Od dziś w oferecie platformy streamingowej Apple TV możecie oglądać dwa pierwsze odcinki serialu „Lucky” z Anyą Taylor-Joy w tytułowej roli. Rzućcie okiem, jak wypada kolejna intrygująca propozycja prestiżowego serwisu.
Do grona czołowych hollywoodzkich gwiazd, które znalazły bezpieczną przystań pod szyldem Apple TV dołącza Anya Taylor-Joy. Od czasu pamiętnego „Gambitu królowej” laureatka Złotego Globu przeszła szturmem przez franczyzowe blockbustery (wśród tych m.in. „Max Max”, „Diuna” czy „Super Mario”), by raz jeszcze spróbować swych sił w świecie streamingu. Debiutujący dziś serial „Lucky” daje jej na to tyle przestrzeni, ile tylko się da.
Lucky – o czym jest serial Apple TV z Anyą Taylor-Joy?
Licząca sobie siedem odcinków adaptacja książki Marissy Stapley (przedpremierowo widziałem wszystkie z nich) to bowiem projekt w całości podporządkowany swej największej gwieździe. Debiutująca jako telewizyjna producentka wykonawcza Taylor-Joy wzięła na siebie rolę tytułowej bohaterki, profesjonalnej złodziejki, która zostaje wystawiona przez swojego partnera – tak w życiu, jak i zbrodni – przez co znajduje się na celowniku bardzo niebezpiecznych ludzi.
„Lucky” (Fot. Apple TV)Po kradzieży 10 milionów dolarów media ogłaszają obławę na młode złodziejskie małżeństwo. Cary (Drew Starkey, „Outer Banks”) znika z hotelu w Las Vegas wraz z torbą pieniędzy, zaś Lucky – oszołomiona po zakrapianej nocy i nieobecności mężulka – musi przedrzeć się przez kordon policji i czmychnąć tak daleko, by uciec wierzycielom i dowiedzieć się, co u licha stało się z Carym.
Wówczas rozpoczyna się niebezpieczna gra w kotka i myszkę, z tym iż myszka jest jedna, a kotków całe stadko. Z jednej strony w ślad za protagonistką rusza nieustępliwa – i pełna federalnych zasobów – agentka FBI, Billie Rand (Aunjanue Ellis-Taylor, „Mentalista”). Z drugiej na ogonie siedzi jej niejaka Priscilla Matheson (Annette Bening, „Ranczo Duttonów”), bezwzględna szefowa mafii, a zarazem… teściowa Lucky.
Lucky, czyli magnetyczna Anya Taylor-Joy vs reszta świata
Droga, jaką Lucky pokonuje w ucieczce przed „policjantami i złodziejami”, to istny tor przeszkód przez Zachodnie Wybrzeże USA, którego nie powstydziłby się niejeden reprezentant ambitnego kina szpiegowskiego. Na przestrzeni pierwszej połowy serialu nieustannie oglądamy bohaterkę – nomen omen wyjątkowo szczęśliwie – wymykającą się śmiertelnym kłopotom i przybierającą fikcyjne tożsamości. Wszystko to podszyte jest naciąganiem losowo spotykanych ludzi i niemałym dystansem przebytym w biegu.
„Lucky” (Fot. Apple TV)Rzecz w tym, iż Lucky doskonale wie, jak oszukiwać, by dotrzeć do celu. Ujawniają to liczne retrospekcje z dzieciństwa protagonistki, w których – wbrew powszechnie przyjętym zasadom wychowania – fachu uczył ją samotny ojciec (Timothy Olyphant, „Justified”). To zresztą on sam – w tej chwili osadzony w więzieniu – doprowadził do tego, iż drogi Lucky i Priscilli ostatecznie się przecięły.
Serial autorstwa telewizyjnego weterana Jonathana Troppera („Banshee”, „Znajomi i sąsiedzi”) śmiało korzysta z prawideł rasowego kina akcji, by tu i ówdzie wpleść do historii elementy charakterystyczne dla narracji spod znaku heist movies. Całkiem zgrabnie łączy się to z umownością świata przedstawionego, która ma w sobie zarówno sporo komiksowego luzu, jak i podejrzanej przypadkowości fabularnych zdarzeń.
Czerwona lampka zapala się częściej niż rzadziej, gdy scenariusz leniwie poczyna sobie z fabularnymi uproszczeniami, ale w ramach niezobowiązującego seansu telewizyjnego odpowiednika filmowego „popcorniaka” raczej przymyka się na to oko. Drugie pozostaje jednak otwarte cały czas. Trudno by było inaczej, skoro Taylor-Joy zarezerwowała dla siebie niemal każdy z kadrów tej dość oklepanej i bardzo konwencjonalnej opowiastki.
Lucky – czy warto oglądać serial z Anyą Taylor-Joy?
„Lucky” – dość dosłowne zresztą – spoczywa na barkach filigranowej aktorki. Gwiazda „Furiosy” zdążyła już przyzwyczaić widownię do wymagających fizycznie kreacji, w których jej bohaterki nie zalewają nas potokiem słów. W przypadku tego potencjalnego hitu Apple TV nie jest inaczej – kadry, w których Taylor-Joy akurat nie zasuwa między przeszkodami, są pomyślane tak, by podkreślać wyjątkową aparycję byłej modelki i, wciąż jak najbardziej aktualnej, ikony mody.
„Lucky” (Fot. Apple TV)Liczne sceny akcji (co interesujące ten aspekt wyraźnie zanika w drugiej połowie) kontrastowane są z nagminnymi ujęciami portretującymi twarz głównej bohaterki w zbliżeniu, w którym charakterystyczne wiecznie lekko rozchylone usta Taylor-Joy urastają niemalże do rangi filmowego fetyszu. Zresztą, wizualny aspekt serialu rozczarowuje – część rozrywkowych sekwencji jest zbyt mocno pocięta, podczas gdy inne wyglądają tak, jakby „Lucky” nakręcono 15 lat temu na CBS.
Serial najlepszy jest wtedy, gdy sprawnie lawiruje między niezobowiązującym akcyjniakiem a kameralną historią o pokręconych relacjach rodzinnych. Największa zaletą „Lucky” jest bowiem to, że, kiedy już oskubiemy fabułę ze wszystkich tych skomplikowanych złodziejsko-policyjnych warstw, to odkryjemy, iż pod powierzchnią kryje się opowieść o dziewczynie z trudną przeszłością, którą zostawił toksyczny chłopak zbyt mocno przywiązany do swej mamy.
Przyjemne tempo i magnetyczna Taylor-Joy zapewnią wam udane siedem godzin rozrywki i z pewnością będzie hitem, który pochłonie wielu widzów, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż tym razem Apple TV przegapiło potencjał na jeden z tych seriali, od których naprawdę nie można się oderwać. „Lucky” nie będzie jednym z nich, ale całe szczęście platforma z nagryzionym jabłuszkiem ma ich w swojej ofercie coraz więcej.















