Trzeci album studyjny Louisa Tomlinsona, How Did I Get Here?, pojawił się w ten weekend. I chociaż jest styczeń, to nagle nastrój zrobił się zaskakująco wakacyjny. Może jest to sposób na przełamanie zimowego braku energii i powrót do lepszych czasów?
Single zapowiadające album How Did I Get Here? skutecznie budowały radosne oczekiwanie, bujały słuchaczy i bawiły. Zresztą dla fanów One Direction i karier solowych członków boysbandu trwa teraz dobry czas. Nowy album Louisa Tomlinsona już tu jest, Harry Styles powraca z dłużącej się przerwy, Niall i Zayn zapowiadają nową muzykę. Chociaż od dawna nie są już zespołem, wciąż patrzy się na nich nieco kolektywnie. Nie jest to choćby spojrzenie zupełnie bezpodstawne, bo nowa płyta Louisa zdaje się wracać do klimatów z 2010s – i do bezstroskich summer vibes.
Album otwiera dynamiczne Lemonade, piosenka radiowa, bardzo letnia. Łatwo wpada w ucho i od razu buduje radosny nastrój, który dominuje płytę. Już na wstępie słyszymy przyjemne echa, przerywniki i pewny wokal Tomlinsona. Następny utwór, On Fire, to naturalne przedłużenie tego nastroju – równie chwytliwy, energiczny i z podobnym refrenem pełnym echa.
Sunflowers nieco zwalnia tempo i pozwala spokojnie wsłuchać się w wokale. Wyraźnie słychać perkusję, która daje piosence subtelny pazur, a na koniec wyciszające smyczki. Lazy jest zgodne z tytułem – spokojne, leniwe, przyjemne.
Następnie słyszymy piosenki Palaces oraz Last Night, które bardzo kojarzą mi się z czasami Louisa w boysbandzie, oraz erą letnich piosenek lat 2010. Charakterystyczne refreny z przeciągniętymi słowami brzmieniowo przypominają tę erę. choćby teksty opowiadające o tym, iż czas się kończy i iż „mamy ostatnią noc na świecie” przywodzą na myśl emocjonalne deklaracje 1D, które porywały nastoletnie serca fanek.
Broken Bones i Dark to Light to z kolei bardziej emocjonalne utwory, chyba najbardziej refleksyjne z całego How Did I Get Here? Różnią się tempem i nastrojem, ale spaja je rozliczenie z przeszłością przebijające się w tekście. To jednak delikatny akcent, który łatwo umyka w odniesieniu do całej płyty. Kolejne trzy utwory przypominają pierwszą połowę płyty. Jedynie zamykające album Lucid jest trochę spokojniejsze, ale ogólnie dominuje tu mocna perkusja, energiczne wokale i wrażenie letnich radiowych hitów.
How Did I Get Here? to bardzo spójny album, który ociera się wręcz o granicę z monotonią. Przyjemnie się go słucha i wzbudza on pozytywne uczucia, ale nie jest trudno przegapić przejścia między piosenkami. Znajdują się na nim wyróżniające się momenty, gdzie wybija się charakterystyczny akcent Louisa, czy mocniejsze, niemal orkiestralne nabudowanie refrenu. Mimo to album brzmi jak co druga letnia płyta, którą w wakacje można usłyszeć w radiu. Z pewnością można do niego wracać i dobrze się bawić, ale album nie wbudza przesadnych emocji czy wzruszeń. Ale czy zapisze się na dłużej? Zobaczymy, ale na razie broni się głównie letnim nastrojem.
Fot. główna: Materiały promocyjne albumu.














