Mata próbuje odczarować wpadkę sprzed dwóch lat i wraca z kolejnym przystankiem na trasie #MATA2040. Jednak EPka 2039: ZŁOTE PIASKI okazuje się jedynie zbiorem monotonnych, wakacyjnych numerów. Zamiast świeżości dostajemy muzykę, która mogłaby lecieć w beach barze – i równie łatwo znika z pamięci.
Ostatnie ruchy Maty stanowią kolejne przystanki na trasie do #MATA2040 – wyprzedanej trasy i prawdopodobnie nowego materiału. Pierwszym z nich była wydana w 2023 roku EPka 2038: WARSZAWA, która liczyła zaledwie cztery utwory. Artysta wrócił na niej do uwielbianego przez fanów brzmienia znanego z debiutanckiego 100 dni do matury. Drugi postój, 2039: ZŁOTE PIASKI, to z kolei zwrot ku bardziej tanecznym, latynoskim klimatom, zapoczątkowanym przez zeszłoroczne Lloret de Mar.
Wszelkie analizy aktualnej twórczości Maty należy rozpocząć od outra, jawiącego się jako pewnego rodzaju morał. Rapuje w nim: Moi ludzie oczekują głębi w tekstach / Oczekują hitów, potrzebny im Mesjasz / […] / Dlatego stilo zmienia się, dlatego ciągle zmieniam się / Dlatego albo otworzysz głowę, albo wymiękasz, odpadasz. Wspomina w nim o wydanym przed dwoma laty <33 (Sercu), które zetknęło się z ogromną falą krytyki i do tej chwili nie osiągnęło statusu złotej płyty. Pora więc otworzyć głowę i skupić się na trwających nieco ponad pół godziny ZŁOTYCH PIASKACH.
Premiera, w przeciwieństwie do <33, nie była rozdmuchana. Autor zapowiedział ją zaledwie tydzień wcześniej, a zamiast kilku singli promowały go jedynie zeszłoroczne, pokryte platyną FALOCHRONY, na których udzieliła się Roxie Węgiel. Warto wspomnieć, iż płyta obfituje w gościnne występy. Pojawiają się na niej nie tylko raperzy pokroju White’a 2115 czy Żabsona, ale także nieco bardziej „egzotyczni” wykonawcy jak Skolim i Khalid. EPkę uświetniają też Kizo, Blacha 2115, god.wifi, Gombao33 i Beka KSH.
Całość utrzymana jest w konwencji reggaetonu – połączenia reggae z hip-hopem – która ogranicza możliwość kombinowania z muzyką. W skutek tego większość kawałków brzmi bardzo podobnie. Trzeba jednak wyróżnić KAMIKAZE, któremu charakteru dodają goście – Skolim oraz śpiewający po angielsku Khalid. Następujące potem O PÓŁNOCY wypada równie dobrze. Beat staje się nieco mocniejszy, a Mata wraca do bardziej rapowej nawijki. Towarzyszą mu w tym Kizo i Blacha 2115. Warte wspomnienia są również LEMURY. Kawałek ten z pewnością został stworzony dla żartu. Od pozostałych odróżnia się masą autotune’a nałożonego na głos gościa, Beki KSH, dzięki czemu jest po prostu czymś świeżym i ciekawym.
Warstwa liryczna skupia się bowiem wokół imprez, alkoholu i seksu. Nie znajdziecie tu jakiejkolwiek głębi, a jedynie materiał, który można włączyć na domówce. W końcu ten gatunek muzyczny polega na zabawie, ale czy słuchanie najnowszego wydawnictwa Maty sprawiło mi radość? Nie do końca. Mimo kilku faktycznie solidnych momentów ZŁOTE PIASKI szybko wpadają w monotonię i powtarzalność. Tekst Skolima na KAMIKAZE żenuje, Żabson na PALMA DE MALLORCA męczy jednostajnym flow, a 24g wydaje się utworem autorstwa White’a, a nie Maty. Autor płyty odgrywa na nim raczej postać drugoplanową – dostaje tam tylko outro.
Zobacz również: Żabson – Hollywood Smile – recenzja płyty
ZŁOTE PIASKI to kolejny eksperyment w wykonaniu Młodego Matczaka – znacznie bardziej udany niż <33. Mimo iż podeszłam do niego z otwartą głową (a przynajmniej się starałam), to nie widzę w nim niczego więcej niż materiału, który mógłby wybrzmiewać z głośników jakiegoś baru na plaży. EPka ta zdecydowanie nie dorównuje pierwszym płytom Maty, nie zachęca do częstych powrotów i słuchania w zapętleniu. Chyba iż mowa o FALOCHRONACH, które po roku ponownie utknęły mi w głowie.