Melancholia sprzeciwu – recenzja książki. Jakby…znajomo?

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Lászlá Krasznohorkai poznałam najpierw w świetnym zbiorze opowiadań A świat trwa, następnie sięgnełam po słynne Szatańskie tango, a kiedy wreszcie przez nie przebrnęłam, na warsztat trafiła Melancholia sprzeciwu. A jednak, czytając trzecią już książkę węgierskiego noblisty, nie mogłam się oprzeć wrażeniu podobnieństwa do poprzedniej…

Melancholia sprzeciwu opowiada o mieście w obliczu zmiany reżimów. Ludzie boją się wyjść z domów i w każdym upatrują zagrożenia. Nad mieszkańcami gromadzą się czarne chmury, ale wszystko zmienia się, gdy to miasta przyjeżdza cyrk z niewiarygodną atrakcją – potężnym wielorybem, tak wielkim, iż nie da się go ogarnąć wzrokiem.

Jak to u Krasznohorkai, mamy kilka indywidulanych postaci, ale to bohater zbiorczy, jakiego stanowią mieszkańcy, jest najważniejszy. Jednostki mają nam jedynie pokazać dominujące uczucia: niepewność, strach, poczucie izolacji i brak sprawczości. Mało kto wie, co się dzieje, a wszyscy bohaterowie wolą rozmyślać, niż podjąć jakiekolwiek działania.

Fot. Wydawnictwo Czarne

Najciekawszym w moich oczach wątkiem jest relacja Esztera i Valuski, która stanowi swoisty trzon książki. Eszter, wiekowy, zmęczony człowiek, nie opuszcza już domu. Jego największym celem i marzeniem jest…nicnierobienie. Nie jest leniem, jest myślicielem-nihilistą, który uważa, iż nie ma po co działać. Valuska to z kolei młody chłopak, marzyciel zapatrzony w gwiazdy, którego najbardziej porusza tajemniczy wieloryb. Ta dwójka to dziwaczne ying-yang, a o ich rozmowach czyta się całkiem ciekawie.

Natomiast Melancholia sprzeciwu jako całość zwyczajnie mnie zmęczyła. Krasznahokrai pisze bardzo charakterystycznie: z bardzo swobodbnym podejściem do interpunkcji, licznymi wtrąceniami, zacierając granice między prozą a dialogiem. Nie jest to lekka lektura, ale to nie to było dla mnie największym problem.

Szatańskie tango czytałam już chwilę temu, ale podobieństwo między tą książką a Melancholią sprzeciwu jest wręcz zaskakujące. Oczywiście mamy zupełnie inne otoczenie (wieś/miasto) i bohaterów, ale strukturalnie te książki łączą mi się w jedno. Do zbiorowości postaci zastygłych w maraźmnie przybywa tajemnicza postać, która swoją dziwnością przejmuje nad nimi kontrolę, prowadząc wszystkich do upadku. W Szatańskim tangu jest to fałszywy Mesjasz, a tutaj cyrkowy wieloryb oraz Książę. I tak zwyczajnie obie powieści nie są dla mnie wcale różne.

Sprawia to, iż niezwykle trudno jest mi ocenić Melancholię sprzeciwu. Niektóre postacie wydały mi się ciekawe, a ich zmagania i niepewność – w pewien sposób bliskie. Natomiast ten duszący nastrój, tak dobrze przez autora oddany, wydał mi się powtórką, kalką poprzedniej książki. Jakby Szatańskie tango zdominowało emocjonalość autora i sprawiło, iż musiał ponownie zanurzyć się w tę samą mroczną toń, opowiedzieć tę historię ponownie, aby z nią sobie poradzić.

Czy znaczy to, iż nie warto czytać Melancholii sprzeciwu? Dla mnie zestawienie dwóch dzieł to bardzo ciekawe, fascynujące doświadczenie, ale męczące na tyle, iż na razie odpocznę od tego autora i jego duszącej twórczości.


Fot. Wydawnictwo Czarne

Autor: László Krasznahorkai

Tłumaczenie: Elżbieta Sobolewska

Wydawca: Wydawnictwo Czarne

Liczba stron: 384

Premiera: 5 sierpnia 2026 r.


Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki/Wydawnictwo Czarne.

Idź do oryginalnego materiału