Mamo, uśmiechnij się
Aldona nie przepadała, gdy do ich domu wpadały sąsiadki i prosiły jej mamę, by zaśpiewała jakąś piosenkę.
Andzia, zaśpiewaj coś, taki masz ładny głos, a jak tańczysz! mama zaczynała, sąsiadki podchwytywały, a czasem wszystkie razem tańczyły na podwórku, aż kurz leciał z kaloszy.
Wtedy Aldona mieszkała z rodzicami na wsi, w swoim domu, a był jeszcze młodszy brat Jaś. Mama była wesoła, serdeczna, gdy sąsiadki się zbierały do domu, mówiła:
Wpadnijcie następnym razem, dobrze posiedziałyśmy, pośmiałyśmy się sąsiadki zarzekały się, iż przyjdą.
Dlaczego Aldona nie lubiła, gdy mama śpiewała i tańczyła, sama nie wiedziała. Chyba się wstydziła. Była wtedy w piątej klasie i któregoś dnia powiedziała:
Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz przy sąsiadkach No wstyd mi jest trochę sama do końca nie rozumiała dlaczego.
Do dziś, będąc już dorosłą i sama będąc mamą, nie umie tego wyjaśnić. Mama odpowiadała jej wtedy:
Aldonka, nie wstydź się, powinnaś się cieszyć. Przecież wiecznie nie będę śpiewać i tańczyć teraz jestem jeszcze młoda
Aldona wtedy się nad tym nie zastanawiała i nie rozumiała, iż nie zawsze w życiu jest wesoło i lekko.
Kiedy była w szóstej klasie, a jej brat w drugiej, ich ojciec wyprowadził się od nich. Spakował manatki i tyle go było. Aldona nie wiedziała co się wydarzyło między rodzicami. Później, jako nastolatka, zapytała mamę:
Mamo, czemu tata od nas odszedł?
Dowiesz się, jak będziesz dorosła odpowiedziała mama.
Andżelika nie umiała wtedy powiedzieć córce, iż przyłapała męża w domu z inną kobietą, Weroniką, która mieszkała ulicę dalej. Dzieci były wtedy w szkole, a ona wróciła niespodziewanie do domu, bo zostawiła portfel z pieniędzmi.
Drzwi były otwarte, co ją zdziwiło, bo mąż przecież powinien być w pracy, było ledwo wpół do jedenastej. Weszła do sypialni szok, malownicza scena. Oboje patrzyli na nią jak na opadający liść, bez zażenowania.
Wieczorem, kiedy wrócił do domu była awantura. Dzieci bawiły się na dworze, nic nie słyszały.
Spakowałam ci rzeczy do walizki, wynoś się. Nigdy ci zdrady nie wybaczę.
Stefan próbował jeszcze rozmawiać:
Andzia, opętało mnie, zapomnijmy, mamy przecież dzieci.
Wynoś się, powiedziałam i wyszła na dwór.
Spakował się i poszedł. Andżelika ukradkiem wyglądała zza węgła domu. Nie chciała już więcej go widzieć, tak ją zabolała zdrada.
Przetrwam jakoś z dziećmi myślała, łzy jej cieknęły ciurkiem. Nigdy mu nie wybaczę.
I nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. I choć wiedziała, iż będzie ciężko, dopiero potem zobaczyła, jak bardzo. Musiała pracować na dwóch etatach. W dzień czyściła podłogi w szkole, a nocami kręciła się przy piecu w piekarni. Chodziła niewyspana, a jej uśmiech zniknął na dobre.
Tata odszedł, ale Aldona i Jaś widywali się z nim mieszkał z Weroniką cztery domy dalej. Weronice też był syn, w wieku Jasia, choćby chodzili razem do klasy. Mama nie zabraniała dzieciom widywać się z ojcem. Grali razem w piłkę na podwórku, ale obiad zawsze jedli w swoim domu. U Weroniki na jedzenie nie było co liczyć.
Bywało też, iż syn Weroniki wpadał z nimi do domu Aldony. Sąsiedzi patrzyli zdziwieni. Mama karmiła wszystkich; nie miała nic przeciwko pasierbowi męża. Aldona nigdy już nie widziała mamy wesołej. Była dobra, troskliwa, ale jakby zamknięta na trzy spusty.
Czasem Aldona wracała ze szkoły, bardzo chciało jej się pogadać, więc opowiadała, co słychać w klasie, co przeżyli na lekcjach.
Mamo wyobraź sobie, Gienek przyniósł kotka do klasy, a ten miauczał na lekcji. Pani nie mogła pojąć, kto tak jęczy, myślała, iż Gienek zgrywa kota. My jej mówimy: To kotek w plecaku, a ona na to wygoniła Gienka z klasy i jeszcze mamę mu kazała wezwać.
No tak Rozumiem powtarzała tylko mama.
Aldona widziała, iż nic już jej mamę nie cieszy. Niejednej nocy słyszała jej płacz. Stała długimi minutami w oknie, patrząc w jeden punkt. Już będąc dorosłą, Aldona pojmowała:
Chyba mama była potwornie zmęczona, przecież pracowała dzień i noc, bez snu. Pewnie i witamin jej brakowało… Ledwie ciągnęła na nogach, ale nas z bratem zawsze miała na tip-top. Ubrania czyste, wyprasowane… wspominała często.
A wtedy prosiła tylko:
Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.
Andżelika kochała dzieci po swojemu nie była wylewna, czasem tylko pochwaliła za dobre stopnie i to, iż nie sprawiają kłopotów. Dobrze gotowała, dom był jak z obrazka.
Aldona czuła jej miłość, gdy mama zaplatała jej warkocze. Gładziła ją wtedy po głowie, ze smutkiem, choćby ramiona się jej pochylały pod tym ciężarem. Zęby zaczęły jej wypadać wcześniej niż innym usuwała, nie wkładała nowych.
Po podstawówce Aldona nie myślała o żadnym liceum nie chciała zostawiać mamy samej. Wiedziała, iż studiowanie kosztuje. Znalazła pracę w sklepie spożywczym dwie ulice od domu. Starała się jak mogła pomóc mamie Jaś rósł błyskawicznie, ciągle były mu potrzebne nowe rzeczy.
Pewnego dnia do sklepu wpadł Michał nie stąd, z sąsiedniej wsi. Zwrócił na nią uwagę, choć był dziewięć lat starszy.
Jak ci na imię, śliczna? zagadnął z uśmiechem. Nowa jesteś, nie widziałem cię tu dotąd, a bywam czasem, jak przejeżdżam.
Aldona. Ja pana też wcześniej nie widziałam.
Ja z Brzóz Dolnych, to osiem kilometrów stąd. Michał jestem.
Tak się poznali. Michał zaczął co jakiś czas podjeżdżać do Aldony, pod sklep i po pracy. Wieczorami spacerowali, czasem siedzieli w jego polonezie. Zaprosił ją choćby do siebie, do domu. Mieszkał z mamą ciężko chorą. Z żoną dawno się rozstał wyjechała do miasta z córką, nie chciało jej się opiekować teściową.
Gospodarstwo Michała było pokaźne, dom duży, aż echo. Na stole u niego śmietana, schab, ptasie mleczko. Aldona poczuła, iż żyje. Teściowa leżała w swoim pokoju.
Aldona, może byśmy się pobrali? zaproponował nagle Michał. Podobasz mi się bardzo. Uprzedzam tylko, mama chora, trzeba się opiekować, ale ja będę pomagał.
Aldona się ucieszyła, choć nie dała po sobie poznać. Dla niej to nie był żaden problem. Michał patrzył na nią z nadzieją.
Trudno, będę jadła do syta mięsa i śmietany, jak w restauracji żartowała w myślach. W końcu odpowiedziała: Dobrze, zgadzam się.
Aldonka, kocham cię, choćby nie wierzyłem, iż taka młoda dziewczyna jak ty zgodzi się na starego rozwodnika. Obiecuję, iż nigdy nie zrobię ci krzywdy.
Michał pracował i gospodarzył, Aldona po ślubie przeprowadziła się do niego na wieś. Prawdę mówiąc, już nie bardzo chciała wracać do domu. Jaś dorósł, wyjechał do technikum do miasta, wracał tylko na weekendy albo święta.
Minęło trochę lat i rzeczywiście Aldona była szczęśliwa. Mają dwójkę synów, urodzili się jeden po drugim. Ona już nie pracowała, bo roboty w domu po kokardę, a dzieciaki żywe jak ogień, choć teściowa zmarła dwa lata po ślubie. Gospodarstwo wielkie, zawsze coś do roboty, ale Michał dbał, żeby żona się nie przeciążała.
Nie targaj tych wiader, ja wszystko zrobię. Twoja działka to nakarmić kury, kaczki i wydoić krowę, świniami zajmę się sam.
Aldona wiedziała, iż mąż ją kocha, dba o nią i dzieci. Choć w domu rodzinnym nie miała żadnego wielkiego gospodarstwa, ze wszystkim sobie radziła. Michał był szczodrym mężem.
Aldonka, zawieźmy mamie mięso, śmietanę, mleko. Przecież ona wszystko musi kupować, a u nas swoje, swojskie.
Mama przyjmowała wszystko z wdzięcznością, ale uśmiech się nie pojawił choćby na widok wnuków. Do mamy jeździli często, Aldona aż ją czasem bolało serce, bo nie wiedziała, jak przywrócić mamie chęć do życia.
Może pójdziesz do księdza, do kościoła, pogadaj, może coś doradzi zaproponował Michał i Aldona chwyciła się tej myśli.
Ksiądz obiecał pomodlić się i powiedział:
Módl się, żeby mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka.
Aldona modliła się gorliwie.
Któregoś dnia mama poprosiła córkę:
Córeczko, pożyczysz mi trochę pieniędzy? Chcę sobie protezę zrobić, bo już wstyd bez zębów.
O rety, mamo, ja ci wszystko opłacę ucieszyła się Aldona, ale wiedziała, iż mama nie przyjmie, tylko odda.
Pożyczyła pieniądze, a mama zaraz obiecała zwrócić, jak tylko będzie mieć. Przez jakiś czas Aldona nie odwiedzała mamy, rozmawiały przez telefon mąż był zajęty, pomagał swemu wujkowi Józkowi. Wujek kupił dom w tej samej wsi, co oni, bo żona go wygnała, dzieci dorosły. Michał załatwiał mu dokumenty i czasem zaglądał do niego, czasem zabierał Aldonę.
Pewnego dnia mąż wrócił i mówi:
Stawiam na to, iż wuj Józek chce się żenić drugi raz. Podsłuchałem przez telefon, jak z kimś rozmawia…
I dobrze robi przytaknęła Aldona. Taki dom sam nie zagospodaruje się, gospodyni się przyda.
Za niedługo wujek sam wpadł ich zaprosić.
Mam zaszczyt was zaprosić do siebie. Spotkałem swoją pierwszą miłość ze szkoły. Jutro się wprowadza, a pojutrze wpadajcie na kawę.
Po dwóch dniach Aldona z Michałem z drobnym upominkiem ruszyli w gości. Gdy Aldona przekroczyła próg, zamarła z wrażenia. Stała tam jej mama, roześmiana, kwitnąca jak młoda dziewczyna.
Mamo! Ale się cieszę! Czemu nic nie mówiłaś?
Nie chciałam zapeszyć, co by było, jakby nie wyszło.
Wujku, czemu nic nie wspomniałeś?
A jakby Anna się rozmyśliła? Teraz jest dobrze jesteśmy szczęśliwi.
Michał z Aldoną cieszyli się razem z nimi. Anna rozpromieniała się i od tej pory nie zdejmowała uśmiechu z twarzy.
Dziękuję za doczytanie do końca, za każde dobre słowo i kciuk w górę. Niech wam się w życiu układa, a uśmiech gości na twarzy częściej niż u mamy Aldony!
