Mężczyzna, lat 45, zapomniał o moich urodzinach 27 lutego i tego samego dnia pojechał z kolegami na ryby podczas jego nieobecności przygotowałam taki prezent, iż teraz na pewno już nigdy nie zapomni o tej dacie
Mój mąż zapomniał o moich urodzinach i właśnie tego dnia wybrał się na ryby z przyjaciółmi a ja w tym czasie szykowałam dla niego niespodziankę, która na zawsze zapadnie mu w pamięć.
Już do pięćdziesiątki u mojego męża wykształcił się pewien osobliwy dar. Potrafił bezbłędnie wyczuć, kiedy trzeba wymienić olej w samochodzie, kiedy jego znajomi planują kolejne wypady nad wodę i kiedy ryby najlepiej biorą. Tylko rodzinne daty jakby ulatywały mu z głowy.
Zwykle ratowałam sytuację z wyprzedzeniem. Delikatne sugestie, karteczki na lodówce, czasem pytałam wprost. Jednak czterdziestych piątych urodzin chciałam doczekać inaczej. Bez przypominania i proszenia. Naiwnie sądziłam, iż po ćwierć wieku małżeństwa pewne sprawy powinny być oczywiste.
W piątkowy poranek, jeszcze o zmroku, Artur biegał po mieszkaniu, pakując wędkarskie przynęty i plecak.
Bogusiu, nie widziałaś mojego termosu? Chłopaki już na mnie czekają! Jedziemy nad Wisłę, podobno teraz rewelacyjne brania. Wrócę w niedzielę. Prawie bez zasięgu.
Cmoknął mnie w policzek, choćby na mnie nie patrząc.
Nie zamartwiaj się. Kup sobie coś smacznego.
Drzwi zamknęły się za nim. Podeszłam do kalendarza. Data była zakreślona na czerwono. Moje urodziny. On nie tylko zapomniał wybrał właśnie ten dzień na wyprawę z kolegami.
Na początku było mi po prostu przykro. Potem ogarnął mnie chłód i przyjemna obojętność. W głowie pojawił się pomysł, jak pokazać mężowi, iż w pewnych sprawach rodzina powinna być ważniejsza niż hobby. Zdecydowałam się wprowadzić ten plan w życie kiedy wróci, spotka go niespodzianka, dzięki której już nigdy nie przeoczy ważnej daty.
Opowiem, co zrobiłam, w pierwszym komentarzu.
Artur miał swoją skrytkę. Oszczędności, które skrupulatnie odkładał na nowy silnik do łódki. Pieniądze trzymał w sejfie. Znałam kod, bo jego doskonała pamięć czasem szwankowała.
Kwota nie była mała prawie trzysta tysięcy złotych. Otworzyłam sejf i podjęłam decyzję.
Te weekendowe dni spędziłam, pozwalając sobie na to, na co dotąd nie miałam odwagi. Zamówiłam catering, zaprosiłam przyjaciółki, udekorowałam mieszkanie kwiatami. Było wino, muzyka, śmiech. Następnego dnia kolacja w restauracji z widokiem na panoramę Krakowa. Potem relaks w spa.
A na finał broszka, którą oglądałam od dawna, ale zawsze odkładałam zakup ze względu na wspólne plany.
W niedzielę wieczorem drzwi się otworzyły i wszedł Artur, zadowolony, z wiadrem pełnym ryb.
No, witali zwycięzcy! Fantastyczny wypad!
Zrobił krok do salonu i stanął jak wryty. Na stole puste butelki, w kącie kosze z kwiatami, na kanapie torby z najdroższych sklepów.
Co się tu działo? Gości byłaś?
Byłam, odpowiedziałam spokojnie. Miałam urodziny. Czterdzieści pięć lat. Pamiętasz?
Zamarł. Po chwili westchnął głęboko.
Boże Bogusiu, naprawdę mi umknęło. Tyle się działo Ale rozumiesz przecież
Owszem przerwałam mu. Dlatego postanowiłam się nie smucić. Wszystko zorganizowałam sama. I prezent też wybrałam bez twojej pomocy.
Jego wzrok powędrował w stronę gabinetu. Drzwiczki sejfu były lekko uchylone. Pobladł i pobiegł w tamtą stronę. Po chwili wrócił z pustym spojrzeniem.
Gdzie są pieniądze? Tam już nic nie ma. Gdzie są moje oszczędności?
Tu wskazałam ręką na pokój.
Wydałaś wszystko? To miał być silnik! Dwa lata zbierałem!
Ja cierpliwie znosiłam to przez dwadzieścia pięć lat, powiedziałam cicho, ale z przekonaniem. Zapomniałeś o moim jubileuszu. Chciałam, żebyś dobrze go zapamiętał.
Usiadł ciężko na kanapie i patrzył to na wiadro z rybami, to na pusty sejf, to na mnie. Nie miał jak się awanturować te pieniądze były przecież nasze wspólne.
Ryby czyścił w milczeniu.
Minęło pół roku. Artur ponownie zaczął odkładać na silnik. Jednak od tamtej pory w jego telefonie ustawione są alarmy i przypomnienia z wyprzedzeniem miesiąca, tygodnia i dnia do każdej ważnej daty. Bywa, iż lekcje są kosztowne ale tę zapamiętał na całe życie…











