Małżeństwo z rozsądku — Historia Iriny i Sergeja: zaskakująca propozycja ojczyma, fikcyjny ślub dla …

newsempire24.com 8 godzin temu

MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU

Panie Henryku, czy mogłabym z panem porozmawiać? w drzwiach gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Matyldy. Zawsze kapryśna i zbyt głośna dziewczyna była podejrzanie uprzejma i spokojna.
Czego chcesz? mężczyzna oderwał się od pracy przy komputerze i spojrzał spode łba na pasierbicę.
Mam do pana wielką prośbę Matylda nie czekała, aż ojczym zaprosi ją do gabinetu. Śmiało przekroczyła próg, zamknęła za sobą drzwi i usiadła naprzeciwko zdezorientowanego mężczyzny.
Nie będę ci podwyższać pensji! powiedział stanowczo pan Henryk, jakby już wiedział po co Matylda przyszła. choćby nie proś! Zupełnie nie radzisz sobie z obowiązkami. Zawsze się spóźniasz i przez ciebie wszystko się opóźnia już po raz kolejny tłumaczył jej, jak ważna jest odpowiedzialność. Nie podobało mu się, iż Matylda często wdawała się w konflikty z innymi pracownikami i knuła intrygi wobec kolegów, z którymi nie potrafiła się dogadać.
Od kilku miesięcy właściciel firmy rozważał zwolnienie niesfornej dziewczyny, ale brakowało mu na to odwagi. Matylda była córką jego ukochanej żony. Z Anną Henryk poznał się piętnaście lat temu. Wzięli ślub i żyli szczęśliwie, póki u Anny nie wykryto raka. Odeszła dwa lata temu, a on żałował kapryśnej pasierbicy, która tak bardzo przypominała mu żonę z wyglądu.
Wiem już, iż o podwyżce nie ma mowy burknęła Matylda. Przyszłam z zupełnie innej sprawy.
Więc jakiej? uniósł brew mężczyzna i z ciekawością pochylił się do przodu.
Panie Henryku… zaczęła żałośnie dziewczyna wie pan, jak bardzo było mi ciężko po śmierci mamy? Ona była jedyną osobą na świecie, która mnie kochała i wspierała…
I dlatego ciągle ją dręczyłaś, co? Henryk zmarszczył brwi. Pamiętał dobrze relacje między Anną a Matyldą. Żona kochała swoją córkę, ale dziewczyna zawsze była krnąbrna i przysparzała matce wielu zmartwień. Po co mi to wszystko opowiadasz? Chcesz wzbudzić litość? Przechodź do rzeczy, mam dużo pracy.
Panie Henryku… kręcąc się na krześle Matylda wciąż nie mogła się zdobyć na prośbę czy nie mógłby mi pan pomóc finansowo? Chciałabym spróbować własnego biznesu, ale na naukę potrzebuję pieniędzy.
Nie przerwał stanowczo. Z twoim podejściem nie nadajesz się do biznesu ani choćby do skończenia porządnie nauki. Sto razy mówiłem ci: Matylda, czas dorosnąć! Ale ty wciąż zachowujesz się jak zbuntowana nastolatka.
Przysięgam, iż jeżeli mi pan pomoże i dam mi pan szansę, zmienię się. Mam już dość tej niepewności. Chcę mieć porządną pracę, karierę, męża, dzieci
Hm Henryk pociągnął nosem i spojrzał na dziewczynę dziwnie, widocznie się denerwując. Masz kogoś na oku? Jest ktoś, kto się tobą interesuje?
Nie mam nikogo machnęła ręką Matylda. Gdyby był, nie siedziałabym tutaj. Z partnerem zawsze łatwiej ułożyć sobie życie.
Masz rację Ale partnerzy bywają różni stukając palcami po blacie, Henryk jakby zbierał się do wyznania. Wiesz co? Mam dla ciebie propozycję, która pozwoli ci żyć o wiele lepiej.
Propozycję? zdziwiła się Matylda, nie rozumiejąc, do czego zmierza ojczym.
Dam ci pieniądze, ale pod jednym warunkiem Henryk uśmiechnął się tajemniczo i wygodnie rozsiadł w fotelu.
Jakim? dziewczyna zesztywniała. choćby w najgorszym śnie nie wyobrażała sobie, o co mógłby ją poprosić.
Wyjdź za mnie za mąż, a dostaniesz wszystko, o czym marzysz wyłożył jasno, splatając palce i patrząc na nią poważnie.
Za pana?! najpierw Matylda oniemiała, potem uznała, iż żartuje i wybuchnęła śmiechem. Ale pan żartowniś! Tak żartować z własną pasierbicą!
Skąd wiesz, iż żartuję? niezadowolony Henryk spojrzał srogo. Zrozumiała wtedy, iż mówił poważnie. Mimo dużej różnicy wieku jesteśmy dorośli. Moglibyśmy być szczęśliwi.
Szczęśliwi?! Pan mógłby być moim ojcem! Czemu akurat ja? zapaliła się Matylda. Henryk miał czterdzieści pięć lat. Wciąż wyglądał młodo i zadbanie, ale propozycję traktowała jako absurdalną. Nie rozumiała, czemu wybrał ją, skoro wokół niego nie brakowało poważnych kobiet.
Wiecie, iż chcę rozszerzyć firmę i podpisać kontrakt z ważnym zagranicznym partnerem? odczytał pytanie z jej twarzy i wyjaśnił W umowie wymagają, bym był żonaty. Takie jest podejście uważają, iż człowiek z rodziną budzi większe zaufanie.
Ale czemu ja? Nie lepiej ożenić się z kimś innym?
Po pierwsze, znamy się od lat, a ty wiesz, jak kochałem twoją matkę. Po drugie, mam pewność, iż nie wygadasz nikomu, iż to małżeństwo na papierze. Po trzecie, wiem, iż potrzebujesz pieniędzy. jeżeli się zgodzisz, dam ci własną firmę.
Czyli to fikcyjny ślub? Żadnych relacji? gniew Matyldy ustąpił miejsca ciekawości.
Wyłącznie formalność. I co powiesz? zapytał surowo Henryk.
Muszę się zastanowić.
Zastanów się skinął głową na drzwi.
Zamykając za sobą drzwi, Henryk przez chwilę żałował tego pomysłu. Znał charakter Matyldy wiedział, iż równie dobrze może się zgodzić, jak i zniknąć tuż przed ślubem. Ale słowo się rzekło, nie było odwrotu.
Matylda nigdy nie myślała o Henryku jak o mężczyźnie, ale też nie uważała go za ojca. Nigdy jej nie przysposobił. Zawsze żyli obok siebie, rozmawiali rzadko.
Coś jednak po tej rozmowie się w niej zmieniło. Coraz częściej dostrzegała w nim nie tylko zaradnego, pewnego siebie człowieka, ale też kogoś innego. Przede wszystkim bogatego.
W końcu Matylda zgodziła się na propozycję. Umówili się, iż tylko formalnie się pobiorą i będą mieszkać osobno.
Zaraz po ślubie Henryk wypełnił wszystkie obietnice: podarował jej przestronne mieszkanie w centrum Warszawy, dał środki na firmę, opłacił kursy, utrzymywał ją w pełni.
Matylda również dotrzymała słowa. Zawsze towarzyszyła oficjalnemu mężowi na spotkaniach biznesowych, udając szczęśliwą mężatkę.
Porzuciła beztroskie życie. Doroślała, zaczęła patrzeć na Henryka zupełnie inaczej wydał jej się mądry, opiekuńczy, szczodry. Coraz mniej chciało jej się go opuszczać, coraz bardziej rozumiała, za co kochała go jej matka.
Przez rok ani razu nie żałowała swej decyzji.
Po roku uzgodnili rozwód. Biznesmen podpisał kontrakt, nie musiał udawać szczęśliwego męża. Ale ich relacje już się zmieniły. Henryk nie widział już w Matyldzie krnąbrnej dziewczyny, a ona przyzwyczaiła się do niego na tyle, iż nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Dziękuję ci, teraz poradzisz sobie sama powiedział Henryk. Jak obiecałem, jesteś wolna.
Na pewno chcesz rozwodu? zapytała niespodziewanie Matylda, stojąc obok niego przed urzędem stanu cywilnego.
A ty nie? spojrzał na nią, dostrzegł smutek w jej oczach.
Nie chcę wyznała otwarcie.
Ja też nie chcę uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Ale jeżeli zostaniesz moją żoną, to tylko naprawdę.
Zgadzam się.
Do urzędu już nie weszli. Zmienili zdanie tuż przy wejściu.

Idź do oryginalnego materiału