Michael Giles – Shadows & Solo

nowamuzyka.pl 21 godzin temu

Czas nie ma znaczenia.

Michael Giles – brytyjski perkusista, perkusjonista, wokalista i współzałożyciel King Crimson przyzwyczaił nas do tego, iż bardzo rzadko wydaje solowe nagrania. Jeszcze przed erą King Crimson Giles współtworzył zespół Giles, Giles & Fripp. A wracając do początków, to nie należy pomijać faktu, iż jego gra w dużej mierze zadecydowała o strukturze kompozycyjnej pierwszego albumu King Crimson „In the Court of the Crimson King” (1969). Giles zagrał jeszcze na kolejnej płycie „In the Wake of Poseidon” wydanej w 1970 roku. I postanowił wraz Ianem McDonaldem opuścić grupę. Panowie jeszcze w tym samym roku opublikowali swój wspólny materiał „McDonald and Giles”. Przez całe lata 70. Giles raczej udzielał się jako muzyk sesyjny, pojawiając się na albumach m.in. Anthony’ego Phillipsa, Leo Sayera i Kevina Ayersa.

Na pierwszy solowy album Gilesa trzeba było czekać aż do 2001 roku. Materiał na krążek „Progress” powstał głównie jeszcze w 1978 roku. Duży wkład wniósł multiinstrumentalista Caravan, Geoffrey Richardson, który zagrał na gitarze, altówce, flecie i gitarze basowej, a w dwóch kompozycjach zaśpiewała znakomita wokalistka, aktorka Catherine How. W późniejszym czasie Giles współtworzył również 21st Century Schizoid Band, czyli zespół złożony z byłych muzyków King Crimson. A chyba taki ostatni zainicjowany projekt można przyjąć jako MAD Band, grupę założoną przez Gilesa wraz z Adrianem Chiversem i Danem Pennie.

Po dwudziestu pięciu latach przerwy ukazało się podwójne wydawnictwo Gilesa zatytułowane „Shadows/Solo”. To niepublikowane dotąd utwory nagrane na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Jak komentuje Giles, chciał w końcu je zabrać i domknąć pewien cykl. Artysta zapowiada, iż „Shadows/Solo” jest częścią szerszej serii archiwalnej, która obejmie Giles & Pert i Giles & Muir, dokumentującej wspólne sesje studyjne zarejestrowane w studiu Gilesa w Dorset około 1982 roku – jedną z Morrisem Pertem, a drugą z Jamiem Muirem, przyszłym perkusistą King Crimson w latach 1972-1973.

Nowe wydawnictwo Gilesa otwiera kompozycja „Shadows”, w której od pierwszych taktów można poczuć styl perkusisty mocno osadzony w polirytmicznym pulsie. Sądzę, iż nagranie może pochodzić z przełomu lat 70. i 80. Ejtisowe brzmienie syntezatorów przemawia za tym, iż lądujemy w tamtym okresie. Gitarowe partie zaś bliższe estetyce fusion. W połowie numer ulega większej transowości bliższej ery King Crimson z początku lat 80.

Podobnie można ulokować znakomity „Eleven” z kroczącym oddechem Dalekiego Wschodu. „Picnic Walk” wnosi dużo lekkości, ulotności, folkowego powiewu. Znacznie mroczniejszy „Shadows 2” z gęsto brzmiącym fortepianem, pięknie połamaną rytmiką perkusji, wokalnymi partiami i eksperymentalnymi ciągotami. W „Cazerella” czuć wyraźnie miłość Gilesa do czerpania z wielu kultur. Perkusyjny „Fine Tuning” to toczenie bębniarskiego dialogu, ale w obszarach minimalizmu. Pulsujący, progresywny, jazzujący „Tubbys Kitchen” z dawką energii fusion. Przepiękne harmonie „Ah Well” na linii fortepian-perkusja po prostu sobie płyną i zachęcają do zaproszenia saksofonu pokroju Alabestera DePlume’a. Krótki fragment „Hidden Track” zbudowany na repetycjach wieńczy tę część.

Druga strona tego zbioru pt. „Solo” zbiera osiemnaście raczej krótki impresji perkusyjnych, w których można podziwiać bardzo różnorodną technikę Gilesa poszukującego w polirytmicznych sekwencjach, ale też w fakturach i jej płynnościach („Brush Strokes”), wszelakich brzmieniach poszczególnych bębnów, w sonorystyce („Into The Unknown”, „Noises Off”, „Juxtaposition”, „Out There”) czy etniczności („Heavy Lifting”). Rozrastającą się gęstość rytmiczną z kolei bardzo dobrze obrazuje „Beating About The Bush”. W „Petrol Head” Giles mógłby dołożyć iście współczesną elektronikę i gładko wejść w transowość z bliżej nieokreślonej estetyki. Przy „Track Title: Felicitous Fecundity” wywiązała się nić skojarzyć z wolnością form, którą przez lata proponował amerykański mistrz perkusji Milford Graves (1941-2021). Ekwilibrystka level hard („Willy Nilly”, „Full Requency”, „Loose Precision”) tylko tyle (albo aż), iż Giles nie jest z tych, którzy chcą udać się w kakofoniczny i często nic nieznaczący jazgot. Terry Bozzio musiał mocno podsłuchiwać Gilesa.

Michael Giles sytuuje się poza wszelkimi oczekiwaniami, wymaganiami rynkowymi i sezonowym błyskiem. Mistrz rytmu, przestrzenni, oddechu i egzotyki w zestawie perkusyjnym uchylił rąbka swojego archiwum. Dostajemy uchylone szerzej okno do wyobraźni Gilesa, warto przekroczyć jej próg i pobyć w zupełnie innym świecie. Pozostaje też czekać na zapowiedziane już inne wydawnictwa.

Self-released | 2026 kwiecień

„Shadows & Solo” do nabycia w limitowanej edycji tutaj.

Idź do oryginalnego materiału