Nowe odcinki JA WYSIADAM w poniedziałki na YouTube
REKLAMA
Agnieszka Matracka: W 2024 roku na Instagramie napisałeś: "Paulina, dziękuję, iż nie wystawiłaś mi przez ten rok walizek za drzwi". Co się działo?
Mateusz Damięcki: No wiesz co, makroskładniki, węglowodany, zaburzenie równowagi w spożywaniu pokarmów przez taki tak długi czas, odchudzanie, odwadnianie. Ja się dowiedziałem, iż byłem kilka razy bliski śmierci. Jak się pije litr wody dziennie, to jest okej. Wystarczy obejrzeć dokument o Conorze McGregorze i o każdym, kto walczy w klatce na przykład albo przygotowywał się do ważenia przed walką bokserską. Tam pijesz litr pierwszego dnia odwodnienia, drugiego dwa, trzeciego trzy, czwartego cztery, piątego pięć. Dochodzisz do dziewięciu. I potem odcinasz. Tylko problem polega na tym, iż o ile nie przypilnujesz, nie wiem, jakichś tam witamin i minerałów, to dziewięć litrów wody dla człowieka, wtedy dla mnie ważącego 75 kg, no to był jeden lekarz, który mi właśnie powiedział: "Pan był bliski śmierci, bo woda potrafi zabić".
Tu obejrzysz cały odcinek JA WYSIADAM z Mateuszem Damięckim.
Ta woda od środka cię rozpycha.
Przewodnienie potrafi zaburzyć całkowicie tę gospodarkę mineralną w organizmie. Wypłukiwanie potasu, magnezu i innych rzeczy. Żyły i serducho dostają po prostu po łbie, kiedy wprowadzasz do krwi, której jest określona ilość, taką ilość wody, która rozwala ci tak naprawdę te naczynia krwionośne. Mniejsze, większe. A abstrahując od tego, iż było wielokrotnie tak, iż ja wyjeżdżałem z jakiegoś miejsca i jechałem do domu i dwa razy musiałem się na siku zatrzymać podczas takiego procesu i to nie było w miejscach, gdzie mogłem to zrobić, czyli nie wiem 2 km kilometry przed domem, musiałem się kiedyś na polu zatrzymać.
Ale przecież plan zdjęciowy się w końcu kończy.
Tak, w pewnym momencie to wszystko kończysz, ale najpierw za każdym razem idziesz na plan i jesteś bohaterem, bo grasz bohatera fantastycznego i jesteś z tymi ludźmi cały czas. Kończysz scenę i ludzie mówią kurde fajnie, super. Reżyser mówi: "Dobra, ekstra". Dwie, trzy sceny, każda jest w punkt zrobiona, bo my już się rozumiemy bez słów. I kończysz, zdejmują z ciebie charakteryzację. Przychodzisz do domu, wszyscy śpią. Rano się budzisz, wszyscy śpią. Wychodzisz do roboty, pracujesz 16 godzin. (...) W przerwie nie śpisz, bo musisz coś nadrobić i masz takie 6 dni z rzędu na przykład, iż nie widzisz nikogo ze swojej rodziny, tylko śpią wszyscy, jak przychodzisz i jak wychodzisz. I nagle to się wszystko kończy, a ty zostajesz z tym Goldenem w sobie. Jesteś cały czas łysy, nie masz tatuaży, ale w zasadzie patrzysz w lustro i tak jakbyś je widział cały czas. Włosy powoli odrastają, ale powoli. Mięśnie zostają. Potrzeba pójścia na siłownię dalej jest, więc idziesz na tę siłownię. (...) Próbujesz zwolnić, a to cholernie nie idzie. A żona mówi: "Wyrzuć śmieci". A ty mówisz: "Ja mam wyrzucić śmieci". Ja przecież nie jestem od tego. Ja jestem od biegania po lesie, zabijania ludzi maczetami. (...) Nie możesz mi tak mówić. Albo: "Zawieź go do szkoły", "Do przedszkola go zawieź". Ja mam go zawieźć do przedszkola? Wsiadasz w samochód i nagle czujesz, iż tu brakuje koni mechanicznych, bo Golden nigdy w życiu nie miałby takiego auta, tak słabego, tak kiepskiego.
Mam wrażenie, iż często pytamy o to, jak się wchodzi w daną rolę, ale w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak czasem ciężko z tej roli wyjść.
Podam ci jeszcze przykład z teatru. Po spektaklu "Bliżej" który kończymy o godz. 22:30, jestem w domu o godz. 23:10 i do drugiej, trzeciej nie śpię, bo ten spektakl trwa trzy godziny. Dajesz energię, wywalasz to z siebie, a później ludzie stoją i klaszczą dwie, trzy minuty i te 400 osób wali w ciebie tymi oklaskami. Te oklaski włażą w ciebie i później jedziesz do domu nabuzowany. Potem Paulina mówi: "Weź się połóż". A ty masz "Nie, ja jeszcze bym coś zrobił". No i to takie jest życie. Przy "Drugiej Furiozie" przez dwa miesiące miałem siebie serdecznie dość, a przez cały czas okazywało się, iż nie umiem sobie z tym poradzić. To było najcięższe. Sama produkcja czy preprodukcja filmu to jest pikuś przy tym, co się działo później. I paradoksalnie najśmieszniejsze, a jednocześnie najbardziej dla mnie tragiczne jest to, bo daje mi to jakąś informację na przyszłość, iż być może będzie tak to u mnie wyglądało w przyszłości.
A kiedy w końcu przestałeś czuć się Goldenem?
Kiedy zmieniłem kierunek, bo poszedłem na casting. Dostałem rolę po tym castingu i okazało się, iż ja troszkę w innej formule, w innym bohaterze mogę wykorzystać tę energię i parę, która mi została.
















