Magda Steczkowska: „Kraków ma ten rodzaj energii, który najbardziej mi odpowiada” [NASZA ROZMOWA]

krknews.pl 1 godzina temu

Rozpoczynamy cykl „Kraków Znanych”. Jego pierwszą bohaterką została piosenkarka Magda Steczkowska, od 30 lat związana z naszym miastem. Spotkałyśmy się w nowo otwartej restauracji „Moja Polana Smaków”, którą przy ul. Bożego Ciała prowadzi jej przyjaciel, znany kucharz Andrzej Polan. To przy jego stole powspominałyśmy pierwsze lata artystki w stolicy Małopolski, porozmawiałyśmy o miejscach, do których chętnie wraca, i o tym, co w mieście wciąż ją zachwyca.

Magda Steczkowska wspiera całym sercem dzieci w potrzebie. w tej chwili pomaga w zbiórce funduszy dla 6 – letnia Leny, choruje na białaczkę. Prosimy o Państwa pomoc.

https://pomagam.cancerfighters.pl/zbiorka/lena-swistak/

Małgorzata Armada, KRKNews.pl: Urodziła się pani w Rzeszowie, wychowała w Stalowej Woli. Kiedy po raz pierwszy przyjechała pani do Krakowa? Podejrzewam, iż mogło to być jeszcze w dzieciństwie.

Magda Steczkowska: Tak pewnie było. Nie przypominam sobie tego pierwszego razu, natomiast doskonale pamiętam moment, w którym postanowiłam przenieść się do Krakowa za mężem. Podjęcie decyzji zajęło mi całe pięć minut. Wiedziałam, iż chcę tu mieszkać i nie miałam ani cienia wątpliwości, iż będę się tutaj dobrze czuła. I tak jest już od trzydziestu lat.

Czy mogę zapytać, w której dzielnicy Pani wówczas zamieszkała?

Przez pierwszych pięć, sześć lat mieszkaliśmy na Kozłówku. Uwielbiałam moich sąsiadów, bardzo gwałtownie się zakumplowaliśmy. Nie mieliśmy jeszcze dzieci, zdarzało się więc, iż razem imprezowaliśmy.

Bardzo lubiłam też panie w sklepie, były cudowne, i ten malutki bazarek koło naszego bloku. Mam z tamtego okresu same dobre wspomnienia. Wszyscy zawsze mówili: „Kozłówek, co to za dzielnica?”, a ja świetnie się tam czułam. Przede wszystkim bardzo bezpiecznie.

W Krakowie w 2001 roku wraz z mężem Piotrem Królikiem założyliście zespół Indigo. Czy tutejsza scena muzyczna była wam bliska?

Wszyscy tutaj mieszkaliśmy, ale żadne z nas, oprócz mojego męża, nie pochodziło z Krakowa. Tomek Banaś był z Kielc, Adam Niedzielin z Lęborka. To byli nasi koledzy, znaliśmy się od dawna i przyjaźniliśmy. Zespół powstał więc naturalnie, z chęci zrobienia czegoś razem.

Ja po latach pracy w chórkach postanowiłam wtedy spróbować czegoś więcej. Nagraliśmy razem dwie płyty, a później nasze drogi się rozeszły, zespół przestał istnieć a ja zaczełam już spiewać pod własnym nazwiskiem, ale przez cały czas gram z Adamem Niedzielinem. Zawsze powtarzamy, iż jesteśmy jak Korcz i Majewska. Adam jest podstawowym członkiem każdego z moich składów zespołu.

Nie jest tajemnicą, iż teraz mieszka pani w Mogilanach. Jak często bywa więc pani w Krakowie?

Mogilany to moje miejsce na ziemi. Uwielbiam je za widoki z okna i przestrzeń. Wciąż są też ciche i spokojne, chociaż tak naprawdę stały się już sypialnią Krakowa. Dlatego choćby nie myślę, iż jadę do Krakowa – z mojej perspektywy cały czas w nim jestem. W centrum bywam adekwatnie codziennie. Moje dzieci chodzą tutaj do szkoły, a najstarsza córka mieszka w mieście od lat.

Co najbardziej lubi pani w Krakowie? Co sprawia, iż tak dobrze się pani tutaj czuje?

Kocham każdą uliczkę Starego Miasta i Kazimierza. Uwielbiam się tutaj przechadzać i za każdym razem mam wrażenie, iż odkrywam coś nowego, choć wydawało mi się, iż tak dobrze znam Kraków, iż to już niemożliwe. A jednak! Przede wszystkim uwielbiam klimat tego miasta. Mieszkałam wiele lat w Warszawie, mieszkałam też w Poznaniu. I chociaż uwielbiam Poznań i naprawdę lubię Warszawę, to Kraków ma ten rodzaj energii, który najbardziej mi odpowiada. Lubię ten spokój, brak pośpiechu. Za każdym razem, kiedy wracam ze stolicy, gdzie jeżdżę głównie do pracy i pędzę od wywiadu do wywiadu, od telewizji do telewizji, tutaj naturalnie zwalniam tempo. Bo Kraków jest taki, jak mówił Maciej Stuhr w swoim słynnym skeczu: „Siedzimy, nic się nie dzieje, nuda”. I to jest najpiękniejsze.

Czy wyobraża sobie pani przeprowadzkę z Mogilan i Krakowa? Co musiałoby się wydarzyć, żeby zdecydowała się pani zamieszkać gdzie indziej?

Nie przewiduję przeprowadzki w stronę większych metropolii. o ile już, to jeszcze bardziej na wieś. Chciałabym, żeby było jeszcze ciszej, spokojniej, najlepiej z pięknym widokiem na góry. Gdybym miała się gdzieś przeprowadzać, to właśnie w ich stronę.

Nie planuję jednak zmiany w najbliższym czasie. Muszę mieszkać blisko miasta, bo zamierzam pracować, póki starczy mi sił. istotny jest więc dla mnie również dobry dojazd.

Czy Kraków jest dobrym miejscem do rozwoju artystycznego? Wiele osób z branży muzycznej decyduje się na przeprowadzkę do Warszawy, gdzie koncentruje się życie show-biznesowe. Czy pani zdaniem wyjazd jest konieczny, żeby rozwijać karierę?

Wszystko zależy od tego, czego ktoś oczekuje. Ja oczekiwałam właśnie spokoju i tutaj go znalazłam. Dobrze mi się tu tworzy, dobrze wychowuje dzieci. To jest dla mnie najważniejsze.

Oczywiście kiedy przychodzi czas promocji płyty, nagrywania czy udziału w programach telewizyjnych, które są częścią mojego zawodu, wtedy Warszawa jest nieunikniona. Czasami nagrywam tam, czasami w Krakowie. Był taki okres w moim życiu, kiedy choćby kilka razy w tygodniu jeździłam do stolicy i z powrotem. Zawsze spieszyło mi się do dzieci, więc wsiadałam w pociąg i wracałam wieczorem. Teraz już nie muszę tego robić, jestem na innym etapie życia.

Nie uważam, żeby Kraków w jakikolwiek sposób ograniczał rozwój artystyczny. Trzeba jednak liczyć się z tym, iż centrum show-biznesu znajduje się w Warszawie. Dlatego PKP Intercity jest adekwatnie moim drugim domem.

Gdyby miała pani pokazać Kraków komuś, kto nigdy wcześniej tu nie był, ale nie mogłaby pani zabrać go na Rynek Główny ani na Wawel, dokąd byście się wybrali?

Na pewno zabrałabym go na Zakrzówek, bo to niezwykłe miejsce. Teraz, kiedy jest tak fantastycznie zagospodarowane, robi kolosalne wrażenie na każdym, kto przyjeżdża do Krakowa.

Kocham też Kazimierz, więc polecam zgubić się w jego uliczkach. Nie chodzić tylko tam, gdzie są najładniejsze budynki, ale właśnie zaglądać w miejsca, do których, można powiedzieć, wieczorową porą nie zawsze się wchodzi. To tam znajdziemy najfajniejsze perełki.

Kazimierz jest zresztą zupełnie inny, ma inne wibracje, inne emocje. Za każdym razem, kiedy idę na Rynek, który uwielbiam, a później przechodzę na Kazimierz, mam wrażenie, jakbym znalazła się w dwóch różnych miastach. To jest absolutnie niezwykłe.

W takim razie muszę jednak zapytać: Kazimierz czy Rynek Główny?

Rynek, ale to zależy też od pory roku i dnia. Od tego, czy mam ochotę iść do ludzi, czy wręcz przeciwnie – chcę się ukryć. Na Rynku, jak wiemy, zawsze jest mnóstwo osób. To cudowne, bo turyści kochają nasz Kraków i oczywiście bardzo się z tego cieszymy, ale czasami ich liczba bywa dla mnie przytłaczająca. Wtedy wolę Kazimierz, gdzie mogę schować się w jednej z uliczek, usiąść w jakimś zacisznym miejscu.

Generalnie jednak uwielbiam Rynek o poranku, w letni dzień, kiedy dopiero wjeżdżają samochody dostawcze i rozładowują towar. To mój ukochany moment, kiedy nie ma tłumów, a jest już ciepło i pięknie. Uważam zresztą, iż nasz Rynek jest jednym z najpiękniejszych na świecie. Wszystkie rynki, które widziałam, a było ich naprawdę sporo, zawsze porównuję z krakowskim. I jednak nasz zawsze zwycięża, choć oczywiście przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm. Możemy być z niego bardzo dumni.

A gdzie można panią spotkać, kiedy wychodzi pani w Krakowie na kawę albo obiad? Ma pani swoje ulubione lokale lub miejsca?

Jeśli chodzi o kawę, moim ukochanym miejscem jest Café Szał. Uwielbiam ten widok na Kościół Mariacki. Co ciekawe, odkryłam tę kawiarnię stosunkowo niedawno, bo dopiero kilkalat temu, dzięki przyjaciółce. Zawsze chciałam ją odwiedzić, ale wydawało mi się, iż jest dostępna tylko dla pracowników muzeum. Tymczasem każdy może tam wejść.

Jeżeli chodzi o obiady, jestem przeszczęśliwa, iż Andrzej Polan otworzył tutaj, przy ulicy Bożego Ciała swoją restaurację „Moja Polana Smaków”. Od zawsze uwielbiam jego kuchnię, a znamy się już od trzydziestu lat. Bywałam w jego restauracji, kiedy jeszcze mieszkałam w Warszawie. Nieraz gotował u mnie w domu, nieraz ja gościłam u niego. Po prostu uwielbiam jego dobór smaków. Jest w tym fenomenalny.

Ogromnie się cieszę, iż w końcu osiadł w Krakowie i otworzył to miejsce. Ma ono niezwykłą energię i klimat, ale przede wszystkim jest po prostu przepysznie.

Nie ukrywam też, iż mam słabość do zapiekanek od Endziora. Raz na pół roku muszę ją zjeść, najprostsza wersja ze szczypiorkiem smakuje mi najbardziej.

Czy ma pani w Krakowie swoją ulubioną salę koncertową lub klub? Jest miejsce, w którym szczególnie dobrze się pani gra?

Niestety, nie mamy w Krakowie zbyt wielu dobrych sal koncertowych, szczególnie pod względem akustyki. Teraz powstają nowe, więc liczę, iż to się zmieni.

Na pewno jednak miejscem, które wyróżnia się nie tylko w Krakowie, ale i w całej Polsce, jest Nowohuckie Centrum Kultury. I nie jest to tylko moje zdanie – bardzo dobrze wypowiadają się o nim również inni artyści, moje koleżanki i koledzy. Sala została fantastycznie odnowiona kilka lat temu. Jest tam bardzo dobry sprzęt, nagłośnienie i świetne światła.

NCK jest też świetnie zarządzane przez dyrektora Zbigniewa Grzyba, który kieruje tą instytucją. Mnóstwo się tam dzieje – organizowane są wystawy, między innymi Beksińskiego, Ludwika Maciąga, co roku World Press Photo. Jest też wiele zajęć dla młodzieży i dzieci.

Sama sala koncertowa jest oblegana. Kiedy szukałam z dyrektorem wolnego terminu na mój koncert jubileuszowy, spędziliśmy nad tym chyba pół godziny. Tak trudno tam o wolny termin.

Maryla Rodowicz, odsłaniając niedawno gwiazdę RMF FM w Krakowie, powiedziała, iż krakowska publiczność jest najlepsza i nigdzie tak dobrze się nie śpiewa. Zgadza się pani z tą opinią?

Krakowska publiczność jest wspaniała, ale też specyficzna. Często jest tak, iż w całej Polsce słuchacze reagują zupełnie inaczej niż tutaj. Zawsze się mówi, iż kiedy Kraków wstaje, to jest bezcenne. Kraków jest wymagający i bardzo mnie to cieszy. Długie brawa, owacje na stojąco czy bisy naprawdę mają tu znaczenie. Dlatego absolutnie podpisuję się pod słowami Maryli.

Powiedzmy sobie o planach fonograficznych. Kiedy możemy spodziewać się Pani nowych utworów?

Jestem w trakcie nagrywania nowego singla, który ukaże się w lutym lub marcu. Współpracuję przy nim z Piotrem Siejką, którego uwielbiam, więc to dla mnie ogromna radość. Aktualnie piszę tekst, co zawsze zajmuje mi dużo czasu i kosztuje sporo emocji. Mam też w planach kolejny utwór, który w 90 procentach będzie duetem, ale nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów. Jego premiera prawdopodobnie odbędzie się w okresie letnim.

Poza tym cały czas koncertuję i prowadzę swoje media społecznościowe. Bardzo to sobie chwalę, zwłaszcza kiedy dzięki nim można komuś pomóc. Ostatnio wraz z Anną Dymną, naszą wspaniałą Krakowianką, nagrałyśmy filmik, w którym poprosiłyśmy o wsparcie finansowe dla fantastycznego ośrodka wytchnieniowego „Spotkajmy się” nad morzem w Lubiatowie. To miejsce stworzone przez Fundację Mimo Wszystko, w którym opiekunowie osób z niepełnosprawnościami mogą bezpłatnie wypocząć. Teraz w planach jest budowa domku „Ania”.

Udało nam się w kilka dnia zakończyć zbiórkę co ogromnie mnie cieszy. Dzięki ludziom o dobrych sercach wiele osób, które często od dziesięcioleci nie miały chwili dla siebie nareszcie będzie miało możliwość po prostu odpocząć.

Za chwilę startujemy z akcją „Szlachetna Paczka” i mam ogromną nadzieję, iż jak co roku uda nam się pomóc wszystkim potrzebującym rodzinom.

Czy możemy czytelników zaprosić na zbliżające się Pani koncerty?

Jak najbardziej. Ze wspomnianym już Adamem Niedzielinem wchodzimy w nasz ukochany czas – okres wspólnego kolędowania. W grudniu gramy recitale w Łebie, Rogoźnie, Warszawie, Radzyminie, Radawie i wielu innych miejscach a jeszcze w listopadzie zapraszam na spotkanie autorskie we Włocławku i koncert w Oleśnie, Opatowie i wielu innych miejcach. Wszystkie daty i szczegóły można znaleźć na mojej stronie internetowej magdasteczkowska.pl/koncerty. Zapraszamy serdecznie

Idź do oryginalnego materiału