Netflix celowo spłyca dialogi — ponieważ widzowie po prostu nie podążają za fabułą Matt Damon mówił o tym w podcaście Joe Rogana. Matt Damon wraz z Benem Affleckiem pojawił się niedawno u Joe Rogana w odcinku #2440 podcastu The Joe Rogan Experience (z 16 stycznia 2026), promując swój nowy film Netflixowy „The Rip”.
Według niego Netflix wyraźnie prosi scenarzystów o wielokrotne powtarzanie kluczowych punktów fabuły w dialogach, aby widzowie przyklejeni do swoich telefonów mogli przynajmniej zrozumieć, co dzieje się na ekranie.
Oglądanie i przewijanie stało się normą — a treści są dostosowywane do tego nawyku.
W rezultacie struktura filmów uległa rozpadowi: wszystko, co ważne i „fajne”, musi teraz zostać wciśnięte w pierwsze minuty. W przeciwnym razie to koniec — ludzie po prostu nie skończą filmu.
Brak skupienia, brak cierpliwości, czas skupienia mierzony w sekundach.
Trzecim problemem są efekty wizualne. Damon mówi, iż reżyserzy nie widzą już sensu w obsesyjnym zajmowaniu się kinematografią, ponieważ większość ludzi ogląda filmy na telefonach, tabletach i laptopach. Kino stworzone na duży ekran zmienia się w treść na małe ekrany — i o równoważnej jakości.
Ludzie oglądają filmy w domu, scrollując telefon, robiąc inne rzeczy – nie są skupieni jak w kinie. Netflix opierając się na danych o retencji widzów chce, żeby filmy były dostosowane do tego. Konkretnie:
– Trzeba powtarzać fabułę 3–4 razy w dialogach, bo widz może akurat nie patrzeć.
– Dawniej w filmach akcji były trzy duże wypadki (jedno w każdym akcie), budujące napięcie do finałowego Grande Finale.
– Teraz Netflix pyta: „Czy możemy wrzucić dużą akcję już w pierwszych 5 minutach, żeby ludzie nie wyłączyli?”. To mocno ogranicza fabułę i naturalny rytm filmu.
Decyzje o strukturze filmu coraz częściej nie biorą się z artystycznej wizji reżysera/scenarzysty, tylko z danych analitycznych – w którym momencie ludzie wyłączają, ile minut wytrzymują bez telefonu itd. Damon powiedział wprost, iż to zaczyna „naprawdę ingerować w to, jak opowiadamy całą historię”.
W kinie widz inwestuje czas, wyjście z domu, bilet – więc jest bardziej zaangażowany i wybacza wolniejszy początek. Na streamingu nie ma tej inwestycji, więc trzeba od razu „łapać” uwagę.
Damon pokazuje, jak streaming zmienił rzemiosło filmowe w kierunku bardziej „płytkiego” obrazu nastawionego na natychmiastową uwagę widza zamiast na budowanie napięcia i głębi.




