"Malutkie cuda" to perełka, którą pokochają fani brytyjskich komedii – recenzja nowości Apple TV

serialowa.pl 1 godzina temu

„Malutkie cuda” to nowy serial twórcy „Detektorystów”, co już jest dużą rekomendacją. Tym razem jednak Mackenzie Crook nie poprzestaje na realizmie prozy brytyjskiego życia i sięga po zaskakujące konwencje gatunkowe.

W Wielkiej Brytanii w lutym, na świecie w październiku? Do różnych opóźnień jesteśmy, niestety, przyzwyczajeni, a wielu seriali z Wysp nie widzieliśmy przez cały czas (czy można prosić o „Riot Women”, „We Are Lady Parts” i „Tip Toe” – tak między innymi?), jednak tu sytuacja okazuje się nietypowa, bo licencję na „Malutkie cuda” („Small Prophets”) po wielkim sukcesie emisji serialu na BBC zakupiło Apple TV, które nie słynie z takich zakupów, stawiając na własne produkcje anglojęzyczne, ewentualnie nabywanie praw do znacznie starszych marek. Cóż, późno, bo późno, ale grunt, iż dostajemy szansę zobaczenia tej – na razie – sześcioodcinkowej historii, którą napisał i wyreżyserował Mackenzie Crook („Detektoryści”).

Malutkie cuda – o czym jest serial twórcy Detektorystów

„Malutkie cuda” to urocze uzupełnienie oferty Apple’a, który przecież, obok robionego „na bogato” science fiction, od zawsze ma w ofercie seriale, właśnie, „malutkie”. I nie myślę tylko o tych, które wyrosły na wielkie hity jak „Ted Lasso„, ale o wartych pamięci specyficznych produkcjach typu „Dickinson„, „Little America” czy „Schmigadoon!„.

Czy serial Crooka będzie hitem? Życzę mu tego, bo chociaż odnajdą się tu niewątpliwie zwłaszcza wielbiciele „Detektorystów„, to „Malutkie cuda” mają spore szanse zainteresować sobą widzów innych komediowych pomysłów z elementami tragizmu.

„Malutkie cuda” (Fot. Apple TV)

Weźmy choćby punkt wyjścia: siedem lat od zaginięcia partnerki Michael Sleep (Pearce Quigley, „Detektoryści”, „Dżentelmeni”) żyje trochę na autopilocie. Niby chodzi do pracy w budowlanym markecie, pełnym ekscentryków, niby odwiedza ojca, Briana (Michael Palin we własnej montypythonowskiej osobie), w domu opieki, ale wraz ze zniknięciem Clei zniknęła jego życiowa energia. Brzmi jak „After Life„? Równocześnie widzimy, jak powoli główny bohater znajduje cel, a w niektórych scenach także empatię, choćby wobec pracującej z nim Kacey (Lauren Patel, „Szkoła na Waterloo Road”). Chwilami wspiera innych nieco jak Ted Lasso. A motywację do działania zapewni mu projekt nie z tego świata, który w zwykłe manchesterskie sąsiedztwo wprowadzi element tajemnych wierzeń – czyż więc nie trochę jak we „Wdowiej Zatoce„?

Podobieństwo fabuł czy, mimo gryzącego brytyjskiego humoru, bohatera o dobrym sercu ukrytym za nieprzystępną fasadą do innych znanych nam serialowych historii to jednak tylko bardzo wierzchnia warstwa. Crook ma bowiem swój wyjątkowy styl, przez co „Malutkie cuda” nie wydają się w żaden sposób wtórne. Tę oryginalność widać przede wszystkim w sposobach pokazywania codzienności ludzi wiodących dość typowe życie, ale znajdujących ulgę w ekscentrycznościach i międzyludzkich relacjach. Jak wiadomo z „Detektorystów”, Crook nie potrzebuje do tego żadnych fantastycznych elementów, tu jednak postanowił zabawić się konwencją.

Malutkie cuda – codzienność z elementem fantastycznym

Michael, uzyskując od ojca magiczną recepturę na poznanie prawdy o zaginięciu ukochanej, podejmie się więc hodowania w słojach bardzo specyficznej formy życia (?), z czego wyniknie oczywiście wiele i dobrego, i złego. Dodajmy do tego Roya (Paul Kaye, „Gra o tron”), brata Clei, który chce odzyskać dom, i trochę innych ludzi i intryg. Pętle zaczną się wokół bohatera zaciskać, nieraz z udziałem wścibskiego sąsiada, Clive’a (Jon Pointing, „Smothered”), który nie może znieść wokół siebie jakichkolwiek przejawów nietypowości. Jeszcze kolejne problemy wynikną z tego, iż od Sleepa chce czegoś tajemnicza Bea (Kathryn Drysdale, „Bridgertonowie”).

„Malutkie cuda” (Fot. Apple TV)

I chociaż to wątek słojów napędza Michaela i nadaje główną oś fabularną, a choćby tytuł, dla mnie był on najmniej istotny w wysokie ocenie „Malutkich cudów”. Całe te elementy rodem ze starych legend nie mogą się bowiem równać z bardzo uniwersalną historią, w której tęsknota za wielką dawną miłością przeplata się z prozą życia, gdy trzeba znów jechać do domu opieki, bo coraz słabszy poznawczo ojciec coś „nawywijał”, albo trzeba iść do nielubianej pracy, gdzie osłodzić sobie życie można wpuszczaniem klientów w maliny (niektóre z tych scen nie wymagają kontekstu i niczym osobne skecze gwałtownie stały się hitami sieci), ignorowaniem szefa, Gordona (w tej wyrazistej drugoplanowej roli sam Crook), i międzygeneracyjną nicią porozumienia ze wspomnianą Kacey.

A to nie koniec, bo „Malutkie cuda” świat Michaela budują tak, iż każda interakcja zapada w pamięć. Bohater serialu w pracy ma też prześladowcę, Brighama (Ed Kear, „Kulawe konie”) o śmiechu, który może się przyśnić. A w sąsiedztwie poza koszmarnym Clive’e mieszkają jego znudzona, ale życzliwa Michaelowi żona, Bea (Sophie Willan, „Ludwig”), Olive (Shola Adewusi, „Bob kocha Abisholę”) ze specyficznym podejściem do swojego ogrodu i milczący nastoletni Elliot (debiutujący Adam Wright). Crookowi udaje się tak napisać postaci, iż – jak w „Detektorystach” – zwykli ludzie nie są zwykli.

Malutkie cuda – czy warto oglądać tę brytyjską komedię

Niesamowite, jak naturalnie wypada nagromadzenie w zaledwie sześciu półgodzinnych odcinkach tylu wątków i postaci (a wciąż nie wymieniłam wszystkich). Dzielnica, sklep, dom opieki – a w tym jeszcze ileś spraw ze sfery realnej i nadnaturalnej. Dzieje się wiele, a i tak zawsze jest czas na zabawną scenkę spoza głównej fabuły czy na dłuższą rozmowę o mniejszych i większych marzeniach. To coś dla ludzi szukających miłego serialu o codzienności i relacjach, ale i dla takich, którzy będą na forach dyskusyjnych debatować nad symbolami i snuć obszerne fanowskie teorie, co naprawdę stało się z Cleą.

„Malutkie cuda” (Fot. Apple TV)

„Malutkie cuda” to naprawdę gratka dla wszystkich ceniących brytyjskie seriale komediowe, nie tylko „Detektorystów”. Jest śmiesznie, a czasem smutno. Bohaterom się kibicuje. Toczy się tu życie codzienne, ale z elementami alchemicznymi. A folkowa piosenka Cinder Well napisana do serialu, „The Wise Man’s Song”, aż się prosi o rekordy odsłuchań. Oby zamówiony 2. sezon trafił do nas już bez zbędnych opóźnień.

Malutkie cuda – nowe odcinki w środy na Apple TV

Idź do oryginalnego materiału