W sobotę, 17 października, Maryla Rodowicz odsłoniła swoją gwiazdę w krakowskiej Alei Gwiazd RMF FM i Miasta Krakowa pod Wawelem. Tym samym legenda polskiej estrady dołączyła do grona takich artystów jak Celine Dion, Michael Jackson i Bryan Adams. – Aż mnie zatkało. Naprawdę to piękne. Czuję się bardzo wyróżniona – mówiła wzruszona wokalistka.
Tłumy fanów pod Wawelem
Pod Wawelem zgromadzili się fani Maryli Rodowicz, którzy chcieli zobaczyć artystkę z bliska. Nie zabrakło również fotoreporterów dokumentujących uroczystość. W sobotę było to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Krakowie.
– Aż mnie zatkało. Naprawdę to piękne. Czuję się naprawdę bardzo wyróżniona i bardzo dziękuję. Chociaż gdybym ja miała wyliczać swoje powody związków z Krakowem, to jednak tutaj wystartowałam na Festiwalu Piosenki Studenckiej. Nie chcę już mówić, w którym to było roku, ale to było w ubiegłym stuleciu. To był początek mojej kariery. Wygrałam z Markiem Grechutą – mówiła Maryla Rodowicz podczas odsłonięcia gwiazdy.
Kraków początkiem muzycznej drogi Maryli Rodowicz
Podczas krótkiego przemówienia Maryla Rodowicz nawiązała do swoich związków z Krakowem. W 1967 roku zdobyła tu pierwszą nagrodę na VI Ogólnopolskim Konkursie Piosenkarzy Studenckich za wykonanie utworów „Jak cię miły zatrzymać” i „Pytania”. Wśród uczestników był również Marek Grechuta, z którym artystka zagrała później w „Szalonej lokomotywie” Witkacego w Teatrze STU. Rok po krakowskim sukcesie pojechała do Opola, gdzie w koncercie Debiutów VI Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki zaśpiewała „Zabierz moje sukienki” i „Co ludzie powiedzą” i została zauważona przez ogólnopolską publiczność.
Teatr STU i życie za kulisami
Przyjazd do Krakowa wiązał się z próbami do wspomnianej „Szalonej lokomotywy” Witkacego w Teatrze STU. Właśnie wtedy Maryla Rodowicz kupiła od znajomego pianisty czerwone Porsche 911, choć samochód był w kiepskim stanie technicznym.
– Mówił: „Maryla, nie mogę ci go sprzedać, bo to jest ruina, po prostu silnik do remontu”. Ja się uparłam, iż muszę mieć ten samochód. Moja jazda tym autem polegała na tym, iż tydzień jeździłam, tydzień on stał u mechanika, tydzień jeździłam, tydzień stał. Ale już samo to, iż siedziałam w nim, to było dla mnie przeżycie – opowiadała.
Pamięta również nocną podróż do Krakowa w ulewie, gdy nie była pewna, jak gwałtownie może jechać nieprzewidywalnym autem. Do miasta dotarła nad ranem i zatrzymała się w Hotelu Francuskim.
Z czasem jej życie w Krakowie nabrało zupełnie innego rytmu. Po narodzinach syna Jaśka, gdy chłopiec miał pół roku, Rodowicz zamieszkała w gabinecie dyrektora teatru, Krzysztofa Jasińskiego, który był wówczas jej partnerem życiowym. Warunki były dalekie od wygodnych.
– Żeby wziąć prysznic, musiałam zejść piętro niżej, w szlafroku przejść przez salę prób, gdzie trwała próba. To było obciachowe strasznie i krępujące. Na końcu tej sali prób były prysznice. Tak się żyło – wspominała.
Krakowskie imprezy z klimatem
Wśród wspomnień artystki znalazły się też spotkania towarzyskie, które miały w sobie coś niepowtarzalnego. Rodowicz wróciła do wizyt u Piotra Skrzyneckiego, a szczególnie do sposobu, w jaki dostawała się do jego kuchni.
– To nie było mieszkanie, to była kuchnia malutka, ale to miało klimat. Już samo to wchodzenie przez okno, więc to już było coś – opowiadała.
Kraków kojarzy jej się również z nocnymi przejażdżkami dorożką przez spowite mgłą ulice. Jak wspominała, dorożkarz prowadzący pojazd mówił wierszem, co nadawało tym wyprawom niemal bajkowy charakter.
„W Krakowie jest magia”. Rodowicz o wyjątkowej więzi z miastem
Rodowicz przyznała, iż ma ze stolicą Małopolski wyjątkową więź, której nie potrafi do końca wyjaśnić. Jak mówiła, koncerty w tym mieście wyróżniają się na tle występów w innych częściach Polski.
– Uważam, iż moje koncerty tutaj w Krakowie i moja więź z tą publicznością to jakieś kosmiczne połączenie z wami. Nie wiem, na czym to polega. Gram dużo koncertów w całej Polsce, ale w Krakowie są naprawdę… o ile powiem „magiczne”, to będzie banał, bo wszyscy tak mówią. Bo w Krakowie jest magia – mówiła artystka.










