2 stycznia na profilu Romana Czejareka pojawił się wpis, który rozgrzał internet do czerwoności. Dziennikarz wybrał się do jednego z popularnych sklepów, w którym porównał ceny ananasa sprowadzonego z Kostaryki i polskiej włoszczyzny. Ananas w promocji kosztował niecałe sześć złotych, włoszczyzna ponad osiem. "Z unijnymi dopłatami do hektara, zwrotem akcyzy za paliwo, dotowaną ceną energii itd. Mniej więcej dwa razy droższa. I czego tu nie rozumiesz? Kurtyna" - grzmiał. O komentarz w sprawie wysokich cen poprosiliśmy Łukasza Sędrowskiego z piątej edycji programu "Rolnik szuka żony". Były uczestnik matrymonialnego show nie gryzł się w język.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamila Boś z "Rolnik szuka żony" walczy ze stereotypami. "Ciężko pracuje, nie tylko wyglądam"
Łukasz Sędrowski dobitnie o wysokich cenach polskich produktów. "Nie dajmy się ogłupić promocjom"
Rolnik przyznał, iż widział porównanie redaktora Czejareka. Jego zdaniem częste promocje na zagraniczne owoce są bardzo przemyślaną strategią. - No cóż... Idealny przykład na to, iż cudze chwalicie, a swego nie znacie. Polską włoszczyznę ktoś musiał dostarczyć do sklepu, obrać, pokroić, zapakować. Myślę, iż z tego pęczka rolnik dostanie maksymalnie złotówkę, może choćby 50 groszy - zaczął Łukasz Sędrowski w rozmowie z Plotkiem.
- Ananas trafił do Polski z bardzo daleka. Zostawił przeogromny ślad węglowy, ale to już ekologom w Unii Europejskiej nie przeszkadza. Właśnie po to są promocje w ogromnych zagranicznych marketach, żeby wyprzeć na przykład polskie jabłko. Przecież ten ananas celowo trafił na polski rynek, żeby właśnie kupić go po niższej cenie zamiast np. jogurtu truskawkowego, zamiast zrobić sobie szejka z mlekiem czy polskim nabiałem i polskim owocem - porzeczką czy gruszką - skomentował Sędrowski.
Uczestnik "Rolnik szuka żony" wyraził również swoje zaniepokojenie. - Cała umowa Mercosur właśnie na tym będzie polegała. Po niskiej, zaniżonej wręcz cenie markety i dystrybutorzy będą dokładać, żeby polski i europejski klient zrezygnował z rodzimej produkcji i kupował produkty z tak zwanego Mercosur. Za rok, dwa, trzy, kiedy wygasimy już rodzimą, europejską, polską produkcję, ceny będą dziesięciokrotnie większe - dodał nasz rozmówca.
Przypomnijmy, iż wspominany Mercosur dotyczy umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej, tworzącej strefę wolnego handlu, znoszącej cła na wiele produktów. Spotkała się ona z oburzeniem ze strony europejskich rolników, którzy obawiają się konkurencji zza oceanu. Polska wyraziła sprzeciw wobec jej zawarcia. Więcej przeczytacie o tym w artykule: "Umowa Mercosur. Niemcy skorzystają, a Polska straci. Efekty widoczne dla rolnictwa i demografii".
W rozmowie z Plotkiem Sędrowski zaapelował także w tej sprawie do polskich konsumentów. "Szanuj, konsumencie, polskiego rolnika. Kupuj świadomie. Zawsze powtarzam: "od wideł do widelca, smacznego i na zdrowie". Nie dajmy się ogłupić promocjom - podsumował.
Wpis Romana Czejareka podzielił internautów. "Polska to kraj absurdu"
Krótko po opublikowaniu wpisu Czejareka, w komentarzach głos zabrali użytkownicy. Słowa dziennikarza wyraźnie ich poróżniły. "Mnie też wyprowadza z równowagi fakt, iż polskie jabłka są droższe niż pomarańcze i mandarynki. (...) O co tu chodzi? Polska to kraj absurdu, a coraz częściej bywa, iż absurd goni absurd. Nikt niczego nie kontroluje" - mogliśmy przeczytać pośród części wpisów, które zgadzały się z postem Czejareka. "Ananasy z Kostaryki są tanie, a polskie warzywa drogie nie dlatego, iż transport z Ameryki Środkowej jest 'prawie darmowy', ale dlatego, iż działają zupełnie różne modele produkcji rolnej" - pisali również inni internauci, którzy znaleźli wyjaśnienie takiego stanu rzeczy.








