Maul – Mistrz Cienia – recenzja serialu. Do czego można się posunąć w imię zemsty?

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

W czasie, gdy fani Gwiezdnych Wojen żyją już zbliżającą się premierą The Mandalorian & Grogu, Lucasfilm zaserwowało kolejny serial animowany, o którym plotki pojawiły się już w 2021 r. Mowa tu oczywiście o Maul – Mistrz Cienia, którego pierwsze dwa odcinki można zobaczyć na platformie Disney+. Po zwiastunie można było snuć różne domysły na temat fabuły, ale i tak w czasie oglądania czekało na mnie pozytywne zaskoczenie. Parafrazując klasyka, mogłabym powiedzieć, iż „o takie Gwiezdne Wojny walczyłam”.

Akcja rozgrywa się kilka lat po powstaniu Imperium. Sam Witwer, aktor od lat podkładający głos Maulowi, zauważa, iż ​​ta wersja byłego Sitha wciąż nie otrząsnęła się po stracie brata, Savage Opressa, i w nie tak odległej przeszłości, Matki Talzin. W tym nowym porządku świata Maul znajduje pole do popisu dla swoich intryg na planecie Janix, wśród kryminalnego półświatka. „Ma on ekipę bardzo barwnych, interesujących postaci” – powiedział Witwer. „Dla mnie była to obietnica, iż ​​zagłębimy się w [Maula] i odpowiemy na pytania o to, jak zmienił się tak drastycznie w swoją wersję z Rebeliantów.

Zatem serial to zapełnienie luki w chronologii postaci Maula, ale nie dostajemy jeszcze odpowiedzi na wiele pytań. Chyba najważniejsze fabularnie jest to, jak doszło do tego, iż został porzucony na Malachor, gdzie znalazł go Ezra we wspomnianych Rebeliantach. Mam nadzieję, iż kolejny sezon dostarczy nam wyjaśnień, lub chociaż otworzy furtkę do pewnego rodzaju kontynuacji.

Póki co, odsłaniają się nam plany Maula – dokonuje on zemsty na syndykatach, które się od niego odwróciły. Chce ponownie zbudować potęgę dawnego Kolektywu Cienia, który poznaliśmy wcześniej w Wojnach Klonów. Tutaj również mamy do czynienia z Mandalorianinami, głównie najemnikami, których lojalność dla kredytów okaże się zgubna, oraz kilkoma Zabrakami. Wraz z kolejnymi odcinkami widać jego prawdziwe intencje – nie robi tego tylko po to, by zbudować potęgę. Główna motywacja to zemsta na Darthu Sidiousie za upokorzenie i wyrządzone krzywdy. Co ciekawe, mimo, iż to Palpatine nauczył go, jak wykorzystywać swoją potęgę, Maul żałował dnia, w którym ich losy się splotły.

kadr z Maul – Mistrz Cienia

Jednak działania Maula, takie jak kradzież na Deemisie, czy uprowadzenie jego rywala, Vario, po śmierci Deemisa, zainteresowały lokalną policję – głównie kapitana Brandera Lawsona, który robi wszystko, żeby rozwiązać sprawę, a zarazem uchronić mieszkańców Janix od okupacji Imperium. Nastąpiłaby ona, gdyby wyszło na jaw to, iż wykryta została obecność Maula, poszukiwanego listem gończym przez Imperium. Jak można się domyślić po zwiastunie, nie udaje mu się to przez jego droidziego partnera, Two-Boots. Wypełnia on bowiem wbrew Lawsonowi protokół i sam wzywa Imperium.

Śledzimy zatem kilka perspektyw, które czasem się przeplatają, ale muszę przyznać, iż twórcy robią to na tyle umiejętnie, iż nie jest to przytłaczające, a odbiorca jest w stanie zrozumieć logiczny ciąg wydarzeń. Wręcz naturalnym wydaje się, czemu wybrano akurat tego bohatera w danej scenie, a gdy w grę wchodzi dochodzenie policji, wychodzi coś na wzór kina akcji połączonego z kryminałem. I to jest fe-no-me-nal-na narracja. Czapki z głów, bo nie wiedziałam, iż czegoś takiego potrzebowałam.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze dwójka Jedi – młodej Devon i jej mistrza, Daki, którzy ocaleli z Rozkazu 66. Częściej jednak obserwujemy losy Padawanki. Maul uprowadza ją bowiem razem z Vario i próbuje przekabacić na swoją stronę. Tutaj ponownie widać to, co zaprezentował w Rebeliantach – swoje, chyba już można stwierdzić, iż zamiłowanie do werbowania młodych Padawanów na swoich uczniów. Póki co, werbowanie to jest jednak nieudane w obu przypadkach. Po tym, jak dziewczynie udaje się opuścić kryjówkę Kolektywu Cienia, wraz ze swym mistrzem zgłasza poszlakę na policję. I tutaj znowu jest ta genialna gra splotem perspektyw w czasie ataku grupy szturmowej policji na ekipę Maula. Wiem, iż piszę o tym drugi raz, ale to jest coś, o czym warto wspominać.

kadr z Maul – Mistrz Cienia

Należy jeszcze zwrócić uwagę na kwestię animacji – styl Wojen Klonów w odświeżonym wydaniu. Jest to coś, co rzuciło mi się w oczy jako pierwsze. Pierwszą scenę serialu prawie przegapiłam w fabularnym sensie, bo byłam tak zachwycona. W moich oczach przerosło to choćby upgrade, który zaliczył serial Parszywa Zgraja. Ta płynność animacji, dbałość o szczegóły, a wszystko to przy dobrze dobranej ścieżce dźwiękowej – po prostu miód na zmysły. Dodać jeszcze przemyślaną choreografię pojedynków na miecze świetlne i mamy dosłownie przykład tego, jak powinny wyglądać animowane Star Wars media.

Mamy więc do czynienia z serialem, który ma potencjał. Historia jest w nim opowiedziana w sposób wyczerpujący główny wątek. Zostawia jednak furtkę do kolejnego sezonu (może kilku, jeżeli nam się poszczęści). Ładnie również rozkłada fabułę na odcinki przyzwoitej długości. Oznacza to, iż w końcu nie trzeba rezerwować godziny na obejrzenie jednego odcinka. Przyznam, iż trochę mi tego brakowało.

Nie poleciłabym jednak tej produkcji wrażliwszej części młodszej widowni. Dużo tam przekrętów, zabijania, i momentów trzymających w napięciu, które mogą nie być odpowiednie dla dzieci. Jednak dla młodzieży i dorosłych – gorąco polecam. Już nie wspominając o tym, iż to raj dla fanów postaci Maula. Można nacieszyć się nim z jego pełną gracją, ikonicznym podwójnym mieczem świetlnym… a choćby rozpaczą.

Fot. główna: kadr ze zwiastuna Maul – Mistrz Cienia.

Idź do oryginalnego materiału