Emocjonalne tony skryte w korzeniach.
Doskonale pamiętam, nie tak w gruncie rzeczy dawną, współpracę Maxwella z Lisą Gerrard. Album mistyczny, intymny i pełen niezwykłej chemii między tworzącymi. Podobnej chemii Jules Maxwell doczekał się w przypadku poznania portugalskiej wokalistki Liny Rodriguez. Artystę zachwyciła wrażliwość z jaką pieśniarka ujawniła się na albumie Fado Camões (produkcja Justina Adamsa odpowiedzialnego min. za Tinariwen czy Roberta Planta). To właśnie natchnęło Irlandczyka do stworzenia czegoś multikulturowego, potrafiącego oddać ducha korzeni zarówno producenta, jak i wokalistki. Co interesujące równoległa fascynacja Maxwellem pojawiła się u Liny wraz z odkryciem albumu „Burn”. To stało się zapalnikiem do spotkania w studiu.
Graficzna oprawa może sugerować, iż będzie to pewna kontynuacja albumu nagranego z Lizą. Płyty jednak wyraźnie się różnią i na obydwu pierwsze skrzypce zdają się być grane przez wokalistki. Maxwell ustępuje tu miejsca, skupiając się przede wszystkim na budowaniu odpowiednich podwalin pod ekspresyjne wynurzenia portugalskiej śpiewaczki. W przypadku „Terra Mãe” pojawiają się znacznie bardziej ambientowe instrumentale, choć oczywiście wyraźnie nawiązujące do muzyki tradycyjnej zarówno tej irlandzkiej, jak i portugalskiej. Z kolei liryka i sama wokalna strona to osadzenie w rodzimej dla artystki tradycji melancholijnych pieśni fado, tak bogato obrazujących ludzki smutek.
„Não Deixei de Ser Quem Sou” jawi się jako obraz do ostatniego tańca pary – bardzo nostalgiczny, zwiastujący nadchodzącą rozpacz. Towarzyszem bardziej rozpłyniętym, filmowym czy po prostu obrazowym jest tytułowe „Terra Mãe”, gdzie wokal zdaje się tonąć w neoklasycznym podkładzie. Maxwell bawi się inspirującym podejściem do muzyki kameralnej i przetwarzaniem skrzypcowych aranży w patetyczne (ale w dobrym tego słowa znaczeniu) tło.
Zdarza mi się albumy ciężko przeżywać. I ten być może dla niektórych nad wyraz emocjonalny krążek, mnie osobiście wprowadza w dziwny nastrój. Czy to osłupienie, czy jakaś niezrozumiała tęsknota, to mało istotne, bo najistotniejsze iż swoją rolę godnie reprezentuje – porusza.
Atlantic Curve 2025
https://julesmaxwell.bandcamp.com











