– Mamo, ty naprawdę chcesz przepisać nasze mieszkanie na syna brata?
– A potem przyjdziesz do mnie mieszkać? Nie wpuszczę cię!
– choćby o tym nie myśl! Mamo, ogarniasz się w ogóle?
– On cię od razu wyrzuci, czy ty tego nie rozumiesz?
– Zosiu, nie sprzeczaj się ze mną! Tak postanowiłam!
Matka na początku próbowała być twarda.
Chciała pokazać pewność siebie i niezależność.
Potem jednak się rozpłakała.
W głębi duszy wiedziała, iż krzywdzi córkę.
Mateusz, młodszy brat Zosi, zawsze był jej oczkiem w głowie.
Olena urodziła go po trzydziestce, już przemyślanie.
Zosię miała wcześniej, z młodzieńczego zauroczenia.
Dlatego traktowała córkę jak fakt dokonany.
Wychowywała ją głównie babcia.
Olena wtedy kończyła studia.
Mateusza planowała, gdy wyszła za mąż ponownie.
Cieszyła się jego narodzinami z całego serca.
Zosia widziała to wszystko od dziecka.
Nie rozumiała tylko jednego.
Czemu matka tak jawnie faworyzuje syna?
Inni rodzice to skrywają.
Olena choćby nie próbowała.
Potem dziwiła się, iż dzieci się nie kochają.
Może były na to powody?
Mateusz dostawał od dziecka to, co najlepsze.
Zosia musiała zadowalać się resztkami.
Nie miała prawa narzekać.
Pieniędzy też dostawał więcej, bo był mężczyzną.
Że młodszy od Zosi? Bez znaczenia.
– Zapamiętaj! Mateusz, jak dorośnie, będzie zarabiał sam.
– Teraz muszę mu pomóc!
– Mamo, a co ze mną?
– A ty? Wyjdź dobrze za mąż i trzymaj się męża.
Olena mówiła to, nakrywając do stołu.
Zosia odpowiedziała, iż nie chce zależności od mężczyzny.
Chciała się rozwijać, także zawodowo.
– Co ty wygadujesz, na Boga?
– Samo cię to nie śmieszy?
– Co w tym śmiesznego?
– To, iż nikt w rodzinie tak nie myślał.
– Więc będę pierwsza.
Zosia nie rozumiała logiki matki.
Nie chciała się jej podporządkować.
Wkrótce wyprowadziła się na wynajmowane mieszkanie.
Był to dla niej łyk świeżego powietrza.
Życie pod jednym dachem stało się nie do zniesienia.
Im starsza była, tym trudniej to znosiła.
Oni się specjalnie nie zmartwili.
W mieszkaniu zrobiło się więcej miejsca.
Minęło pięć lat.
Zosia wzięła kredyt i spłaciła go sama.
Mateusz mieszkał z matką dalej.
Wprowadził tam żonę, potem urodziło im się dziecko.
Olena zwykle godziła się ze swoim losem.
Ale tylko do pewnego momentu.
– Wyobraź sobie, sąsiadka kupiła zmywarkę.
– Dzieci jej podarowały.
– To dobrze, mamo.
– Żebym ja taką miała, ale boję się choćby wspomnieć.
– Dlaczego?
– Bo Mateusz ma problemy w pracy.
– Mogą go zwolnić, a Ala jest na macierzyńskim.
Mateusz nie lubił dzielić się pieniędzmi.
Wystarczało mu życie na koszt matki.
Jakby jedzenie samo się pojawiało w lodówce.
– Mateuszu, kiedy obudzi się w tobie sumienie?
Zosia spotkała brata przypadkiem w sklepie.
Kupował piwo i chipsy przed meczem.
– O co ci chodzi?
– Pomagaj matce finansowo!
– Jej emerytura nie jest z gumy.
– Wiesz, iż wszystko kupuje sama?
Mateusz spuścił wzrok, bo wiedział, iż to prawda.
– A tobie co do tego? Nie mieszkasz z nami.
– Szkoda mi matki!
– To sobie współczuj. Ani rodziny, ani męża.
– Tylko innych żałujesz!
Odwrócił się i odszedł bez słowa.
Zosia stała długo w osłupieniu.
Mateusz wiedział, gdzie uderzyć najmocniej.
Miała trzydzieści pięć lat i nigdy nie była zamężna.
Były chłopak zdradził ją po kilku latach związku.
Teraz nie była gotowa na nic nowego.
Matka chciała przepisać mieszkanie na wnuka.
Zosia powiedziała jedno: nie wpuszczę jej do siebie.








