Od 30 stycznia, gdy Departament Sprawiedliwości upublicznił 3 mln nowych dokumentów, świat znów żyje sprawą Jeffreya Epsteina. Każdego dnia poznajemy coraz szerszą, szokującą, siatkę jego kontaktów, która wybiega daleko poza Amerykę i dotyka choćby Polski. Sprawą zajmują się rządy oraz rodziny królewskie. Są już dymisje (w Słowacji i Wielkiej Brytanii), zapowiedzi śledztwa (Polska), czy oficjalne oświadczenia i przeprosiny za "żanującą przyjaźń (Norwegia).
W centrum tych wydarzeń jest też Little Saint James. Mała, licząca ok. 30 hektarów, wyspa na Karaibach. Jedna z dwóch na Wyspach Dziewiczych USA, która stanowiła prywatną własność Epsteina.
W 1998 roku – za 7,95 miliona dolarów – kupiła ją firma LSJ, której on był jedynym właścicielem i aż do swojej śmierci w 2019 roku traktował ją jako swoją główną rezydencję. To tam miały dziać się okropne rzeczy, za które został aresztowany. Tam gościł też wielu wpływowych ludzi, którzy dziś prawdopodobnie wstydzą się tego kontaktu.
Druga z wysp, Great Saint James, jest ponad dwa razy większa i znajduje się dosłownie obok, kilka minut drogi motorówką. Epstein kupił ją w 2016 roku za 22,5 mln dolarów. O nie wiadomo mniej.
Dlatego przyjrzyjmy się Little Saint James, która znów jest na ustach świata. Co o niej wiadomo?
Posiadłość Epsteina na Little Saint James – tak wyglądała
Wyspa ma m.in. lądowisko dla helikopterów, a także: "prywatny dok, stację benzynową, filtrację wody o dużej wydajności, 2 baseny, główny kompleks, 4 wille gościnne, 3 prywatne plaże, siłownię, chatę tiki".
Takie informacje pojawiły się w ogłoszeniu agencji nieruchomości, gdy po śmierci Epsteina ruszyły pozwy o odszkodowanie i obie wyspy zostały wystawione na sprzedaż (część pieniędzy miała trafić do funduszu dla ofiar).
Pierwszy raz 2022 roku, za 125 mln dolarów – ale nie było chętnych. Dopiero w 2023 roku kupił je – za 60 mln dolarów – miliarder Stephen Deckoff. W komunikacie prasowym przekazano, iż planuje tam budowę nowoczesnego, pięciogwiazdkowego, luksusowego, światowej klasy ośrodka wypoczynkowego z 25 pokojami, który pomoże w rozwoju turystyki, stworzy miejsca pracy i pobudzi rozwój gospodarczy regionu.
Wcześniej wyspa owiana była tajemnicą. Dopiero po śmierci Epsteina świat poznał jego posiadłość i zobaczył wnętrza. "New York Times" pisał, iż na rozwój wyspy Epstein wydał miliony.
"Świątynia w niebieskie pasy, zegar słoneczny i figura krowy rasy holsztyno-fryzyjskiej to trzy osobliwe przedmioty znalezione na wyspie Little Saint James. (...) Epstein zbudował na wyspie również willę z biblioteką, japońską łaźnią i kinem" – wyliczał australijski ABC.
Posąg krowy podobno ciągle był przenoszony w inne miejsce.
Ale to tylko zewnętrzna otoczka wyspy.
Wyspy Dziewicze przeciwko Epsteinowi
Zeznania młodych kobiet, dokumenty, teraz 3 mln stron akt – to wszystko od lat rzuca straszny cień na to miejsce. W 2020 roku rząd Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych złożył pozew przeciwko majątkowi Jeffreya Epsteina, w którym napisano, iż stworzył on sieć firm, osób i struktur, które pomagały mu prowadzić działalność o charakterze przestępczym i korupcyjnym.
Stwierdzono też m.in., iż dziewczęta, w wieku od 12 do 17 lat, były tam wabione obietnicami pracy, pieniędzy, czy edukacji, a potem wykorzystywane. Prokurator generalna Wysp Dziewiczych, Denise N. George, podkreśliła również, iż Wyspy nie są i nie będą bezpieczną przystanią dla handlu ludźmi i wykorzystywania.
Do mediów zaczęły też docierać relacje mieszkańców pobliskiej wyspy St. Thomas.
Pracownik lotniska: Były tam dziewczyny, które wyglądały, jakby chodziły do liceum
"Miejscowi twierdzą, iż Epstein przewoził nieletnie dziewczęta długo po skazaniu go za przestępstwa obyczajowe – a władze nic nie zrobiły, żeby go powstrzymać" – pisał w 2019 roku "Vanity Fair".
Magazyn rozmawiał wówczas z pracownikami pasa startowego na wyspie St. Thomas. "Powiedzieli, iż wielokrotnie widzieli, jak Epstein wsiadał na pokład swojego prywatnego samolotu w towarzystwie dziewcząt, które wydawały się niepełnoletnie. Według pracowników, dziewczęta przyleciały z Epsteinem na pokładzie jednego z jego dwóch odrzutowców Gulfstream" – czytamy.
Jeden z byłych kontrolerów opowiadał: "Kilkakrotnie widziałem, jak Epstein wysiadał z helikoptera (...) i wsiadał do prywatnego odrzutowca z dziećmi – dziewczynkami".
Inny pracownik lotniska mówił zaś, iż Epstein lądował na St. Thomas średnio dwa razy w miesiącu: "Były tam dziewczyny, które wyglądały, jakby chodziły do liceum. Wyglądały bardzo młodo. Zawsze nosiły bluzy z college'u. Wyglądało to jak kamuflaż".
Kto odwiedzał Little Saint James Epsteina
W mediach krążyły nazwiska znanych osób, które miały odwiedzać wyspę, choć nie ma potwierdzenia, iż w celach, o które oskarżano Epsteina. Było też wiele plotek, wielu nie udało się zweryfikować. Wśród gości miał być m.in. Andrzej Mountbatten Windsor, były książę Yorku, brat Karola III, którego Virginia Giuffre oskarżyła o wykorzystywanie, gdy miała 17 lat (zmarła rok temu w wieku 41 lat).
Niech śledczy się tym zajmują. Bo dziś, gdy 3 mln stron dokumentów o Epsteinie ujrzało światło dzienne, gdy cały docierają do nas kolejne szczątkowe informacje, nazwiska i nagrania, człowiek zaczyna się już gubić.
A są choćby takie jak na przykład to Epsteina w kuchni.
Na koniec można przyznać, iż jest pewien paradoks w historii tego miejsca. W 1917 roku Dania sprzedała USA tzw. Duńskie Indie Zachodnie, czyli dzisiejesze Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych. Little Saint James była jedną z nich.
Ta sama Dania jest dziś jest na celowniku Donalda Trumpa z powodu Grenlandii, którą prezydent USA niemal chce jej wydrzeć siłą. Gdyby Dania nie sprzedała wtedy wysp, kto wie, jak potoczyłaby się historia Little Saint James?

