MACIEJ CUSKE: – W jakimś stopniu zrobiłem ten film właśnie po to, żeby ta nasza tradycja wakacyjnych wyjazdów filmowych nie umarła. Jeździliśmy kręcić horrory co roku, ale którymś razem nie udało nam się zebrać, żeby zrealizować dziesiątą część „Kandydatów śmierci”. Chłopcy dorośli, zaczęli studiować, pracować w wakacje.
I wtedy chyba to ja najbardziej odczułem brak tych wyjazdów. Zdałem sobie sprawę, jak bardzo niezwykłe było to, co razem robiliśmy. Wcześniej traktowaliśmy nasze wyjazdy jako fajne wakacje, jednak fakt, iż co roku udawało nam się zebrać całą drużynę, robić wspólnie szalone rzeczy, kręcić za każdym razem nowy film, naprawdę był niezwykły.
Zrodziła się więc we mnie w chwili kryzysu idea, żebyśmy zebrali się jeszcze raz i nakręcili być może ostatnią część. Mieliśmy symbolicznie zamknąć naszą serię. Potrzebowałem tego może bardziej od nich, ale gdy spotykamy się dziś z publicznością, gdy oglądamy wspólnie nasz film, to za każdym razem widzę, iż i chłopcy bardzo mocno go przeżywają. A przede wszystkim ta dziesiąta część otworzyła szansę na realizację kolejnych odcinków.
Czytaj też: Mateusz Rakowicz, twórca „Dnia Matki”: Takiego filmu jeszcze w Polsce nie było
Często sięga pan po materiały z prywatnego archiwum rodziny.



