utwór twoim zdaniem brzmi również świeżo jak 30 lat temu? Dalej wielu osobom trzeba tłumaczyć, w cudzysłowie, co artysta miał na myśli?
M.W. W ogóle nie wolno publiczności tłumaczyć, co artysta miał na myśli. Chodzi o to, żebyś ty wyciągnął z tego to, co dla ciebie najbardziej istotne i również żebyś stworzył własną interpretację. Nie wyobrażam sobie, żeby narzucać, iż to jest o tym i o tym. Na pewno dzisiaj nie bierze się już takiej odpowiedzialności za słowa jak niegdyś. Przy okazji tego wielkiego poruszenia w sprawie Skolima Bo wszyscy wchodzą na tego Skolima z kopytami, jakby on był coś temu winien. Zastanówcie się najpierw, drodzy rodzice, czy posyłać po prostu swoje dzieci na takie koncerty. Myślę, iż on sobie nie wybierał tej publiczności. My nagrywając 20 lat temu, za ten papieros tuż po i ten szampan tuż przed, nie analizowaliśmy tego, czy stosunek będzie gorszącym słowem. A dzisiaj seks jest wszechobecny. I wkładanie sobie do buzi różnych rzeczy. Ja się nie zgadzam na to jako ojciec szóstki dzieci. Ale generalnie ta wolność artystyczna po stronie artysty być musi. My bierzemy za to odpowiedzialność jako rodzice, iż nasze dzieci, które mają tam 11 lat, idą i nie wiedzą, czy to jest normalne, czy nie. No nie, nie jest normalne. Ale Bogu ducha winien Skolim w tym wszystkim tak naprawdę. Nawiązywałem w panelu do Romka Kostrzewskiego. Przecież ten facet nie kazał nikomu czytać Biblii satanistycznej. I mimo tego, iż doceniasz poetykę artysty, to absolutnie się z nim w niczym nie zgadzałem z tego, co on tam sadził w tych swoich wywodach. Ale opakowanie tego w słowo było zacne po prostu. W moim mniemaniu przynajmniej. Kiedyś pokłóciłem się z Zbyszkiem Hołdysem, jak napisał do mnie, iż bym stanął w obronie Doroty Nieznalskiej. Odwróciła krzyż do góry nogami, powiesiła tam prącie męskie na tym i podświetliła to wszystko. To dla mnie ze sztuką nie ma nic wspólnego. Obraziło to moje uczucia religijne. A nie jestem jakimś zagorzałym tutaj wyznawcą, tylko po prostu jestem osobą wierzącą. Ja takiej sztuki nie muszę rozumieć. Wydaje mi się, iż ta odpowiedzialność za słowo zeszła na psy.
W.M. Na koniec, skąd twoim zdaniem w dzisiejszych czasach nostalgia za początkiem XXI wieku, latami 90-tymi? Na koncertach Ich Troje, m.in. na Woodstocku, pojawiają się ludzie, których kiedy ty wydawałeś album 4 to nie było jeszcze w planach, mówiąc kolokwialnie.
M.W. Myślę, iż to po prostu kwestia ponadczasowości. Popularny jest teraz hip hop. Zauważ, iż teraz się już nie tworzy piosenek. Ja sam biorę udział w wielu kolaboracjach z raperami, który są bardzo aktualni. Ale oni mówią tu i teraz. Piję wódę i słucham Ich Troje. Są bardzo bezpośredni i dosłowni. Komentują rzeczywistość, a ludzie chcą wrócić do jakkolwiek definiowanej przeszłości. Teraz młodzi śpiewają Ich Troje, ale zauważ, co się działo, jak studenci śpiewali na juwenaliach piosenki Krzysztofa Krawczyka od A do Z. Większość tych utworów, które tworzy się w popkulturze, brzmią bardzo podobnie do siebie. Myślę, iż stąd się bierze sentyment. Z tego samego powodu śpiewam wszystkie piosenki Lady Punk, Perfectu, Bajmu, Lombardu, Maanamu. Ja je po prostu znam, one są ponadczasowe. I jak za 30 lat zagrasz Krakowski Spleen, to on będzie dalej aktualny.














