MARCIN WĄDOŁOWSKI, „That’s My Game”, AC Records ACR039/2026, LP ⸜ RECENZJA

highfidelitynews.pl 14 godzin temu

„That’s My Game” Marcina Wądołowskiego jest dziesiątym solowym albumem Marcina i trzydziestym dziewiątym wydawnictwem AC Records.

Jednocześnie jest to pierwsza płyta z rockowym materiałem wydanym przez Adama Czerwińskiego w swoim butikowym, wyrafinowanym labelu. Wądołowski, absolwent gdańskiej Akademii Muzycznej oraz zdobywca I nagrody na VII Międzynarodowym Konkursie im. K. Sosińskiego (Estrada Gitarowych Talentów), który w 2018 roku został uznany przez krytyków magazynu „Jazz Forum” za jednego z pięciu najlepszych gitarzystów jazzowych w Polsce, nagrał materiał, którego się nie spodziewaliśmy.

Być może chodziło o trafienie do innej grupy odbiorców, a może o chęć sprawdzenia się. Albo, jak sam pisze we wkładce do płyty, o „powrót do korzeni”. Zresztą żaden z tych celów nie wyklucza pozostałych.

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, AC Records

MARCIN WĄDOŁOWSKI, „That’s My Game”

Wydawca:

AC Records ACR 039/2026

Format: Long Play – Black, Clear
Premiera: 26 lipca 2025
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: BLACK – 10/10 || CLEAR – 9/10

ACRECORDS.pl

Najwyraźniej – udało się. Grzegorz Skawiński, wokalista zespołu Kombi, lider zespołów Skywalker i O.N.A., a więc formacji mocno zanurzonych w rocku, o nowej płycie kolegi gitarzysty mówi:

Z największą przyjemnością wysłuchałem najnowszej płyty wspaniałego muzyka trójmiejskiego, gitarzysty Marcina Wądołowskiego. Fantastyczna, korowo-bluesowa muzyka, głęboko sięgająca do korzeni, niepozbawiona jednak elementów współczesności.
Marcin dał się poznać do tej pory głównie jako gitarzysta jazzowy, więc ten materiał jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Doskonały wokal, świetna gitara… no i muszę jeszcze pochwalić świetną sekcję rytmiczną – bardzo groove’owa!
Można by o tym długo pisać i mówić, ale ostatecznie żadne słowa tego nie oddadzą, tej płyty trzeba po prostu posłuchać. Bardzo ładny album.
Premiera: Marcin Wądołowski – That’s My Game, → ACRECORDS.pl, dostęp: 27.08.2026.
‖ Muzycy w Custom 34 Studio; od lewej: Artur Jurek, Adam Czerwiński, Joanna Knitter, Marcin Wądołowski, Paul Rutschka • zdj. Paweł Zajączkowski

Adam Czerwiński, założyciel właściciel AC Records nie tylko wyprodukował ten materiał, ale również zagrał na tej płycie na bębnach. I to nie byle jakich. Opowie o tym poniżej, już teraz powiedzmy tylko, iż na obi z którym płytę kupujemy – to ten tekturowy pasek z boku – a które nawiązuje do wydawnictw japońskich, znalazła się plakietka z werbla firmy Sybian – DW/Sabian Anniversary nr 48.

Sabian to jeden z czołowych, kanadyjskich producentów wysokiej jakości talerzy perkusyjnych. Firma została założona w 1981 roku w miejscowości Meductic w Nowym Brunszwiku w Kanadzie przez Roberta Zildjiana. Z okazji 40. rocznicy powstania wypuściła ona limitowane edycje kilku swoich produktów. Obok, na przykład, talerzy 22” Artisan 40th Anniversary Raw Bell Ride, zaprezentowała wspomniany werbel.

Zostało wyprodukowanych tylko 50 sztuk. Ich obręcze zostały wykonane ze stopionych blach najsłynniejszych bębniarzy a część drewnianą z drewna które leżakowało w kanadyjskim jeziorze 200 lat. Reszta zestawu to topowy Gertsch.

‖ Wspomniany werbel DW/Sabian Anniversary (№ 48) • zdj. Paweł Zajączkowski

Od samego początku miała to być płyta rockowa. poWe wkładce do płyty Marcin Wądołowski pisze:

Kiedy w latach 90-tych zacząłem dostrzegać muzykę, usłyszałem w radio Led Zeppelin. Usiadłem i długo nie mogłem się podnieść. Jimmy Page – dźwięki jego gitary przecinały przestrzeń, przecinały czas. To był wstrząs. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem: That’s my game, to moja droga, tez tak chcę . Potem była cała seria wstrząsów: Jimi Hendrix, Stevie Ray Vaughan, BB KIng, Eric Clapton, Jeff Beck, Edie Van Halen i oczywiście Tadeusz Nalepa.
Próbowałem się od nich uczyć, próbowałem ich naśladować. Nie miałem dobrego instrumentu, adekwatnie posiadałem bardzo kiepski, a marzyłem o magicznym brzmieniu. Ich dźwięki dodawały koloru mojej codzienności. Wtedy właśnie zrodziła się moja wielka miłość do gitary, małego instrumentu z sześcioma strunami, który otwiera nieskończoność…
(…) Kiedy teraz w 2026 roku trzymam w rękach gitarę Gibson Les Paul Custom, odnoszę wrażenie, iż podróżuję w czasie. Widzę nieograniczone możliwości i widzę bezkresny błękit. To rodzaj wolności. Wyobrażam sobie, iż gdzieś tam przez cały czas koncertuje Garry Moore.
‖ Marcin Wądołowski ze swoją gitarą Gibson Les Paul Custom

Nagranie

Recenzowany album został nagrany w dniach 14-15 styczniu 2026 roku w Custom 34 Studio w Gdańsku w składzie:

Joanna Knitter – wokal
Marcin Wądołowski – gitary
Artur Jurek – klawisze
Paul Rutschka – gitara basowa
Adam Czerwiński – perkusja

Uwagę zwraca udział Joanny Knitter, która nie tylko śpiewa, ale jest również autorką słów do siedmiu z dziesięciu utworów. Kawałki te mają swoje tytuły, jednak każdy z nich został zadedykowany innemu „bogowi” gitary. I tak, mamy: Briana May’a, Erica Claptona, Steve’a Lukathera, Eddiego Van Halena, Jimmy’ego Page’a, Johna Mayera i Roberta Planta. Trzy pozostałe to covery – Jimmy’ego Hendrixa, zespołu Free oraz utworu The Thrill is Gone nagranego w 1969 roku przez B.B. Kinga.

‖ Zespół w reżyserce Custom 34 Studio, wraz z realizatorami – siedzącym pośrodku Piotrem Łukaszewskim i stojącym za nim, po prawej, Marcinem Łukaszewskim; obydwaj są gitarzystami • zdj. Paweł Zajączkowski

Joanna Knittel, a w środowisku akademickim dr Joanna Knitter-Posiewnik, jest wokalistką działająca w kilku stylistykach muzycznych. Jest również wykładowcą Akademii Muzycznej w Gdańsku. Na stałe jest związana z saksofonistą jazzowym Przemkiem Dyakowskim i jego swingowym Take It Easy oraz z założonym przez siebie zespołem Blues & Folk Connection. Śpiewa również, jako solistka, w Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod dyr. Wojciecha Rajskiego oraz w Jan Konop Big Band.

Dodajmy do tego, iż przecież i Adam Czerwiński jest muzykiem jazzowym, a wyjdzie na to, iż jest to płyta mająca być czymś w rodzaju „wakacji” i udania się na nieznane (no, nie do końca, ale niech będzie) wody.

»«

Kilka prostych słów…

ADAM CZERWIŃSKI

Płyta That’s my Game jest absolutnie nowym otwarciem AC Records, tak pod względem muzycznym jak i brzmieniowym.

Od początku, założeniem głównym było to żeby nagrać materiał kompletnie „nie jazzowy”, dużą produkcję blues rockową o rasowym „amerykańskim” brzmieniu. Marcin wymyślił całość od strony muzycznej, Aśka napisała teksty a ja zająłem się brzmieniem i produkcją nagrania. Teraz, z perspektywy czasu muszę przyznać, iż to była tytaniczna praca.

‖ Marcin Wądołowski w studiu, trakcie nagrywania dodatkowych śladów • zdj. Paweł Zajączkowski

Dwa dni nagrań samego zespołu (bębny, gitary basowe, keyboardy i gitary, a także wokal). Wszystko wrzucone w podejściach na 100%, na taśmę, na żywca, bez poprawek! To była dopiero baza całej produkcji. Ciekawostką jest to iż Knitter śpiewa wszystko live z bandem i wszystko jest perfekcyjne! To w dzisiejszych czasach wręcz niespotykane, aby wokalistka, bądź wokalista, po prostu śpiewała z zespołem 🙂

Większość tego, co słyszycie państwo na nagraniach w radiu to manipulacja dzięki systemu typu „auto tune”, a tutaj – sama prawda. Oczywiście używaliśmy najlepszych mikrofonów ze studia Custom 34, no i najwyższej półki sprzętowej, jeżeli chodzi o instrumenty. Tak więc na każdej płaszczyźnie miało być „grubo” – i tak było.

‖ Na pierwszym planie Paul Rutschka, basista • zdj. Paweł Zajączkowski

Po nagraniu bazy zrobiłem sesję na dogranie dodatkowych chórków oraz śladów gitarowych, których Marcin wymyślił dosłownie milion… No i dopiero potem zaczęła się prawdziwa robota, czyli miks całości. W przypadku „normalnych” płyt jazzowych, które dotychczas robiłem, ten etap to była bułka z masłem. Tym razem musiałem się zmierzyć z ogromem działań. Na szczęście Piotr łukaszewski i jego syn Mikołaj, wyborni gitarzyści rockowi i znawcy brzmień oraz tematu, uratowali robotę. Piotr spędził chyba z dziesięć dni układając wszystkie ślady gitar i spajając je w jedną całość.

‖ Joanna Knitter w pomieszczeniu dla wokalistów (tak zwany vocal booth) podczas nagrywania wokali • zdj. Paweł Zajączkowski

Potem usiedliśmy do brzmienia całości i… kicha! Po prostu tragedia! Byłem załamany. Nic się nie kleiło. Bębny „schudły”, wokal zniknął gdzieś za kotarą, to nie było to brzmienie ,o którym marzyłem. Posłuchałem tego przez kilka dni i wtedy mnie olśniło! Za dużo śladów gitarowych, które wysysają brzmienie pozostałych instrumentów!

Następne sesje polegały na wycinaniu bądź układaniu w tle gitar. Na szczęście Marcin nie uczestniczył w tych sesjach, bo choć ma do mnie pełne zaufanie, kto wie, jak by się to skończyło 🙂 Wreszcie, finalnie osiągnęliśmy to, co sobie zamierzyliśmy. Tłuste, blues-rockowe, ale nowoczesne brzmienie z pięknym wokalem, który dominuje. ‖ ACz

‖ Joanna Knitter w czasie próby z Arturem Jurkiem grającym na organach Hammond XK-3

»«

Materiał na pytę That’s My Game został nagrany w taki sam sposób, w jaki AC Records rejestruje swoje krążki jazzowe. Miało to miejsce w gdańskim studiu Custom 34, realizatorem dźwięku był Piotr Łukaszewski, a jego asystentem Marcin Łukaszewski. Ślady nagrano na 24-śladowym magnetofonie analogowym Studer A 827, z taśmą Quantegy GP9, bez redukcji szumów Dolby.

Do nagrania wykorzystano, między innymi, mikrofony Neumann U67, Telefunken U47, Elam 251 oraz potężne HUM Audio RS-2 podłączone do stołu mikserskiego Neve Custom Series z przedwzmacniaczami 1073 i kompresorami UA 1176 oraz UA LA2A. Przy masteringu, który również jest dziełem Łukaszewskiego, sięgnięto po urządzenia Pultec EQ do regulacji barwy oraz kompresor Shadow Hills Mastering Compressor. Zgranie wykonano na magnetofon analogowy Studer A-80, na taśmę ¼”, bez redukcji szumów.

Wydanie

Płyty AC Records wyróżniają się na tle innych wydawnictw i to znacząco. Są, przede wszystkim, świetnie zaprojektowane graficznie. Niemal od początku odpowiada za to Kuba Karłowski, który jest też autorem części zdjęć; pozostałe wykonał w studiu Paweł Zajączkowski.

Wyróżnia je również droga poligrafia, z rozkładanymi okładkami (gatefold) i grubym, lakierowanym papierem oraz z dodatkowymi wkładkami, do których wsuwa się krążki. No i jest też obi z japońskimi tłumaczeniami tytułu. Na obi znajdą państwo logo naszego magazynu „High Fidelity Masters”. Jest to edycja limitowana do 500 sztuk, z czego 350 sztuk wytłoczono na czarnym winylu, a 150 na bezbarwnym; płyty są manualnie numerowane przez Adama Czerwińskiego.

Taśma master została wysłana do Hendrika Paulera, do jego studia Pauler Acoustics. Założone w 1976 roku przez Güntera Paulera jako studio nagraniowe, oferuje mastering płyt winylowych od 1979 roku, a specjalizuje się w nacinaniu matryc DMM. Taka też matryca powstała dla płyty That’s My Game.

Przypomnijmy: DMM Master (skrót od Direct Metal Mastering Master) to miedziana płyta-matka, na której dzięki diamentowego rylca wycina się rowki i z której tworzone są kolejne odbitki. Zamiast nacinania miękkiego dysku z plastiku (lacquer disc) pokrytego lakierem nitrocelulozowym, sygnał audio jest grawerowany w cienkiej warstwie miedzi nałożonej na stalowy dysk.

Daje to skróconą ścieżkę produkcji: tradycyjna metoda wymaga stworzenia trzech kolejnych metalowych generacji (ojciec matka matryca). W technologii DMM miedziany dysk (DMM master) służy bezpośrednio jako pozytyw (odpowiednik „matki”), z którego galwanicznie tworzy się ostateczne matryce do tłoczenia. Historycznie nie wszyscy byli z tej innowacji zadowoleni, z czasem udało się ją jednak opanować i w tej chwili uważa się ją za wysokiej klasy alternatywę dla klasycznego „lakieru”.

Dźwięk

PROGRAM: STRONA A: 1. Blues Is On My Mind, 2. Over You, 3. Rainy Day, 4. Open The Gate, 5. Little Wing ‖ STRONA B: 1. That’s My Game, 2. Infinity of the Blue Sky, 3. The Thrill is Gone, 4. Run For Love, 5. Wishing Well

Ufff… Jest czad… Płyty That’s My Game trzeba słuchać głośno. Tak została nagrana i zmasterowana, tak też powinna być odtwarzana. Słuchana cicho jest nieco mdła. To ciekawe, ponieważ większość nagrań rockowych robi się tak, aby dobrze grały także na małych głośnikach i cicho. Tutaj jest inaczej – to pełnopasmowe, potężne brzmienie, w którym nie podkreślono wysokich tonów. Wszystko „budzi się” więc dopiero przy poziomie 85 dB. A to całkiem głośno.

Pierwsze wrażenie potęgi i głębi wynika z kilku rzeczy. Już w otwierającym krążek ˻ A1 ˺ Blues Is On My Mind dostajemy niesamowicie szeroką perspektywę. Perkusja została ustawiona klasycznie dla nagrań rockowych, to jest od lewej do prawej, z werblem i na osi odsłuchu. Jest ona aktywna, ale nie dominuje, a blachy brzmią w ciężki sposób, trochę na modłę nagrań bluesowych. Jest na nich całkiem sporo pogłosu, ale nie przesadzano z nim.

Stopa jest bardzo mocna i głęboka, ale i ona nie wyskakuje, nie przytłacza brzmienia. Znacznie wyraźniejsza jest za to gitara basowa. Ma ona fantastyczną selektywność oraz barwę. Jest mocna, głęboka, a także wielobarwna. Nie tłucze buczącym „buuu”, ale zarówno w szybkim Blues…, jak i spokojnym ˻ A2 ˺ Over You w pewien sposób panuje nad wszystkim. No i schodzi bardzo głęboko bez artefaktowego pogrubienia – jest selektywna i czytelna do samego dołu. Znając nagrania wytwórni Stockfisch, czyli wydawniczego ramienia studia Pauler Acoustics, mogę powiedzieć, iż duża w tym zasługa matrycy DMM – lakiery tak nie grają. Ale i samo nagranie na to pozwoliło.

Pierwsze wrażenie potęgi i głębi wynika z kilku rzeczy. Już w otwierającym krążek ˻ A1 ˺ Blues Is On My Mind dostajemy niesamowicie szeroką perspektywę. Perkusja została ustawiona klasycznie dla nagrań rockowych, to jest od lewej do prawej, z werblem i na osi odsłuchu. Jest ona aktywna, ale nie dominuje, a blachy brzmią w ciężki sposób, trochę na modłę nagrań bluesowych. Jest na nich całkiem sporo pogłosu, ale nie przesadzano z nim.

Stopa jest bardzo mocna i głęboka, ale i ona nie wyskakuje, nie przytłacza brzmienia. Znacznie wyraźniejsza jest za to gitara basowa. Ma ona fantastyczną selektywność oraz barwę. Jest mocna, głęboka, a także wielobarwna. Nie tłucze buczącym „buuu”, ale zarówno w szybkim Blues…, jak i spokojnym ˻ A2 ˺ Over You w pewien sposób panuje nad wszystkim. No i schodzi bardzo głęboko bez artefaktowego pogrubienia – jest selektywna i czytelna do samego dołu. Znając nagrania wytwórni Stockfisch, czyli wydawniczego ramienia studia Pauler Acoustics, mogę powiedzieć, iż duża w tym zasługa matrycy DMM – lakiery tak nie grają. Ale i samo nagranie na to pozwoliło.

Ciekawa rzecz – pomimo iż jest to album gitarzysty w roli lidera, ten instrument nie dominuje. Adam wspominał o walce podczas miksu i tym, iż dużą część śladów wyciszyli lub wycofali. To słychać. Kiedy jednak wchodzi solo, jak w środkowej części ˻ A3 ˺ Rainy Day, odzywa się mocno i wyraźnie, choćby wówczas nie jest jednak jasna i zgrzytliwa, a przypomina to, co słychać na nagraniach bluesowych i… deathmetalowych (ostatnio wróciłem do niektórych pozycji). A kiedy rozpoczyna utwór, na długim, ciemnym pogłosie, jak w ˻ A4 ˺ Open The Gate, z reverbami otwierającymi ją w stereoskopii, wówczas aż chce się dokręcić gałkę wzmacniacza jeszcze bardziej.

To jest utwór poświęcony Van Halenowi, nic więc dziwnego, iż po wstępie pojawia się tu dźwięk syntezatorów. Ładnie, naprawdę ładnie wypełnia on przestrzeń i nasyca dźwięk w sferze przed nami. To niezbyt głośny utwór, ale choćby tutaj trzaski czy szumy są praktycznie niesłyszalne – po umyciu płyta jest niezwykle cicha (w sensie – mechanika odczytu nie wnosi zbyt wiele od siebie).

Mocniej dzieje się w drugiej części utworu. Nie jestem pewien, czy to przejście do mnie przemawia, ale może jestem spaczony – wolałbym, aby taki właśnie, ambientowy obraz pozostał do końca. Ale to jednak utwór instrumentalny i moment na pokazanie się gitarzysty w kilu wcieleniach, więc może i tak jest lepiej. Poza tym ładnie pod spodem słychać i klasyczny dźwięk syntezatora, i – co jakiś czas – Hammonda.

Stronę A kończy cover Hendrixa ˻ A5 ˺ Little Wing. Jeśli brakowało mi w poprzednim utworze ambientu, przestrzeni, dostaję go właśnie tutaj. Nie jest łatwo grać coś po mistrzowskich wykonaniach autora i po n-tym powtórzeniu przez innych muzyków. Tej wersji słucha się jednak bardzo, ale to bardzo dobrze. Nieprzekombinowana, a jednak z mocną, czytelną gitarą, do której w pewnym momencie dochodzi syntezator (świetny pomysł!), płynie swobodnie, również dzięki ciepłemu wokalowi Joanny Knitter.

Jeszcze tego nie mówiłem, ale wydaje mi się ona czymś w rodzaju „zwornika”, przecież bardzo dobrej muzycznie, płyty. Nie jestem specjalnym zwolennikiem śpiewania przez polskie wokalistki (i wokalistów) w języku angielskim, ponieważ bardzo rzadko słychać to tak, jakby to był język natywny, a udawanie i mimikra męczą mnie. Tym razem „siadło” to wszystko gładko. Knitter śpiewa bez emfazy, bez udawania, a jednak daje to dobry efekt.

Wróćmy jednak do dźwięku. Tytułowy ˻ B1 ˺ That’s My Game to groove w najczystszej postaci. Dźwięk jest tutaj gęstszy i ciut mocniej skompresowany niż wcześniej, ale jednocześnie jest też szeroki – perkusja jest naprawdę od lewa do prawa, a gitary mają mocne reverby. Fajnie to słychać. Podobnie jak delay’e na wokalu otwierającym ˻ B2 ˺ Infinity of the Blue Sky. Tutaj, znowu, gitara basowa „robi” dźwięk. Szerokie gitary poszerzają perspektywę, a perkusja, niby z tyłu, a jednak czytelna, nadaje całości głębi. A kiedy w połowie w tej wolnej części, wchodzi gitara na osi odsłuchu, z długim pogłosem, nie rozwala wszystkiego i nie gasi dynamiki, mimo iż ma długi pogłos, a podrywa wszystko do pionu, nadaje całości głębszy wymiar.

I teraz: słuchając tej płyty nie czujemy agresji. Ani w warstwie muzycznej, ani dźwiękowej. To płyta, po prostu, bluesowa. W tym sensie, w jakim bluesa grali Led Zeppelin czy Hendrix. Jest gęsta do granicy, jest nasycona na maxa i nie ma ostrych krawędzi. Dzięki takiemu ustawieniu wszystko jest wspaniale czytelne i choćby przy mocnych gitarach ˻ B3 ˺ The Thrill is Gone świetnie słychać Hammonda, można swobodnie śledzić grę Adama i wysłuchać, naprawdę się da, brzmienia werbla, czyli jego precious. Podobnie rzecz ma się zresztą z równowagą i czytelnością. Posłuchajmy też zakończenia tego utworu, z tymi potężnymi bębnami i gitarą basową, a zobaczymy, na co stać nasz system.

˻ B4 ˺ Run For Love, zagrany na gitarze akustycznej i z wokalem, pokazuje dlaczego ta płyta tak świetnie brzmi. Chodzi na niej o doskonałą równowagę między barwą, dynamika i nasyceniem. Poziomy ścieżek zostały dobrane tak, aby gitary lidera były dominantą, ale bardziej muzyczną niż dźwiękową. Nie są bowiem ostre, ani jazgotliwe, a rock taki zwykle jest. Dlatego właśnie pisałem o bluesie. Kto wie, czy to nie jest właśnie kierunek, w którym można by pójść z kolejnymi tytułami.

Płyta brzmi doskonale, nie słyszałem chyba tak czytelnych i gęstych bębnów i gitary basowej na płycie z muzyką rockową. Gitary lidera mają wyjątkowo dobrą równowagę i są interesujące muzycznie. Ozdobą płyty jest wokal Knittel, to bez wątpienia, ładnie śmiejącej się na zakończenie Run For Love, ale też i pojawiające się całkiem często klawisze sklejają wszystko w całość.

Może zresztą taki podział nie ma sensu, bo to po prostu świetnie wyprodukowana, bardzo „słuchalna” płyta. ˻ B5 ˺ Wishing Well, cover z repertuaru zespołu Free, zagrany w minimalistyczny sposób, cicho, z wyczuciem, bardzo dobrze ją podsumowuje. Nawe tutaj szumy i trzaski są minimalne i dopiero po osiągnięciu dobiegówki jest głośniej.

CLEAR vs BLACK vs TEST PRESS

Porównania płyt wytłoczonych na czarnym w winylu i na winylu w innym kolorze, a także pozbawionych koloru w ogóle, to czysty fun. Także i tym razem dobrze się bawiłem. Oto dostajemy dwie, niemal identyczne wersje płyty, które jednak odbiera się w znacząco odmienny sposób.

Przezroczysta wersja That’s My Game jest jaśniejsza i nieco ostrzejsza. Ma wyraźniej akcentowane krawędzie dźwięku, przez co ważniejsze stają się te dźwięki, które akcentują frazę, a nie te, które je wypełniają. Również i wokal Knittel jest na niej jaśniejszy i bardziej selektywny. Trochę mocniej idzie to w kierunku mainstreamowego rocka. A jednak…

To jeden z nielicznych przypadków, w których lepiej słuchało mi się czarnej wersji LP. Jestem fanem bezbarwnego winylu, dlatego sam się sobie dziwiłem. Nie, żeby było źle, to przecież znakomite nagranie. Mimo to, w tym przypadku, wybrałbym wersję czarną. Ale to ja, w państwa systemie może być inaczej.

Dopowiem tylko, iż Test Press zagrał jeszcze trochę inaczej. Barwowo bliżej mu było do przezroczystej wersji. Z kolei jeżeli chodzi o zejściu basu do czarnej. Generalnie jednak to właśnie czarny winyl dał mi najwięcej radości.

Podsumowanie

Adam Czerwiński mówi o „nowym otwarciu” w swojej wytwórni. Fajnie, dobrze, iż kombinuje, a nie osiada na laurach. Moim zdaniem płyta pokazuje, iż równie dobrze, jak jazz wychodzi Adamowi produkcja płyt bluesowych. Rock – OK., spoko, ale raczej w tego typu wydaniu, jak płyta That’s My Game, czyli zanurzona w gęstym groovie. Ja bym szedł właśnie tam. Bo jest bardzo dobrze. ‖ WP

» Jakość dźwięku: BLACK 10/10 | CLEAR 9/10

ACRECORDS.pl

»«

JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty słuchane były na gramofonie Rega P8 z wkładką Denon DL-103R i z przedwzmacniaczem RCM Audio. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo i wreszcie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, AC Records

«●»

Idź do oryginalnego materiału