Maciej Żak, reżyser filmu „Zapiski śmiertelnika”: „To nie jest film o samobójstwie, tylko o kondycji mężczyzny”

film.org.pl 2 miesięcy temu

W swoim nowym filmie Zapiski śmiertelnika Maciej Żak sięga po temat śmierci, dziedziczonej traumy i męskiej bezradności wobec emocji. Opowiada o nich poprzez humor, ironię i elementy realizmu magicznego. Rozmawiamy o granicach prowokacji, o tym, czy wolno mówić o samobójstwie bez potępienia oraz o tym, dlaczego jego bohater nie ma imienia i nazwiska.

Dlaczego zdecydowałeś się opowiadać o samobójstwie poprzez humor i absurd?

To nie jest motyw przewodni filmu. Tym tematem zajmowałem się już wcześniej w mojej niepublikowanej prozie.

Przedstawiałem go z różnych perspektyw, czasami wbrew powadze, korzystając z ironii a choćby sarkazmu. Poczucie humoru to mój jeden ze sposobów komunikacji ze światem. Wszystko po to, żeby w sposób nieoczywisty skłonić widza do refleksji.

zdj. Dominik Pijański

Film powstał na podstawie opowiadania i ogromną rolę odgrywa w nim narrator, który podchodzi do samobójstwa z dystansem, konfrontuje się z nim, nie ulegając narzuconym opiniom.Nie boisz się zarzutów o romantyzowanie samobójstwa?

To bardzo interesujące sformułowanie – „romantyzowanie”. Nigdy o tym w ten sposób nie myślałem. Ale daleko jestem w tym opowieści od werteryzmu. Bohaterem jest dojrzały mężczyzna a nie rozedrgany, zakochany młodzieniec.

Chodzi o to, iż nie potępiasz takiej śmierci, nie wypowiadasz się o niej jednoznacznie negatywnie, raczej racjonalnie. Ktoś mógłby powiedzieć: adekwatnie twierdzisz, iż nie ma w tym nic złego.

Na początku miałem pewne obawy, ale rozwiały się, gdy film zobaczyli psycholodzy. Uznali, iż to nie jest historia o samobójstwie, ale o kondycji mężczyzny w ogóle. Sam bohater podchodzi do tematu racjonalnie, bez emocji. Zadaje sobie pytanie: czy to jest dobra droga do śmierci? W filmie jednak nie uzyskamy odpowiedzi – raczej stawiamy tu pytania, na które widz musi odpowiedzieć sobie sam. W żadnym razie nie chciałem moralizować czy przybierać rolę eksperta.

zdj. Dominik Pijański

Czy bohater jest świadomy, iż to, co planuje, może być kolejnym więzieniem, a nie aktem wolności?

W filmie toczy się gra syna z ojcem. Bohater świadom rodzinnej traumy oskarża ojca o ucieczkę od odpowiedzialności, mówi mu wprost: „hyc do wanny i po kłopocie”. Ojciec nie chce przyznać się do popełnienia samobójstwa. Jest wiele takich przypadków – choćby w policyjnych śledztwach – gdzie trudno stwierdzić, czy dana śmierć była samobójstwem czy wypadkiem. Są poszlaki, ale nie dowody. Chodzi mi o to, iż taki rodzaj śmierci istnieje i trzeba przyjąć, iż jest możliwe, iż ktoś może go wybrać.

W moim opowiadaniu „Pech” bohaterka chce się zabić, ale ratuje ją inny samobójca, który przyszedł w to samo miejsce z tym samym zamiarem. Przypadkowo staje się dla niej aniołem stróżem. To pokazuje, jak nieoczywisty jest ten temat i jak los może spłatać figla.

Czy ten film ma prowokować do rozmowy czy raczej do zrozumienia decyzji o samobójstwie?

Według mnie najważniejsza jest rozmowa – z bliskimi, terapeutom, czasami z nieznajomym. Zapiski śmiertelnika są zaproszeniem do dyskusji. jeżeli widz po seansie powie: „Nie rozumiem, jak ktoś może tak postąpić”, to już jest to początek dialogu. jeżeli zapyta: „Dlaczego on tak wybrał?”, również. Rozmowa jest pierwszym krokiem do zrozumienia.

zdj. Dominik Pijański

Poruszasz temat powtarzania schematów rodzinnych. Czy bohater jest świadomy, iż może powielać los ojca?

Psychologowie mówią jasno: nie istnieje gen samobójstwa. Powtarzamy schematy, ale nie jesteśmy na nie skazani. Nie bójmy się im przeciwstawić.

W filmie pojawia się wątek terapii, która „nie zadziałała”. Tak mówi przedstawiciel ubezpieczalni do głównego bohatera. Nie boisz się, iż ktoś odczyta to jako jej demonizowanie? W scenie z ubezpieczycielem chodziło o pokazanie absurdu. Agent odkryli, iż ktoś z rodziny popełnił samobójstwo, więc chcą renegocjować umowę, bo „fala samobójstw narasta” i zmniejsza im to dochody. Terapia bohatera jest dla nich dowodem potwierdzającym niebezpieczeństwo wypłaty odszkodowania.

Jaka jest jedna myśl, z którą chciałbyś zostawić widza – szczególnie mężczyznę – po seansie?

Że jeżeli mamy kłopoty, trzeba rozmawiać. Nie zamykać się na pomoc. Życie ma wiele odcieni i barw, czasami wydają się nam zbyt ciemne.

Jeden z psychologów powiedział mi, iż u mężczyzn wystarczy małe tąpnięcie, by wszystko się rozsypało. Nie radzimy sobie z tym, choć wydaje się nam, iż jesteśmy siłaczami. Dlatego trzeba mówić o swoich problemach, żeby nie doprowadziły nas do tragicznego finału. A statystyki nie działają na naszą korzyść.

zdj. Dominik Pijański

Skąd tytuł Zapiski śmiertelnika?

Każdy z nas jest śmiertelnikiem. F.P. – patrząc na niego z zewnątrz – to człowiek spełniony zawodowo, ma sukces, rodzinę. A jednak pewnego dnia mówi; „jestem tak nieudany jak ten świat”. Zapiski to próba zrozumienia, dlaczego się nieudało i czy jedynym sposobem na rozczarowanie życiem jest odejście z niego na własnych warunkach.

Gdyby miał powstać film o tobie, kto powinien go wyreżyserować?

Chyba ja sam. Za dużo dzieje się w mojej głowie, żeby ktoś z zewnątrz mógł to poprawnie ułożyć.

Dla kogo są Zapiski śmiertelnika?

Dla ludzi wrażliwych, empatycznych, o dużej wyobraźni i poczuciu humoru.To mój projekt marzenie i powrót do realizmu magicznego – do tego, od czego kiedyś zaczynałem pisząc scenariusze, a co nieopatrznie zgubiłem. Zdając do szkoły filmowej, przyszedłem z opowiadaniem o kłócących się duchach na cmentarzu. Zapytano mnie wtedy: „Jak odróżnisz duchy od prawdziwych postaci?”.Po latach wróciłem do tego pytania. Dzisiaj odpowiedź ma nie tylko charakter techniczny, ale przede wszystkim filozoficzny, znacznie głębszy niż mi się wydawało za młodu.

Idź do oryginalnego materiału